Do znudzenia/ Till boredom

No i znowu pojechałam…, tym razem do Pruszkowa. Na Wystawę Kotów Rasowych:-)

Tak, wiem, mam świra, ale pracuję nad sobą i póki co, skutecznie kontroluję emocje. Dlatego i tym razem nie wróciłam do domu z pięknotą, którą już nawet, jak widać, miałam na rękach. Ale było naprawdę blisko.:-)

Wysłałam mężowi zdjęcie i on z jednej strony przyznał, że kocia jest przepiękna, najpiękniejsza z tych, które do tej pory wybierałam, ale z drugiej, wysłał mi takiego, mało stanowczego smsa: „nie kupuj… bo Bajt…”.

Przed drzwiami do mieszkania zdjęłam z głowy czapkę, owinęłam ją grubą chustą, którą miałam tego dnia na szyi, uformowałam zawiniątko i położyłam na przedramieniu, żeby wyglądało, jakbym niosła małego kotka:-) Wchodziłam z ostrożnym „ćs… bo mała śpi”, no i szkoda, że nie widzieliście miny mojego męża. Najpierw popukał się w głowę, potem rzucił się, żeby zajrzeć do zawiniątka, a kiedy się okazało, że to ściema, był wyraźnie rozczarowany, a rzekłabym, że nawet obrażony.

„Dziwię Ci się, że nie kupiłaś”.

Z facetami to naprawdę nigdy nie wiadomo:-) Czytaj dalej „Do znudzenia/ Till boredom”

Reklamy

Animals’ Days

Jednym z wydarzeń minionego weekendu był ANIMAL’S DAYS 2019. Jejku, i znowu te cudne kotki, pieski i inne Boże stworzenia siedzą mi w głowie i w żaden sposób nie chcą z niej wyjść. 🙂 Zresztą sami zobaczcie, jakie to były cudaki!

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Na targach przeżyłam jeden mały szok, pod wpływem zaplanowanego spotkania z Nelą Małą Reporterką, 13-letnią dziewczynką, która jest autorką dziecięcych książek podróżniczych oraz programów telewizyjnych. I wiecie co, ja o tej Neli usłyszałam wtedy po raz pierwszy, ale na spotkanie z nią przyszły tłumy dzieciaków!! Co najmniej jak na koncert Justina Biebera! Nela miała opowiadać o swojej najnowszej książce, rozdawać autografy i pozować do wspólnych selfie. Szaleństwo. A biedni rodzice czekali na przyjazd gwiazdy, próbując utrzymać swoje pociechy w ryzach, co z całą pewnością nie było łatwe, bo pociechy były w bardzo różnym wieku:-) Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że dzisiaj sława rozprzestrzenia się w sieci tak szybko i w tak nieprzewidywalny sposób, że coraz młodsi zostają celebrytami. 🙂 Cudowne jest natomiast to, że coraz młodsi mogą mieć tak ciekawe zainteresowania, jak Nela. Mam nadzieję, że dziewczynka nie zmarnuje medialnego talentu, i że kiedyś nie uderzy jej ta sława do głowy.

Obejrzałam wszystko, co tylko mogłam, w ciągu dwóch krótkich godzin (więcej w Instastory TU), bo tylko tyle miałam czasu. Wieczorem spodziewałam się gości, a trzeba było jeszcze zrobić szarlotkę, upiec paszteciki ze szpinakiem itp itd.

Przy wyjściu zobaczyłam taki oto obrazek.

20190402_1453358171477013611334157.jpg

Na „Animals’ Day” każdy pies miał szansę pokazać się, z jak najlepszej strony, przed grupą międzynarodowych sędziów, mógł dostać ocenę, opis i dyplom. Najpiękniejszy miał również szansę na medal i puchary.

Pies ze zdjęcia tej szansy nie wykorzystał, bo po prostu nie wszedł do środka. Rozłożył się przed wejściem na cztery łapy i właścicielom pozostało cierpliwie czekać, aż zmieni zdanie 🙂

„Ale nas załatwił” – skwitowali z kwaśnym uśmiechem, bo liczyli na ocenę i dyplom, co dla hodowców jest bardzo ważne i podnosi wartość reprodukcyjną pieska. Cóż, w tym przypadku z dyplomu nici:-)

Czytaj dalej „Animals’ Days”

U weterynarza z Bajtem zwanym potocznie Buniem/ At the vet with Byte, commonly called Bunio

Wizyta poprzedniego pacjenta trochę się przedłużała, więc czekałam grzecznie na swoją kolej. To znaczy ja grzecznie, a Bunio niecierpliwie:-). A w kolejce, jak to w kolejce, ludzie z nudów stają się rozmowni, bardziej wylewni, mówią chyba znacznie więcej, niż powiedzieliby w innych okolicznościach. Przede mną czekała na swoją kolej starsza pani z kotkiem, pięknym brytyjczykiem, na którego od razu zwróciłam uwagę. Wspaniałe umaszczenie, dokładnie takie, jakie chciałabym, żeby miał mój przyszły kot, a którego prawdopodobnie nigdy nie będę mieć ze względu na wspomnianą w poprzednich notkach alergię:-(. No, ale właśnie ta właścicielka, tak od słowa do słowa trochę zaczęła opowiadać, że lubi zwierzęta, że to nie pierwszy kot, że wcześnie był także w domu pies, ale że tylko ona się nim zajmowała, wychodziła na spacery, dbała o niego. No a teraz ma kota, ale wolałaby w swoim życiu 10 kotów, niż jednego człowieka. Zanim lekarka zaprosiła ją do gabinetu, zdążyła jeszcze powiedzieć:

– Proszę pani, ten kot to jedyne stworzenie w moim domu, które nigdy nie wyrządziło mi krzywdy.

I tak sobie myślę, że to jedna ze smutniejszych rzeczy, jakie ostatnio usłyszałam.

wp-15528249671674999064244971247308.jpg

Bajt zestresowany na wadze.

Jego serce jest w lepszym stanie, pani doktor była naprawdę zdziwiona, stwierdziła, że to pierwszy pacjent chorujący na kardiomiopatię w jej karierze, któremu zmniejsza dawkę leku. To nie znaczy, że jest zdrowy, po prostu trochę mu się poprawiło i z tego trzeba się cieszyć. Jest też jednak niepokojąca kwestia, Bajt znowu schudł, za dużo w ostatnim czasie:-(

Czytaj dalej „U weterynarza z Bajtem zwanym potocznie Buniem/ At the vet with Byte, commonly called Bunio”

Mam kota na punkcie kota

Już od pewnego czasu nosimy się z zamiarem powiększenia rodziny:-)

I tak samo jak wtedy, gdy szukaliśmy pieska, teraz kiedy chcemy kotka, musimy najpierw urobić mojego męża.

Bo on niby lubi koty, niby chce, ale może nie teraz, tylko za jakiś czas, bo kota to się nie da nauczyć, bo (zawsze w końcu pada to pytanie)… co na to nasz pies!!!?:-) Ja męża na siłę uszczęśliwiać nie będę, chociaż jestem pewna, że z kotem stałoby się dokładnie tak, jak było w przypadku psa. Najpierw nie chciał, a potem, gdy to małe 60 dekagramów usiadło mu na kolanach, przepadł z kretesem:-)

A wracając do kota, ja się trochę boję, bo mieszkamy na 7 piętrze. Kiedyś widziałam biedaka, który wypadł z dziewiątego. Tak więc, chyba trzeba byłoby jakąś ochronną siatkę na balkon, a co z uchylnymi oknami? Co, gdy będziemy chcieli wyjechać na dłużej, to będą już dwa zwierzaki do przechowania. A co z drapaniem mebli, wskakiwaniem na szafki kuchenne? Kot wlezie wszędzie! Co, jeśli trafi się wredny charakter? Pytań mam oczywiście o wiele więcej (włącznie z tym, jak zareaguje na kota nasz pies:-) i tak sobie myślę, że gdybym ja sama była gotowa na przyjęcie do domu kotka, to raczej nie miałabym żadnych dylematów? Może więc to ciągle jeszcze nie ten moment?

Co o tym sądzicie?

Póki co, ciągam męża na wszystkie kocie wystawy w okolicy.