Do znudzenia/ Till boredom

No i znowu pojechałam…, tym razem do Pruszkowa. Na Wystawę Kotów Rasowych:-)

Tak, wiem, mam świra, ale pracuję nad sobą i póki co, skutecznie kontroluję emocje. Dlatego i tym razem nie wróciłam do domu z pięknotą, którą już nawet, jak widać, miałam na rękach. Ale było naprawdę blisko.:-)

Wysłałam mężowi zdjęcie i on z jednej strony przyznał, że kocia jest przepiękna, najpiękniejsza z tych, które do tej pory wybierałam, ale z drugiej, wysłał mi takiego, mało stanowczego smsa: „nie kupuj… bo Bajt…”.

Przed drzwiami do mieszkania zdjęłam z głowy czapkę, owinęłam ją grubą chustą, którą miałam tego dnia na szyi, uformowałam zawiniątko i położyłam na przedramieniu, żeby wyglądało, jakbym niosła małego kotka:-) Wchodziłam z ostrożnym „ćs… bo mała śpi”, no i szkoda, że nie widzieliście miny mojego męża. Najpierw popukał się w głowę, potem rzucił się, żeby zajrzeć do zawiniątka, a kiedy się okazało, że to ściema, był wyraźnie rozczarowany, a rzekłabym, że nawet obrażony.

„Dziwię Ci się, że nie kupiłaś”.

Z facetami to naprawdę nigdy nie wiadomo:-) Czytaj dalej „Do znudzenia/ Till boredom”

Reklamy

Mam kota na punkcie kota

Już od pewnego czasu nosimy się z zamiarem powiększenia rodziny:-)

I tak samo jak wtedy, gdy szukaliśmy pieska, teraz kiedy chcemy kotka, musimy najpierw urobić mojego męża.

Bo on niby lubi koty, niby chce, ale może nie teraz, tylko za jakiś czas, bo kota to się nie da nauczyć, bo (zawsze w końcu pada to pytanie)… co na to nasz pies!!!?:-) Ja męża na siłę uszczęśliwiać nie będę, chociaż jestem pewna, że z kotem stałoby się dokładnie tak, jak było w przypadku psa. Najpierw nie chciał, a potem, gdy to małe 60 dekagramów usiadło mu na kolanach, przepadł z kretesem:-)

A wracając do kota, ja się trochę boję, bo mieszkamy na 7 piętrze. Kiedyś widziałam biedaka, który wypadł z dziewiątego. Tak więc, chyba trzeba byłoby jakąś ochronną siatkę na balkon, a co z uchylnymi oknami? Co, gdy będziemy chcieli wyjechać na dłużej, to będą już dwa zwierzaki do przechowania. A co z drapaniem mebli, wskakiwaniem na szafki kuchenne? Kot wlezie wszędzie! Co, jeśli trafi się wredny charakter? Pytań mam oczywiście o wiele więcej (włącznie z tym, jak zareaguje na kota nasz pies:-) i tak sobie myślę, że gdybym ja sama była gotowa na przyjęcie do domu kotka, to raczej nie miałabym żadnych dylematów? Może więc to ciągle jeszcze nie ten moment?

Co o tym sądzicie?

Póki co, ciągam męża na wszystkie kocie wystawy w okolicy.