Bo w pracy najbardziej nie lubię…..

 

11 godzin temu notkę rozpoczęłam tak:

W zasadzie to mogłabym po raz kolejny posłużyć się swoim starym tekstem. „Bo w pracy najbardziej nie lubię braku pracy”(tu),  dodałabym tylko jeszcze, że najbardziej nie lubię tego, gdy to nowa praca i jest się jak na świeczniku.

Wszystko wygląda mniej więcej tak: siedzi sobie taki nowy pracownik i jako osoba odpowiedzialna, która z niejednego zawodowego pieca chleba jadła, doskonale rozumie, że musi się wykazać, jeśli chce  sobie wyrobić dobrą opinię i pozycję. A zwykle chce, bo jedno i drugie  potem będzie miało decydujące znaczenie.

Z drugiej strony, jako nowy pracownik, który nie ma jeszcze przydzielonego pełnego zakresu obowiązków, nie za bardzo ma się czym wykazać. Ambitniejsze zadania czekają, aż zrobi dobre wrażenie po wykonaniu  tych łatwiejszych, a te łatwiejsze wykonuje szybko, bo jak nadmieniłam ma duże doświadczenie. Więc, jeśli nawet zrobił chwilowe dobre wrażenie, to szybko znowu nie ma nic do roboty. Poza robieniem dobrej miny i mądrego spojrzenia.  A nowy pracownik jedno i drugie potrafi! A jeśli nie, długo nie pobędzie pracownikiem:)

Zapracowania nawet nie próbuje udawać, wychodząc z założenia, że w małej firmie i tak każdy wie, gdzie generują się wolne moce przerobowe, a miotanie się niczym g.. w przerębli jest po prostu śmieszne.

Na szczęście „nowemu” przysługuje okres ochronny. Wiemy co to jest? To taki okres, podczas którego nie wolno na ofiarę polować, pastwić się nad nią ani płoszyć. W przypadku nowego pracownika jest podobnie, bo ten biedak jeszcze zupełnie nie zna zasad i  jeszcze nawet nie przeczuwa, że oto za chwilę przyjdzie mu stoczyć walkę o przetrwanie, więc póki co, stara się po prostu być miły i pomocny.

I jeszczse jedno, nowy ma prawo popełnić błąd nie tracąc przy tym akceptacji szefa a nawet wywołując jego pełny politowania uśmiech.
Pełny politowania – bo doskonale wie, że okres ochronny szybko się kończy:-)

9 godzin temu pożałowałam, że ten tekst w ogóle powstał, bo najwyraźniej wykrakałam! Brak pracy odszedł w zapomnienie tak samo jak chwila na kawę, przerwa obiadowa czy 5 minut odpoczynku od komputera. Padam na twarz!

Reklamy

Nie jest dobrze*

To wniosek wyciągnięty ze spotkania jakie miałam wczoraj, z wieki całe niewidzianą koleżanką. Spotkałyśmy się na Starym Mieście w kameralnej kawiarence „Między słowami”, gdzie mniej gadatliwi mogą przy kawie poczytać książkę, a bardziej – „wyrzygać” nagromadzone żale. My należałyśmy do tych bardziej.

Życie jest dziwne, ona ma problemy w tych obszarach swojego życia, w których u mnie jest bardzo ok, a ja w tych, którymi ona się w ogóle nie musi przejmować. Może to i dobrze, że nie obdarowuje się całym bagażem jednej osoby, bo jedna by nie podołała. A tak, z pomocą kalorycznej bomby tiramisowej i kilkugodzinnej rozmowy doprowadziłyśmy się do jako takiego poziomu, naładowałyśmy energetycznie i ustaliłyśmy, że następne spotkanie będzie za miesiąc.

Aż się boję myśleć co będzie za miesiąc, bo doświadczenia z tych, które minęły ostatnio pokazują, że zawsze może być gorzej.

Wracając obejrzałam pokaz sztucznych ogni, właśnie kończył się koncert z okazji WOŚP. Zauważyliście, że fajerwerki już nie bawią jak kiedyś? Stajemy się coraz bardziej wybredni, a może znudzeni powtarzalnością. Życie jest dziwne.

*Notka tylko nieznacznie przesadzona:)

*Kolega pali elektronicznego papierosa. Śmierdzi tylko trochę mniej niż tradycyjny!!

A wydawało mi się, że jestem asertywna.