Trochę mikołajkowo

Piszę znacznie mniej, bardziej jestem realna niż wirtualna (co prawda w dzisiejszych czasach te sfery się coraz częściej i na coraz dłużej przenikają), a jednak wśród przyjaciół i znajomych ciągle jeszcze kojarzę się z Caffe. I właśnie dlatego w tym roku dostałam aż trzy tematyczne prezenty, patrz poniżej:)) Każdy z nich z komentarzem  „bo pasuje do Ciebie”. Dwa kubki przyjechały z Niemiec (dzięki Poziomka!), trzeci został wykonany własnoręcznie przez bardzo zdolnego kolegę.

 

A mi z moim blogiem skojarzył się w ubiegły piątek nasz polski, świąteczny, bardzo fajny, wesoły i tylko ociupinkę odrealniony film pt. „Listy do M”. Opisywałam go dwa lata temu na łamach bloga, tuż po tym, jak skorzystałam z zaproszenia Onetu i TVN-u na przedpremierową projekcję (czytaj TU). Jak ten czas leci!!!!

Myślę, że polski film ma duże szanse, jak nieśmiertelny „Kevin sam w domu”, stać się stałym punktem świątecznych programów. Czy chcemy tego, czy nie, a na razie chyba chcemy. Oglądanie miłosnych perypetii mikołajowo – śnieżynkowych, oraz wszystkich pozostałych bohaterów, sprawiło mi ogromną radość. Próbowałam odnaleźć w sobie klimat pierwszego odbioru, moje wrażenia sprzed 2 lat. Zdziwiona zauważyłam, że film bawił mnie prawie tak samo, jak poprzednio, a nie należę do ludzi, którzy śmieją się z tego samego żartu dwa razy:)

Na koniec drobne PS.

Mam tyle tematów na notki, że nie mogę się zebrać, żeby je ogarnąć. Czy też tak czasem macie, że z nadmiaru wychodzi Wam brak?:)

Reklamy