Pustelnicze życie/ A hermit life

Będąc w Maroku wybraliśmy się na wycieczkę w okolicę Legzira Beach, która słynie z pięknych dzikich zakątków i często bardzo niebezpiecznych klifów. Właśnie w skałach, nieliczni mieszkańcy okolicy – rybacy, wykuli swoje domy, wykorzystując pomysłowość natury i własną wyobraźnię.

20190810_110404-1612x7846493602884255440981.jpg

Na tzw. niszach abrazyjnych (ha! przygotowałam się do tej notki i poczytałam o urwiskach skalnych:-), powstały całkiem spore tarasy. Może niezbyt estetyczne, ale za to całkowicie funkcjonalne. Znalazło się tu nawet miejsce na toaletę, co prawda taką na Małysza, ale zawsze to coś:-)

20190810_111749-1612x784654811849821181807.jpg

Wiatr niemiłosiernie targał nam włosy, ocean szumiał złowrogo, więc na chwilę schroniliśmy się w chatce. Rybak cierpliwie odmierzał porcję marokańskiej herbaty, wsypał ją do imbryczka, zalał gorącą wodą, i wielokrotnie napowietrzał wywar, przelewając z jednego czajniczka w drugi, wysoko unosząc przy tym rękę. Z czystym sumieniem muszę przyznać, że w tym miejscu, w tym kraju i tak przygotowana herbata, (w dodatku posłodzona!), bardzo mi smakowała.

20190810_105811-784x1613787489343860416166.jpg

Uprzedzając ewentualne pytania, które mogłyby się pojawić na widok tej kuchni odpowiadam: nie, nie dostaliśmy rozstroju żołądka:-)

20190810_110131-1612x7845622520879442944099.jpg

Widok z balkonu niesamowity, szum fal, kojący i niepokojący jednocześnie, warunki spartańskie. Czy wyobrażacie sobie życie w tym miejscu, przez 365 dni w roku?

Czytaj dalej „Pustelnicze życie/ A hermit life”

Reklamy

Wrażenia/ Impressions

Jadąc do Maroka, nie miałam zielonego pojęcia, że w pokoju hotelowym nie będzie WiFi:-) Zasięg jedynie na korytarzu, i chociaż można było sobie tam usiąść na wygodnych kanapach, to chyba każdy rozumie, że po intensywnie spędzonym dniu najfajniej jest wziąć prysznic, zrobić drinka, a dopiero potem, w pozycji horyzontalnej, we własnym (choć hotelowym) łóżku, przejrzeć e-maile, blogi, portale społecznościowe, wiadomości i co tam się jeszcze chce:-)

Niewątpliwym plusem tego braku był cudowny, dwutygodniowy, cyfrowy detoks. Jejku, ile ja tam miałam czasu dla siebie!!:-)

Drugim zaskoczeniem, może nawet większym niż brak WiFi, okazała się marokańska pogoda. W Marrakeszu, do którego pojechaliśmy najpierw, było ponad 40 stopni i to właśnie wydawało mi się normalnym stanem pogodowym afrykańskiego miasta. W Egipcie o tej porze roku jest podobnie, a Maroko to przecież niemal ta sama szerokość geograficzna, ten sam równoleżnik*. Wędrując starymi uliczkami Medyny marzyliśmy o oceanicznej bryzie chłodzącej ciało, której spodziewaliśmy się w następnym mieście- Agadirze. Zamiast bryzy powitała nas tam szarobiała mgła, która właśnie w sierpniu bardzo często napływa znad Oceanu Atlantyckiego, sprawiając, że całkowicie znika ułożony na pobliskim wzgórzu napis „Allah, król i ojczyzna”.

photopictureresizer_190822_110802583_crop_1440x529-576x2127924391014303060037.jpg

photopictureresizer_190822_110842574_crop_1440x598-576x2399106479682259032259.jpg

Ta mgła, a czasem mglista mżawka, rekompensuje mieszkańcom Agadiru brak deszczu, którego nie było w tym kraju od dwóch lat. Wyschły koryta rzek i kanałów wodnych, skończyły się wycieczki do pobliskich, przepięknych wodospadów, woda jest towarem, którego nikt tu nie marnuje. Na ulicach Marrakeszu widywałam hydranty, czy małe kraniki, z których można było nabrać wody, i chociaż nie ma znaków zakazu czy nakazu, to Marokańczycy doskonale wiedzą, że w tej materii trzeba być oszczędnym.

* Pisząc notkę porównywałam szerokość geograficzną Egiptu i Maroka i przy tej okazji dowiedziałam się, że jest szerokość o nazwie „ryczące czterdziestki”, „wyjące pięćdziesiątki”, a nawet „bezludne sześćdziesiątki”. Bardzo symptomatyczne nazwy:)))

Czytaj dalej „Wrażenia/ Impressions”