„Serce roście patrząc na te czasy”

Moje – jak patrzę na zatłoczone ścieżki rowerowe. Bo naprawdę fajnie, gdy wszystko co tylko ma kółka wyrusza w trasę. Rowery małe i duże. Górskie i miejskie. Na dwa koła, trzy, a nawet cztery. Z przyczepką do wożenia dzieci lub z koszyczkami na psy. Tandemy dla nierozłączek  i ryksze, do przewożenia niepełnosprawnych (dzisiaj widziałam po raz pierwszy) by i oni mogli  także poczuć wiatr we włosach i być, choćby przez chwilę, choćby w tak ograniczonym zakresie, bliżej natury.

Radość z takiego spędzania wolnego czasu mąci mi trochę szaleństwo niektórych rowerzystów. Brak wyobraźni nie jest przywilejem użytkowników polskich dróg tak w ogóle, a co dopiero w miejscach, gdzie piesi i rowerzyści korzystają w zasadzie ze wspólnej przestrzeni.

A przecież tak łatwo o symbiozę, czego dowodem jest zdjęcie poniżej. On rowerzystom nie wchodził w drogę. My jemu też nie.:-)

 

Wprawne oko na pewno zauważy mały biały punkt po lewej – to bociek.

Rychoc podał dwa przykłady błędów na polskich ścieżkach rowerowych, ja wstawiam zdjęcie warszawskiego absurdu.