Do widzenia, dziewczyno ma, o perłowych włosach, jak mgła, żegnaj, nie roń już łez, wszystko ma swój kres*

No niestety ma…..

Nawet taki cudowny, zadziwiająco dobry koncert starych, ale jarych, pierników, a mianowicie węgierskiego zespołu Omega. I niespodziewanie imprezowy weekend, którego nie dałoby się  przeżyć lepiej.

Browary Lubelskie potrafią stanąć na wysokości zadania, nie tylko piwo było rewelacyjne (a ja za piwem nie przepadam), ale także nagłośnienie, oprawa, światło i cała organizacja eventu, który odbywał się pod szyldem „Europejskiego Festiwalu Smaku”. Dla nas wieczór skończył się przed Ratuszem, gruuubo po koncercie i gruuubo po północy, ponieważ przez kilka kolejnych godzin zacieśnialiśmy polsko węgierską przyjaźń:)

À propos przyjaźni…..

Kiedy pierwszy raz usłyszałam „Gyöngyhajú lány” (oryginalny tytuł „Dziewczyny o perłowych włosach”), miałam może 8 lat, w domu katował mnie nią starszy brat, a na podwórku Ewa – wtedy moja najlepsza koleżanka, drobniutka jasna blondynka o niespotykanym odcieniu tegoż blondu. Dlatego do dziś ta piosenka kojarzy mi się z moim bratem i z nią:-)

Ewa była fajna, zabawna, lubiła tańczyć i jak na 8-letnie możliwości naprawdę nieźle śpiewała. Przy pomocy nastoletniej siostry stworzyła fonetyczną wersję węgierskich słów i katowała mnie pseudooryginalnym wykonaniem. Potem nasze drogi się rozeszły. Wiele lat nie miałyśmy ze sobą żadnego kontaktu i kiedy pewnego dnia, w samym centrum miasta usłyszałam głośne „cześć Beatko” (ona zawsze zdrabniała moje imię), naprawdę szczerze się ucieszyłam. Wymieniłyśmy telefony, obiecałyśmy spotkanie, wspólną kawę, no i że teraz to już będziemy w kontakcie.

Rzeczywiście wypiłyśmy kilka kaw, nasze dzieci też przypadły sobie do gustu. Jedyne co trochę już na samym początku zaniepokoiło ta fakt, że gdy Ewa zaczęła opowiadać o swojej pracy w ubezpieczeniach jej euforia w stylu: „powiedz mi, gdzie się ubezpieczyłaś, a ja Ci powiem co z tego będziesz kiedyś mieć”, ewidentnie wydawała mi się iść w kierunku zwerbowania nowego klienta. A dla mnie przyjaźń to przyjaźń, a biznes to biznes. Jasne, że można to łączyć, ale tylko kiedy każda ze stron ma na to ochotę. Tym bardziej, że nie chodziło o wybór ubezpieczyciela mieszkania, tylko jakąś formę finansowej piramidy. Kiedy powiedziałam jej, że ubezpieczeniami w naszym domu zajmuje się mąż, wymusiła na mnie wspólne spotkanie. No i się zaczęło… „Ty załóż polisę, zwerbuj następną osobę, a potem następną. Twoja sieć będzie na Ciebie pracować!”. Hm… A ja to już kiedyś słyszałam, gdy kolega mojego męża  działał w Amwayu. Ta sama zasada, ten sam styl zarzucania sieci i werbowania klienta. Potem okazało się, że nawet założyciel piramidy ten sam.

Ewa nie przyjmowała naszej odmowy, dziwiła się, jak można być tak głupim, żeby nie skorzystać z rewelacyjnej okazji. Kiedy próbowała się ze mną umówić na następną kawę, powiedziałam wprost, „kawa- tak, rozmowa o twojej pracy- nie”. Kontakt się urwał. Cóż, najwyraźniej przestała widzieć we mnie potencjalnego klienta.

Do widzenia, dziewczyno ma…….*

* polskie tłumaczenie hitu z lat 70 tych „Dziewczyna o perłowych włosach”. Oryginału wykonanego na bis posłuchać można tu: