Brałam udział w kursie fotograficznym – wspomnienie z wakacji

Właściwie to do końca nie wiem, dlaczego tak tego chciałam. Nie mam lustrzanki, czy jakiegoś super hiper wypasionego aparatu, nie biorę udziału w konkursach fotograficznych, nie staram się o pracę w agencji reklamowej i nie zostanę kolejnym paparazzi. Mam za to całkiem przyzwoity kompakt, który robi zdjęcia prawdopodobnie lepsze niż ja:-)

Może chciałam sprawdzić, czy jak już się nauczę, to będę potrafiła wycisnąć z niego więcej. Chyba nadal nie potrafię.

Ale to nie ma znaczenia. Lubię wyzwania, nowości, a nawet konieczność uczenia się, lubię jak powstaje coś fajnego. Lubię fotografować, więc jak tylko nadarzyła się okazja (Dziewczyny, jeszcze raz dziękuję za możliwość!:))), skorzystałam z niej. I nie żałuję! Nauczyłam się jak patrzeć na obiekt, jak kadrować świat i ludzi, jak szukać właściwego punktu widzenia. Poznałam wszystkie możliwości mojego aparatu, wszystkie jego tryby. Oczywiście wcześniej też robiłam zdjęcia, ale zawsze dostawałam do ręki gotowy, ustawiony na konkretną funkcję aparat, a o samodzielnej zmianie opcji w zasadzie nie było mowy.

Poza tym, poznałam wiele fajnych osób, a dzięki nim i kilku zbiegom okoliczności Beę z naszej dawnej „sekty”. Kto pamięta, czyta mojego bloga od początku, to wie:) Pierwszą wspólną kawę mamy już za sobą, mam nadzieję, że nie ostatnią.

A poniżej efekt tułania się po lubelskich zakamarkach. Nie bądźcie zbyt surowi w ocenie (kilka zdjęć przeszło edycję).

Fotoreportaż z Lublina, czyli Światowy Dzień Serca

Udało mi się być na tych obchodach mimo niesprzyjającej, bo obiadowej pory i niesprzyjającej, bo jesiennej aury. No i generalnie nie planowałam na dziś Lublina.

Ale wracając do obchodów. W zasadzie głównie chodziło  o podniesienie świadomości społecznej dotyczącej chorób serca i uświadomienie, że dobre nawyki żywieniowe oraz aktywność fizyczna są najlepszym środkiem do tego, by jak najdłużej cieszyć się zdrowiem. Przybyło kilku specjalistów, kilka aktorek, kilka celebrytek. Cel szczytny, a piknik byłby całkiem sympatyczny, gdyby nie wspomniany ziąb i wiszące nad miastem szarobure chmury.

Akcję wsparła Ewa Kasprzyk, ale wydaje mi się, że bardziej chodziło o promocję świeżo wydanej książki, niż zdrowego stylu życia. I niestety nie wierzę w zapewnienie aktorki, że zdjęcia (dosyć odważne, jak na jej wiek), które zostały w książce wykorzystane, nie przeszły przez photoshopa. Po co ściemniać? Jak się ma tyle lat ile się ma, to się na zdjęciach wygląda, jak wygląda. Ale i tak ją lubię! Za energię, za czerpanie z życia garściami, podążanie za własnymi marzeniami i całkiem udane realizowanie tych marzeń. Lubię ją mimo ewidentnie kontrowersyjnej atmosfery, jaką wokół siebie roztacza, a może właśnie za to. Nie lubię jedynie za botoks w wargach.:-)

Była też tancerka (nie pamiętam jak się nazywa, zdjęcie poniżej), która będąc matką 6-letniej córeczki opowiedziała o swoich sposobach na zdrowe odżywianie dziecka i całej rodziny. Ja nie usłyszałam nic nowego, ale młode mamusie może powinny były przyjść i posłuchać. Bo chwilę wcześniej na scenę została zaproszona grupa małych dzieci, które w wyemitowanym, krótkim filmiku, miały odnaleźć żywność zdrową i tą, która jest jej przeciwieństwem. Maluchy nie wiedziały, że pizza i  hamburger są niezdrowe!

Zostałam zwerbowana do quizu, w którym mieliśmy się wykazać ogólną wiedzą kardiologiczną. No i powiem szczerze, że na niektóre pytania odpowiedziałam błędnie, na inne zaś jedynie zdroworozsądkowo. Bo na przykład: wydawało mi się, że w przypadku jakichkolwiek obaw o serce dziecka, trzeba się najpierw wybrać do lekarza pierwszego kontaktu, a ten dopiero skieruje do kardiologa dziecięcego. Tymczasem podobno on razu trzeba pędzić do specjalisty. I tu mój rozsądek okazał się życiowy, dr Tomaszewki stwierdził, że tak mało jest lekarzy specjalistów, że rzeczywiście lepiej się udać gdziekolwiek, byle rozpocząć proces, niż czekać tygodniami w kolejce nic nie robiąc.

 Nie wiem tylko, dlaczego za udział w zabawie dostałam… świecowe kredki:-) Skoro już musiałam coś dostać, to wolałabym taki bukiet.

 

Piękny, prawda?