Nadchodzi ciepło / Warm days are coming

Mam nadzieję, że już wkrótce będzie na tyle fajnie, że w końcu pojadę do pracy rowerem, a nie hulajnogą. Hulajnoga jest super, ale chodzi o to, aby było nie tylko dla ducha (hulajnoga to niezła zabawa), ale też dla ciała. Tym bardziej, że już dawno temu zostaliśmy zaproszeni na wesele, ale dopiero teraz wiemy na pewno, że wesele będzie, więc trzeba się wylaszczyć i zadbać o formę;-) 

Poza tym, uznaliśmy w firmie, że po naprawdę pracowitych, ciężkich, stresujących miesiącach pandemii, należy nam się urlop, więc zamierzam już niedługo zaszyć się na prawie dwa tygodnie, nad jednym z lubelskich jezior. Stąd też tytuł notki, trochę zaklinam pogodę, ale rozumiecie, że pogoda nad polskim jeziorem to sprawa kluczowa:-)

Poza tym, przyznam się Wam z lekkim oporem (bo wiem, że wiele osób ucierpiało), że dla mnie okres odosobnienia był jednym z fajniejszych w ostatnim czasie. Wykorzystałam ten czas na maksa i teraz jakoś rzadziej myślę o nowych przypadkach, śmierci, zagrożeniu, a częściej optymistycznie patrzę w przyszłość. Ale to chyba dobrze, prawda?:-)

Czytaj dalej „Nadchodzi ciepło / Warm days are coming”

Pozory normalności / Semblance of normality

Przed chwilą pobiegłam na balkon, bo usłyszałam dźwięk samolotu. W ciągu tygodnia to drugie takie „wydarzenie” i zupełnie bez znaczenia, że ten samolot to prawdopodobnie cargo. Po prostu, tak miło było zobaczyć białą smugę na niebie.

Rok temu mentalnie przygotowywaliśmy się do wakacji w Maroku. W tym roku chyba raczej przeprosimy Pojezierze Łęczyńsko – Włodawskie, albo zrobimy odkładany od kilku lat drobny, ale potrzebny, remont 🙂

A Wy macie już jakieś pomysły, czy aż tak daleko w przyszłość nie wybiegacie?

Czytaj dalej „Pozory normalności / Semblance of normality”

Nostalgicznie nieco/ A bit nostalgic

Weekend spędziłam nad Zagłęboczem, na Pojezierzu Łęczyńsko – Włodawskim. Cudowna pogoda, woda tak ciepła, że nie trzeba się było oswajać, więc nareszcie popływałam sobie do woli, nie to, co w Maroku:-)

photopictureresizer_190827_093113969_crop_3358x1651-1343x6601942280969170235743.jpg

Widok pobliskiego pola namiotowego nastroił mnie nostalgicznie. Przypomniałam sobie, jak dawno temu, gdy dzieci były małe, spędzaliśmy wakacje nad Jeziorem Łukcze. Spaliśmy w przyczepie kempingowej, którą tata kupił jeszcze w latach 70-tych, i powiem Wam, że to były zawsze świetne wakacje. Nawet wtedy, gdy padało:-)

przyczepaW tej przyczepie dziecko mogło się czuć jak w chatce na kurzej nóżce, taka była malutka:-) Nasza posiadała już wygodny duży dach, (który co roku przed wyjazdem obszywałam tiulem, mającym nas chronić przed muchami i komarami), ale nadal, żeby rozłożyć spanie, trzeba było najpierw złożyć stół. A potem odwrotnie:-)

W ustronnym miejscu pola namiotowego stała bardzo czysta, choć siermiężna toaleta, z wydzielonym miejscem na prysznice. Trzeba było raz na kilka dni odstać swoje w łazience i zrobić pranie. Wiadomo: małe dzieci – duże pranie:-)

Jak ja uwielbiałam to miejsce!! Uwielbiałam biwakowe życie, niewygody, brak prądu, bieżącej wody, ciasnotę, którą rekompensowało obcowanie z naturą przez cały dzień. Jak fajnie było leżeć na leżaku do późnej nocy tylko po to, żeby wpatrywać się w gwiazdy:-)

Blog Caffe_Jezioro Zagłębocze.jpg

A dzisiaj hotel, koniecznie ze śniadaniem, żeby nie trzeba było gotować, i najlepiej żeby był taras z widokiem na morze, a w pokoju klimatyzacja:-)

No ludziom się w d…. poprzewracało:-)

A gdzie Wy spędziliście swoje najcudowniejsze wakacje?

PS. Mój pies też uwielbia jezioro Zagłębocze i spacery z patykiem w pyszczku:-)

20190827_134737-682x5797523015457177548386.jpg

 

Czytaj dalej „Nostalgicznie nieco/ A bit nostalgic”

Biała plama zasięgu, ale przynajmniej nie blackout/ Blank edge on the map, but anyway not blackout

Miałam krótki, weekendowy, przerywnik na łonie natury, aby się zrelaksować, popływać w jeziorze i naładować akumulator, który pozwoli mi jakoś przetrwać do urlopu. Pojechałam na Pojezierze Łęczyńsko-Włodawskie, a tak się akurat składa, że miejsce, w którym zwykle nocuję, słynie z braku zasięgu. Taka biała plama na mapie Polski, którą ja osobiście bardzo lubię.

Jednak to tylko biała plama, a nie blackout, jak w przypadku Wenezueli, która stała się kolejny raz celem ataku elektromagnetycznego. Przeczytałam w Internecie, że to z jednej strony wina przestarzałych technologii, ale z drugiej, efekt trwającego tam od stycznia kryzysu politycznego i stanu faktycznej dwuwładzy. W niestabilnym politycznie kraju łatwo o sabotażowe zagrywki, mające pokazać społeczeństwu, kto jest silniejszy.

Kiedy czytam takie artykuły jak ten w Biznesalercie, opisującym marcowy blackout w Wenezueli, to włos mi się jeży na głowie. W miejscach, gdzie tylko przez jeden tydzień nie było prądu, dochodziło do armagedonu. Brakowało wody pitnej, bo nie działał system napędzanych przez prąd wodociągów, ludzie okradali sklepy, na ulicach panował chaos i bezprawie. Umierali pacjenci pozbawieni działającej na prąd, wspomagającej życie aparatury, umierały noworodki, ponieważ inkubatory także przestały działać. Wenezuela pogrążyła się w ciemności i została praktycznie odcięta od świata, choć brak dostępu do Internetu i zasięgu telefonicznego był chyba jej najmniejszym problemem.

Jeśli to, co opisał Biznesalert, stało się w ciągu jednego tygodnia bez prądu, jak myślicie, co mogłoby się wydarzyć w Wenezueli, gdyby wyłączono na stałe?

A co by się stało, gdyby został wyłączony wszędzie, na całej planecie?

Czytaj dalej „Biała plama zasięgu, ale przynajmniej nie blackout/ Blank edge on the map, but anyway not blackout”