Scenka rodzajowa. Caffe u lekarza oraz Fifa World Cup / Short story. Caffe visitting a doctor and Fifa World Cup

af03621a407b9b19f4958040eb17

Pierwszy raz zdarzyło mi się na tej platformie, że przy przeglądaniu komentarzy zniknął cały wpis! No naprawdę! Komentarze i nagłówek – na szczęście zostały:))

Tak więc wszystko co poniżej, to próba odtworzenia treści, ale będzie to już raczej wersja light.

Wczoraj opisałam swoją wizytę u lekarza. Miałam na 18.30 przyszłam 1,5 h wcześniej i myślałam, że cały ten czas spędzę w poczekalni czytając książkę. Tymczasem w otwartych drzwiach czekał już na mnie lekarz. Gdy zdziwiona i zadowolona jednocześnie rzuciłam uwagę, że pewnie ktoś odwołał wizytę i oto udaje mi się dostać od razu, lekarz odpowiedział: „Raczej wszyscy odwołali”, i wytłumaczył, że na to popołudnie, akurat zupełnie przypadkiem, zapisani byli sami mężczyźni i wszyscy oni odwołali swoją wizytę.

I dodał znacząco: „Mecz Polska vs. Senegal” :-))

W tamtym momencie naprawdę kochałam FIFA World Cup!

W post scriptum dodałam, że teraz ci wszyscy faceci żałują, bo nasi przegrali a oni sami będą czekać na wizytę kolejne 3 miesiące.

Wyszło nawet krócej niż na początku:-)


The first time it happened on this platform, that the whole written post disappeared when reviewing the comments! Really! Comments and headline – thankfully are survived:))

So everything below is an attempt of reproducing the content, but it will be rather a light version.

Yesterday I described my visit to the doctor. I had at 6:30 p.m. but came 1.5 h earlier and thought that I would spend all this time in the waiting room, reading a book. Suprised I noticed that the doctor was waiting for me in the open door. I was surprised and satisfied at the same time and pointed out that someone probably canceled the visit and I am able to get right away. Doctor replied: „They all canceled.” He explained that for this afternoon, quite by chance, were registered only men and all of them canceled their visit.

He added significantly: „Poland vs. Senegal”

And yesterday, for a brief moment, I loved FIFA World Cup 🙂

In the post scriptum I added that now all these guys are sorry because ours lost and they will wait for the next three months.

This note is even shorter than at the beginning 🙂

Reklamy

Mecz rugby Polska – Ukraina

Po pierwsze to zepsuł mi się laptop. Przez ostatnie tygodnie korzystam tylko z tabletu, a że pisanie notki w nim jest strasznie niewygodne, to… wicie rozumicie.

Dzisiaj jednak po prostu muszę się pochwalić, że w sobotę, po raz pierwszy w życiu byłam na międzynarodowym meczu!! Po raz pierwszy w życiu na lubelskim Stadionie Arena! I po raz pierwszy miałam wątpliwą przyjemność zobaczyć „naocznie”, jak to jest się wstydzić za pseudokibiców. Na szczęście wstyd był tylko w krótkich przebłyskach, bo rugby nie football, więc i kiboli przyszło zdecydowanie mniej.

Polska-Rugby-MS-7Oglądając ten mecz przypominałam sobie, jak w sumie tak niedawno temu, biegałam z moim chłopakiem – rugbistą, na wszystkie mecze, które rozgrywały się w Lublinie, na znacznie mniej okazałym, stadionie Budowlanych. To wtedy nauczyłam się, że jak zawodnicy nagle wypinają w stronę widzów tyłki, jednocześnie łapiąc się za ramiona, a potem śmiesznie przepychają na boisku – to jest młyn, że jest on, oprócz wachlarza, jednym z najbardziej widowiskowych elementów meczu, że za „przyłożenie” zespół dostaje najwięcej punktów. Przekonałam się też osobiście, że kopnięcie jajowatej piłki i skierowanie jej do bramki, wcale nie jest proste.

W sobotę na nowo odkryłam radość z bycia kibicem. Razem z innymi wyśpiewywałam „Polska białoczerwoni”, (aż mnie na drugi dzień bolało gardło), robiłam falę, klaskałam jak szalona w rytm „Waka waka”, które wybrzmiewało po każdej niezłej akcji  i podekscytowana podskakiwałam w górę, gdy pojawiała się nadzieja na wspomniane  „przyłożenie”.

Polska-Rugby-MS-5Kibiców było sporo, kiboli na szczęście mniej, ale  nawet ich mała grupa robiła wystarczająco dużo zamieszania. I ten ich prostacki, w zamiarze zagrzewający do boju zaśpiew  „Polacy pany, biało-czerwone szatany”! Pewnie nawet szczery, ale…..pany, szatany? Jakaś nawiedzona pseudo-szlachetczyzna przyszła? I baner o antyukraińskiej treści, który na kilkanaście minut zawisł na trybunach, bo ochrona stadionu bała się interweniować. I gwizdy, kiedy rugbista się skupiał przed wykopem. Najwyraźniej „pany” nie wiedzą, że na meczach rugby się nie gwiżdże.

Jeden z pseudokibiców zrobił sobie rundkę po boisku przerywając tym samym na chwilę grę. Nie był tak ładny jak Natalia Siwiec, może więc przestraszył się, że, oko kamery go nie wyłapie tak samo z siebie i celebryckość przejdzie mu koło nosa. Ale sorry, mógłby się trochę wysilić, bo już był i taki, który biegał po boisku i taki, który próbował po nim pływać. Mam nadzieję, że facet zostanie ukarany. Jeśli nie mandat, to chociaż czyn społeczny! Niech na przykład posprząta teren wokół Areny, tam jest jeszcze ciągłe dużo do zrobienia 🙂

Bardzo bym nie chciała, aby grupa kilkunastu osób rządziła kilkoma tysiącami, a sądzę, że Stadion Arena jako gospodarz sportowych wydarzeń, nie powinien chcieć, by jego goście przestali się czuć bezpiecznie.

Rzym mnie pochłonął całkowicie,

dlatego na pisanie pozostaje już niewiele czasu. Żeby jednak nie było, że zaniedbuję, wrzucam kolejne zdjęcia. Jednocześnie informuję, że tylko kulturalne komentarze przechodzą pozytywną moderację, wychodzę z założenia, że z własnego bloga śmietnika robić nie będę.

Ale pozostałych Czytelników pozdrawiam!! 🙂

Pokazałam trollowaty komentarz zaprzyjaźnionemu Stefano, który ze śmiechem stwierdził, że najwyraźniej Polak bywający we Włoszech staje się bardziej włoski niż rodowity Włoch. Wie wszystko najlepiej:))

Włosi często pytają, dlaczego tak dziwnie wymawiamy nazwę Wiecznego Miasta, dlaczego zamiast Roma mówimy Rzym:-). Cóż, prawdopodobnie z tego samego powodu, dla którego oni mówią o naszym kraju Polonia, a nie Polska. Jestem zdania, że powinno się wymawiać nazwy własne tak, jak one brzmią w danym języku, ale jest wiele przyczyn, dla których mówi się inaczej. Na przykład trudność wymowy danego języka, historyczna, kulturowa i językowa przeszłość, migracje i emigracje. To, że w zamierzchłej przeszłości nazwy trafiały do obcego kraju najpierw w wersji zapisanej i ten zapis, co jest oczywiste, próbowano potem jakoś wymawiać, często z błędem. Lub przeciwnie, nazwy trafiały przekazywane z ust do ust i na tej właśnie linii przekazu powstawało przekłamanie. Trochę jak z zabawą w głuchy telefon, w której pierwsza i ostatnia informacja znacznie się od siebie różni.

Tak czy siak bywa, że modyfikacja się przyjmuje, powszednieje i na stałe przenika do słownika. Mnie to nie razi, bo język jest żywym tworem, niech nie kostnieje, niech się zmienia!:))

A teraz idę sobie pomasować obolałe od chodzenia stopy:))