W drodze do Lublina/ On the way to Lublin

Temat afery urzędowej w stolicy jakoś szczególnie Was nie poruszył i w sumie wcale się nie dziwię. Dlatego dzisiaj z innej beczki, chociaż nie mniej frustrującej.

Kiedy miesiąc temu jechałam do mamy sprzątać jej spiżarkę, pamiętacie opisywałam później to i owo, na trasie w okolicy Józefowa (a może Anina, zawsze mi się te odcinki mylą), wzdłuż torów kolejowych, zakorkowało się. Nagle. Zaczęliśmy się ciągnąć 20 na godzinę lekko podenerwowani, ale dzięki temu mogłam zobaczyć co się stało. Policja, karetka, parawan, za nim ciało leżące w miejscu, w którym nie ma przejścia dla pieszych, tylko tory kolejowe. Klasyka! Pomyślałam sobie, że skoro ciągle jeszcze jest widno, to człowiek musiał być albo pijany, albo naćpany, albo samobójcą. Wszedł pod pociąg, bo nie był w stanie zarejestrować faktu, że ten nadjeżdża, lub, bo po prostu chciał się zabić. Innego wyjścia nie ma, prawda?

No i otóż jest!

Ten facet (bo okazało się, że to mężczyzna) pisał smsa!! Wlazł na tory, w niedozwolonym miejscu, nie rozglądając się na boki, wlepiając oczy w ekran smartfona!!

No i jak tu współczuć?

BTW. W USA już niedługo policja dostanie gotowe narzędzie do sprawdzania, czy kierowca, tuż przed wypadkiem korzystał ze smarfona czy nie. Textalyzer  przeanalizuje używane w telefonie aplikacje, ale jednocześnie nie będzie mieć dostępu do danych osobowych użytkownika. Oczywiście służby mundurowe od wielu lat korzystają z tego typu technologii, ale Textalyzer będzie narzędziem produkowanym globalnie, a nie tworzonym na potrzeby konkretnego klienta (jak np. policja).

Co Wy na to? Kolejny sposób inwigilowania, czy potrzeba chwili?

Czytaj dalej „W drodze do Lublina/ On the way to Lublin”

W królewskich klimatach/ In royal climates

Megan Markle, nagrabiła sobie ostatnio w Wielkiej Brytanii, ponieważ chcąc obejrzeć grę swojej przyjaciółki Sereny Williams, pojawiła się na Wimbledonie z dwoma amerykańskimi koleżankami, będąc ubrana w jeansy, czarny top i szalony wakacyjny kapelusz. Jako przedstawicielka rodziny królewskiej na pewno wiedziała, że jeansy są na Wimbledonie zabronione, a wejście w nieformalnym stroju do  tzw. royal boxu – uważane za nietakt. Wkurzyła Brytyjczyków również tym, że po obejrzeniu rozgrywki Seleny, opuściła kort, nie czekając na grę brytyjskiego tenisisty, co wg. jego fanów było wyrazem zlekceważenia i tenisisty, i brytyjskiego sportu, a może nawet całej Wielkiej Brytanii:-)

Ta historyjka może stanowić wyjście do rozważań na nieco inny temat. Mianowicie, czy człowiek będący osobą publiczną, a szczególnie na bardzo wysokim stanowisku, odgrywający ważne role społeczne, może sobie zrobić przerwę od przestrzegania zasad i trzymania ściśle wyznaczonego poziomu? Wychodząc za mąż za księcia Sussexu, Megan wiedziała, że będzie musiała pożegnać amerykańskie wyluzowanie i zacząć spełniać oczekiwania społeczeństwa związane z książęcą pozycją. Przez nieco ponad rok udało jej się zdobyć sympatię narodu, i nawet gdy popełniała od czasu do czasu jakieś faux pas, ratowała się sympatycznym uśmiechem, pokazując jednocześnie, że się naprawdę stara sprostać. Po roku ta sama Megan oznajmia dziennikarzom, że nie życzy sobie robienia zdjęć i wyskakuje w dżinach na imprezę o randze światowej, jak to zrozumieć? Próbuje przełamać jakiś schemat, walczy z etykietą, promuje nowoczesność? A może znudziła się byciem księżną (gdyby żyła księżna Diana, miałaby na ten temat nieco więcej do powiedzenia), lub naiwnie uznała, że jak zabroni, to nikt nie zarejestruje jej nieprzepisowego stroju (w dobie telefonii komórkowej?;-)).

W każdym razie w UK zawrzało, bo jak to? Za drzwiami pałacu, Megan Markle przestaje być dziewczyną z Los Angeles, która idzie sobie z koleżankami na mecz.  Staje się księżną Sussexu, która ma godnie reprezentować nową ojczyznę. „Jeśli chcesz prywatności, nie przychodź na Wimbledon i nie siadaj na królewskich miejscach [w dodatku za darmo] ” – skomentował wydarzenie jakiś brytyjski dziennikarz. 

A jak to się ma  do sytuacji w Polsce? Czy osoby pełniące wysokie role społeczne, znane z ekranów telewizyjnych, aktorzy, celebryci, politycy, osoby sławne, mogą nagle zażądać od społeczeństwa, żeby to społeczeństwo traktowało ich tak samo, jak wtedy, gdy nie byli znani? Żeby dziennikarze przestali polować na wywiady, nie włazili z butami w życie prywatne, paparazzi nie pstrykali zdjęć z ukrycia, a fani nie prosili o wspólne selfie? Ja myślę, że jak się coś raz zobaczyło, to już się nie odzobaczy, i zapamiętana z mediów osoba, jeśli ją polubiliśmy, pozostanie w naszej pamięci. Ta znienawidzona zresztą też:-) Można oczywiście na ulicy na nią nie reagować, ja zwykle nikogo nie zaczepiam wychodząc z założenia, że skoro mam swój wolny czas, to ktoś inny też ma do niego prawo. Z drugiej strony, bardzo często słyszę, że aktorzy, celebryci, sławy, bardzo lubią, jak się ich na ulicy zauważy, zaczepi mówiąc coś miłego, bo przecież to jawny sygnał, że doceniamy wykonywaną przez nich pracę. Ja też myślę, że to znacznie lepsze, niż obojętność:-)

Wiele z tych osób i tak udostępnia swój wizerunek posiadając otwarte konta w mediach społecznościowych. Pokazują swój dom, pracę, dzieci, wysyłając niepisane zaproszenie do stworzenia bliższej relacji z widzem, czytelnikiem, fanem. Jednak to nie zmienia faktu, że jeśli już mamy wiedzę, iż ktoś stawia granicę prywatności, to zdecydowanie nie powinniśmy jej przekraczać. Bo każdy ma prawdo do własnej przestrzeni.

Z wyjątkiem Megan Markle i rodziny królewskiej?

Czytaj dalej „W królewskich klimatach/ In royal climates”