O Walentynkach raz jeszcze, bo nam wolno / About Valentine’s Day once again, becouse it is allowed

Są kraje, w których Walentynki się nie przyjęły.  Szczerze mówiąc, ja też mogłabym się bez nich obejść, ale pod warunkiem, że nikt mi nie zabierze/ nie będzie krytykować Dnia Kobiet:-)

W Indonezji zakazano, ponieważ podobno romantyczne spotkania, czułe gesty i walentynkowy klimat, zachęcają do seksu przedmałżeńskiego. Zdarzały się tam sytuacje, gdy policja tego konkretnego dnia konfiskowała prezerwatywy, by uniemożliwić ich zakup, a co za tym idzie, ich użycie tego dnia. Trochę to nielogiczne, biorąc pod uwagę, że następnego dnia prezerwatywy legalnie wracały na sklepowe półki. Bo co, każdego innego dnia seks jest ok, ale w dniu Św. Walentego nie?

Podobno odbywają się w Indonezji demonstracje „Say no Valentine” oraz ”I am Muslim. No Valentines Day”. Jeśli tą notkę przeczyta mieszkaniec Indonezji bardzo proszę o sygnał. Jestem ciekawa, czy rzeczywiście chodzi tylko o religijność, czy raczej o mocniejszy przekaz, że np. Indonezja nie chce amerykanizacji społeczeństwa, wpisując się tym w nurt zauważalny w innych krajach muzułmańskich? Przecież i w tym kraju chłopcy zapraszają swoje dziewczyny na randki, prawda? Wtedy nie ma obawy, że dojdzie do seksu przedmałżeńskiego?

W Malezji, o której pisałam 8 lat temu, w kwestii Walentynek wiele się nie zmieniło, może jedynie trochę zaostrzyło. Zachęca się, by tego dnia kobiety były ubrane skromniej niż zwykle, ograniczyły użycie perfum do minimum, nie wysyłały smsów z emotkami będącymi wyrazem akceptacji. Zakazane są nie tylko serduszka, ale nawet zwykłe uśmiechy.

Cóż, u nas wolno, więc bawmy się i ślijmy walentynkowe „kartki” do kogo chcemy. Odnoszę wrażenie, że w Polsce to już nie tylko wyraz miłości, ale także wyraz przyjaźni, pamięci i niekoniecznie fizycznego zainteresowania. Ja właśnie tak do Walentynek podchodzę, dlatego bez wyrzutów sumienia wklejam tu, specjalnie dla Was, swoje blogerskie wyrazy pamięci:-)pexels-photo-867470

I na koniec uwaga, kawał zapisany na końcu reblogowanej notki jest w Polsce coraz bardziej aktualny, ale niezmiennie śmieszy.


There are countries where Valentine’s Day has not been adopted. To be honest, I would also be able to do without them, provided that no one takes me / criticizes Women’s Day.
In Indonesia, it was banned because supposedly romantic meetings, tender gestures and Valentine’s climate, encourage pre-marital sex. There were occasions when the police confiscated condoms that particular day to prevent their purchase, and their use that day. It is a bit illogical considering that the next day condoms were legally returning to the store shelves. Well, in other day, sex is ok, but on St. Valentine’s not?
Supposedly, demonstrations are taking place in Indonesia under the slogan: „Say no Valentine” and „” I am Muslim. No Valentines Day ”. If an Indonesian resident reads this note, I am asking for a signal. I am curious, is it really only about religiosity, or rather about a stronger message that, for example, Indonesia does not want to Americanise society, inscribing in this trend noticeable in other Muslim countries? But in this country boys invite their girls on dates, right? Then, there is no fear that there could be premarital sex during such date?
In Malaysia, which I wrote about 8 years ago, a lot has not changed about Valentine’s Day, maybe just a bit sharpened. On this day, women are encouraged to dress more modestly than usual, limit the use of perfumes to a minimum, and do not send sms with expressions of acceptance. Not only such emoticons like hearts are prohibited, but even ordinary smiles.
Well, but at Poland it is allowed, so let’s have fun and send Valentine’s cards to whoever we want to. I get the impression that in Poland it is not only an expression of love, but also an expression of friendship, memory and not necessarily only physical or sexual interest. This is how I approach Valentine’s Day, that’s why without remorse I paste here, especially for you, my blogging signs of memory 🙂

And last but not least, the joke written at the end of the reblogged note, is becoming more and more current in Poland.

Nadchodzą Walentynki a w związku z tym szaleństwo, które od pewnego czasu stało się przywilejem a niekiedy nawet obowiązkiem ludzi młodych, starych i tych po środeczku. Wszyscy odczuwają moralną, wewnętrzną potrzebę, by wysłać komuś buziaczek, serduszko, czy słodkie cukierkowe „Misiu”*. Nie będę krytykować amerykanizacji polskiego społeczeństwa, bo akurat taką amerykanizację „zniesę”, stwierdzam tylko nieśmiało, że nie każdy jest tak liberalny, jak ja.

Malezyjczycy na przykład nie są.

I trudno się temu dziwić, skoro Malezję w 60 % zamieszkują muzułmanie, a islam jest tam religią oficjalną, ostatnimi czasy z upodobaniem podążającą w stronę skrajnego fundamentalizmu. Tak więc koniec z tolerancją religijną i przymykaniem oka na amerykańskie wtrącanie się w sprawy społeczno – kulturowe (oczywiście w polityczne również, ale teraz nie o tym), koniec z aprobatą amerykańskiego stylu życia wśród malezyjskich nastolatków i naśladowania grzesznej popkultury.

Od kilku już lat w dniu 14 lutego przeprowadza się w tym kraju „operację Walentynki”. Dziesiątki…

View original post 201 słów więcej

Lepiej randkuje się przeciętnym

Przeczytałam dzisiaj, że „Przeciętnej kobiecie bardziej przydaje się uroda niż intelekt, ponieważ przeciętny mężczyzna ma przeważnie lepiej rozwinięty wzrok niż mózg”.

Ten śmieszny tekst (wiem wiem, dla niektórych wyjątkowo złośliwy:-) umieszczono na portalu „ZabawneKartki.pl”, który to portal słynie z feminizującego spojrzenia na świat.

Jednak mimo że tekst rzeczywiście uroczy, uważam, że troszkę mija się z prawdą. To znaczy, może i mężczyzna ma lepiej rozwinięty wzrok niż mózg (dobrze, że mój mąż nie przepada za moim blogiem, może nie przeczyta…:-), jednak czy piękne kobiety zawsze mają lepiej, to polemizowałabym.

Bo jeśli wierzyć statystykom amerykańskiego portalu randkowego OkCupid, to właśnie kobiety, które nie oszałamiają swoją urodą, są częściej zagadywane przez mężczyzn szukających drugiej połówki*.

Albo desperatów, jakby napisali mężowie będący w wieloletnich związkach (dobrze, że mój mąż nie przepada za moim blogiem……).

Prawdopodobnie chodzi o to subiektywne poczucie piękna i strach przed odrzuceniem. To znaczy, facet myśli, że jest średnio przystojny, a zdjęcie kobiety z portalu randkowego pokazuje kociaka, wysnuwa jeden jedyny wniosek: niemożliwe żeby tenże kociak poleciał na przeciętniaka. Lub wersja: kobieta, która może przebierać w facetach jak w ulęgałkach, na pewno wybierze jakiegoś (kogo by tu za przykład?), o. … Jona Bon Jovi:-).

Szuka więc dalej, przegląda oferty i w końcu trafia, może nie na kociaka, za to na kogoś całkiem do rzeczy i proponuje spotkanie.

No i właśnie tu przydaje się ten kobiecy intelekt. Choć ja zaryzykowałabym, że przydaje się jednak już troszkę wcześniej….., przy wyborze umieszczanych na portalu zdjęć;-)

Tak czy siak, jeśli już dojdzie do spotkania, uroda schodzi na dalszy plan, jej miejsce zajmuje poczucie humoru, inteligencja, dystans do siebie, wiedza o świecie, życiu i wiele wiele innych aspektów, których na zdjęciu, co oczywiste, nie widać:)

I podobno właśnie dlatego lepiej randkuje się przeciętnym. Ona nie patrzy ciągle w lusterko, nie rozgląda się dokoła, żeby sprawdzić, czy wzbudza zachwyt, zapomina o misternie ułożonej przed wyjściem fryzurze, nie patrzy na cudownie wymanikiurowane paznokcie. Jedyne nad czym ewentualnie się zastanawia, to czy między zębami nie pozostał jej kawałek sałaty z dania, które właśnie skonsumowali:-)

A On, oczarowany urokiem osobistym pogodzonej z własnym ciałem, fajnej kobiety, zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na jej urodę. Skupiony na pozytywach, nie widzi wad. I dopiero wtedy, a nie jak doradzają Amerykanie, na trzeciej randce, panie z kompleksami mogą rozważać „następny krok” 😉

Caffe

*Metro z 12 marca br.