A pochwalę się!! ;-)

Kilka wieczorów i jest! Rudzielec:)

Reklamy

Nadal w tematyce świątecznej

Wiele osób nie lubi kupowania świątecznych prezentów. Myślę, że można wymienić tu trzy główne przyczyny:

1.       Kupowanie prezentów pod choinkę jest jakąś formą przymusu, a człowiek to istota z natury wolna, więc się buntuje. Choćby tylko wewnętrznie.

2.       Każdy lubi prezenty oryginalne, bylejakość nudzi i wprawia w zakłopotanie typu „ojej, znowu skarpetki?”, więc próbujemy szukać czegoś fajnego, ciekawego, a to wymaga zaangażowania i czasu, którego nam ciągle brakuje.

3.       Prezenty kosztują, w dobie kryzysu mogą być dotkliwym balastem. Często kupujący nie wie, w jakim finansowym zakresie się poruszać, żeby nie kupić zbyt taniego prezentu  i nie wyjść na sknerę, lub zbyt drogiego i nie wyjść na szpanera.

Jeśli chodzi o przymus, to jest nim w jakimś sensie również szykowanie wigilijnych potraw, pieczenie ciast czy mycie okien, a przecież wszystko to robimy. Większość kobiet podchodzi do tych czynności jak do zła koniecznego, ale trzeba pamiętać, że zrzędzenie odziera święta z magii. Osobiście też nie lubię mycia okien, dlatego staram się robić to na tyle wcześnie, by nie kojarzyło mi się ze świętami. To nic, że w Wigilię nie są już tak lśniące, jak tuż po, ale za to nie padam na twarz ze zmęczenia.

Tak więc przymus psuje przyjemność, a kupowanie prezentów, zamiast sprawiać radość obu stronom wydarzenia, staje się odrabianiem pańszczyzny. A nie o to chodzi!

Dlatego właśnie staram się robić zakupy świąteczne przez cały rok. Kiedy coś mi wpadnie w oko, trafi się fajny drobiazg kupuję i już. Mam w swojej szafie takie miejsce na świąteczne prezenty i bardzo się cieszę, gdy ich przybywa.

Oczywiście, że kupowanie prezentów uzależnione jest od zasobności portfela. Jeśli nie jestem ograniczona kwotą lubię zaszaleć, ale zdecydowanie bardziej od prezentów oszałamiających ceną, wolę te oszałamiające pomysłem.

Prezent pomysłowy odsłania duszę kupującego, świadczy o jego poczuciu humoru, wrażliwości, o zażyłości, o tym, w jakiej jesteśmy relacji z drugim człowiekiem.

Ja chyba najbardziej lubię prezenty tematyczne, nawiązujące do wspólnie przeżytych wydarzeń, jakichś rodzinnych historii, czy historii zupełnie obcych, ale związanych z odbiorcą. Kiedyś dziewczynie, która właśnie odebrała prawo jazdy, kupiłam charmsa* w kształcie kabrioletu, wręczając dodałam „masz już prawo jazdy – czas na samochód”. Było śmiesznie, a prezent się spodobał. Ładny, ale nie zabójczo drogi. Kilka lat temu, wszystkim kobietom, z którymi spotkałam się w święta, wydziergałam na szydełku ciepłe chusty. Każda miała inny wzór i kolor, dopasowany do ubrań, które nosi, w kolorystyce, jaką lubi. Myślę, że były zadowolone, a że same nie umiały szydełkować, doceniły moje starania.

Wydaje mi się, że w tym wszystkim nie chodzi o takie prezenty, które ktoś potem odstawi na półkę i zapomni (chyba, że jest to oczekiwana rzeźba), czy też spojrzy na prezent i zapomni (chyba, że jest to oczekiwany obraz). Trzeba odnaleźć dobrą, sensowną granicę pomiędzy prezentem użytecznym, a zupełnie niepraktycznym. Połączenie intencji, intuicji i wyczucia gustu drugiej osoby są kluczem do sukcesu.

Moi Drodzy, ponieważ brakuje mi jeszcze kilku prezentów rzucam hasło: szukajmy klucza!……… bo święta tuż tuż.

 

 

* informacja dla panów, charmsy to wisiorki przypinane do srebrnej (i nie tylko) bransoletki. Dopinając kolejne, można skomponować oryginalną, niepowtarzalną biżuterięJ