W drodze do Lublina/ On the way to Lublin

Temat afery urzędowej w stolicy jakoś szczególnie Was nie poruszył i w sumie wcale się nie dziwię. Dlatego dzisiaj z innej beczki, chociaż nie mniej frustrującej.

Kiedy miesiąc temu jechałam do mamy sprzątać jej spiżarkę, pamiętacie opisywałam później to i owo, na trasie w okolicy Józefowa (a może Anina, zawsze mi się te odcinki mylą), wzdłuż torów kolejowych, zakorkowało się. Nagle. Zaczęliśmy się ciągnąć 20 na godzinę lekko podenerwowani, ale dzięki temu mogłam zobaczyć co się stało. Policja, karetka, parawan, za nim ciało leżące w miejscu, w którym nie ma przejścia dla pieszych, tylko tory kolejowe. Klasyka! Pomyślałam sobie, że skoro ciągle jeszcze jest widno, to człowiek musiał być albo pijany, albo naćpany, albo samobójcą. Wszedł pod pociąg, bo nie był w stanie zarejestrować faktu, że ten nadjeżdża, lub, bo po prostu chciał się zabić. Innego wyjścia nie ma, prawda?

No i otóż jest!

Ten facet (bo okazało się, że to mężczyzna) pisał smsa!! Wlazł na tory, w niedozwolonym miejscu, nie rozglądając się na boki, wlepiając oczy w ekran smartfona!!

No i jak tu współczuć?

BTW. W USA już niedługo policja dostanie gotowe narzędzie do sprawdzania, czy kierowca, tuż przed wypadkiem korzystał ze smarfona czy nie. Textalyzer  przeanalizuje używane w telefonie aplikacje, ale jednocześnie nie będzie mieć dostępu do danych osobowych użytkownika. Oczywiście służby mundurowe od wielu lat korzystają z tego typu technologii, ale Textalyzer będzie narzędziem produkowanym globalnie, a nie tworzonym na potrzeby konkretnego klienta (jak np. policja).

Co Wy na to? Kolejny sposób inwigilowania, czy potrzeba chwili?

Czytaj dalej „W drodze do Lublina/ On the way to Lublin”

Nie taki diabeł straszny czyli RODO w praktyce/ The devil is not so black- GDPR in practice

pobrane (5)

Ktoś, kto tu bywa od początku (są jeszcze takie osoby?):-) może sobie przypomnieć, że była kiedyś taka notka: TU. Tak tak, 5 lat temu!! Wtedy dopiero rozpoczynały się prace Komisji Europejskiej nad rozporządzeniem, a dzisiaj mamy obowiązujące RODO. Czy dla przeciętnego Polaka to temat novum? Coś trudnego? Nie!

Czy RODO dużo zmienia? Według mnie tak. Uważam, że temat jest do ogarnięcia, choć oczywiście im większa firma, tym więcej przechowywanych danych, a w związku z tym prawdopodobnie więcej kasy trzeba przeznaczyć na zabezpieczenia. Trochę współczuję Inspektorom Danych Osobowych tych firm.

Miesiąc temu byłam na szkoleniu z RODO, więc co nieco wiem i uważam, że wszystko sprowadza się do odpowiedzialności za drugiego człowieka, który był na tyle ufny, że powierzył nam jakąś część własnej tożsamości. Kiedyś przerażona myślałam, no ale jak? Jak ja mam sobie przypomnieć, gdzie i komu podawałam adres e-mailowy, numer telefonu, adres pocztowy? A może gdzieś wcześniej również PESEL, datę urodzenia, czy konto bankowe. Poza tym, po wielu latach zarabiania na sprzedaży pięknie sprofilowanych rejestrów, dane Caffe mogą być w zasadzie wszędzie. No i na szczęście okazuje się, że to nie ja muszę pamiętać! To oni (administratorzy) powinni spełnić obowiązek informacyjny wobec mnie i przypomnieć mi, że tam u nich jestem:-) Niektórzy już to nawet zrobili, muszę teraz tylko łaskawie się zastanowić czy zignorować zalegające w skrzynce e-maile (jeśli chcę swoje dane pozostawić) czy wysłać żądanie o usunięcie moich danych.

Czy to załatwia sprawę?

W zasadzie tak. W praktyce nasze dane nadal tam będą. Mam tylko nadzieję, że jednak w znacznie mniejszym zakresie. Chodzi o to, że firma musi przecież wiedzieć, czyje dane miała i kiedy je usunęła. Musi prowadzić wewnętrzny wykaz, żeby w razie sytuacji spornych, roszczeniowych, móc udowodnić działanie zgodne z prawem. W rzeczywistości więc Caffe nadal będzie figurowała jako pacjent pewnego gabinetu stomatologicznego, nawet jeśli nigdy więcej do niego nie pójdzie, bo jej tam spieprzyli zęba:-)

***

Someone who read my blog from the beginning (there are still such people?):-) can recall that there was once such a note: HERE. Yes yes, 5 years ago !! At that time, the work of the European Commission on the regulation was just beginning, and today we have the current GDPR. Is this the topic of novum for the average Pole? Something difficult? No!

Does GDPR change a lot in our reallity? In my opinion, yes. I think, that this is something we can handle, although of course the larger the company, the more data stored, and therefore probably more money needs to be spent for protection. I feel sorry for the ADO of these companies.

A month ago, the company sent me for training with the GDPR, so I know something a bit and think that it all comes down to the responsibility of another person who was trusting enough to entrust us with some part of its own identity. 5 years ago I was terrified. I thought, how? How should I remember where and to whom I gave my e-mail address, telephone number, and postal address? Or maybe somewhere before my PESEL, ID, date of birth or bank account. Besides, after many years of make money on the sale of beautifully profiled registers, Caffe’s data can be basically everywhere. And fortunately, it turns out that I do not have to remember! It is they (administrators), who should fulfill the obligation of information to me and remind me that I am there. Some have already done it, and now I just have to think about ignoring some emails in my mailbox (if I want to leave there my data) or send a request to delete my data.

Is that enough?

Basically yes. In practice, our data will still be there. I only hope, however, to a much smaller extent, and some of them will be deleted. The point is that the company must know what data it had and when were removed. It must keep an internal list so that in case of disputable claims, whould be able to prove that it act is legitimate.
But in matter of fact, Caffe will still figure out in the data of a some dentist’s office, even if she never goes there again because the dentist screwed up her tooth:-)