Poniedziałek rano. Osiedlowy spożywczy. Tuż po otwarciu sklepu/ Monday morning. Grocery store. A few minutes after opening the store.

Weszłam akurat w momencie, gdy przy kasie stał zdenerwowany mężczyzna i wykłócał się z ekspedientką, że to nie jego problem, że ona nie ma drobnych, żeby mu wydać resztę, bo ona od tego jest w sklepie, żeby mieć. Nawet ze stówki i nawet w poniedziałek rano. Okazało się potem, że facet zrobił zakupy za niecałe 6 zł, a miał w portfelu tylko wspomnianą setkę. Od słowa do słowa przerzucali się argumentami, przy czym trzeba przyznać, że on dosyć ostro, ona mniej. Sprawiała wrażenie, że się mocno powstrzymuje:-)

W końcu facet wyszedł rzucając pod nosem „tępa dzida!”, a ekspedientka zaczęła tłumaczyć, że zawsze stara się mieć drobne, właśnie ze względu na klientów, którzy nie płacą kartą, ale „być może wczoraj wieczorem była duża sprzedaż i tak wyszło, że wyszły”. 

Wiecie, że sprzedawcy w takich przypadkach powołują się na artykuł 535 Kodeksu cywilnego? Brzmi on: „sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę”. W zamyśle: kupujący zobowiązany jest do zapłaty ceny, a więc to on powinien być przygotowany do sfinalizowania transakcji.

Żaden przepis szczególny nie nakłada na sprzedawcę obowiązku posiadania drobnych, a raczej trudno zakładać, że ma złą wolę nie posiadając tych drobnych, bo chyba zależy mu na sprzedaży, tak samo jak kupującemu na kupnie. Poza tym musi sobie zdawać sprawę, że nagminny brak drobniaków doprowadzi w końcu do utraty części klientów. 

Nie sądzę, żeby jakikolwiek sklep mógł sobie na coś takiego pozwolić. 

Co do „tępej dzidy”…. określenia, które mnie śmieszy (powaga!), a które rozsławiła ostatnio mecenas Chyłka  w serialu o tym samym tytule, to z ciekawości poczytałam tu i ówdzie o nim, i wiecie co się okazało? Że prawdopodobnie wymyśliły go forumowiczki pewnego babskiego portalu, żeby móc w ten wysublimowany sposób, wzajemnie  się hejtować:-).

Czytaj dalej „Poniedziałek rano. Osiedlowy spożywczy. Tuż po otwarciu sklepu/ Monday morning. Grocery store. A few minutes after opening the store.”

W drodze do Lublina/ On the way to Lublin

Temat afery urzędowej w stolicy jakoś szczególnie Was nie poruszył i w sumie wcale się nie dziwię. Dlatego dzisiaj z innej beczki, chociaż nie mniej frustrującej.

Kiedy miesiąc temu jechałam do mamy sprzątać jej spiżarkę, pamiętacie opisywałam później to i owo, na trasie w okolicy Józefowa (a może Anina, zawsze mi się te odcinki mylą), wzdłuż torów kolejowych, zakorkowało się. Nagle. Zaczęliśmy się ciągnąć 20 na godzinę lekko podenerwowani, ale dzięki temu mogłam zobaczyć co się stało. Policja, karetka, parawan, za nim ciało leżące w miejscu, w którym nie ma przejścia dla pieszych, tylko tory kolejowe. Klasyka! Pomyślałam sobie, że skoro ciągle jeszcze jest widno, to człowiek musiał być albo pijany, albo naćpany, albo samobójcą. Wszedł pod pociąg, bo nie był w stanie zarejestrować faktu, że ten nadjeżdża, lub, bo po prostu chciał się zabić. Innego wyjścia nie ma, prawda?

No i otóż jest!

Ten facet (bo okazało się, że to mężczyzna) pisał smsa!! Wlazł na tory, w niedozwolonym miejscu, nie rozglądając się na boki, wlepiając oczy w ekran smartfona!!

No i jak tu współczuć?

BTW. W USA już niedługo policja dostanie gotowe narzędzie do sprawdzania, czy kierowca, tuż przed wypadkiem korzystał ze smarfona czy nie. Textalyzer  przeanalizuje używane w telefonie aplikacje, ale jednocześnie nie będzie mieć dostępu do danych osobowych użytkownika. Oczywiście służby mundurowe od wielu lat korzystają z tego typu technologii, ale Textalyzer będzie narzędziem produkowanym globalnie, a nie tworzonym na potrzeby konkretnego klienta (jak np. policja).

Co Wy na to? Kolejny sposób inwigilowania, czy potrzeba chwili?

Czytaj dalej „W drodze do Lublina/ On the way to Lublin”

Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning”

Wiem, nadal nie ma takiego cyklu …. , choć były już dwie takie notki, więc mógłby powstać:-)
Poskarżę się Wam, że nie wyrabiam czasowo, dlatego nadal mnie na blogu mniej i niestety prognozy na kolejne 3 tygodnie są podobne 😦 Czasu brak, więc na szybko dzielę się z Wami zauważonym dzisiaj, porannym absurdem i myślą przewodnią, że ludzie chyba dziwaczeją.

20190911_130013-1005x1149-402x4605120119645246497158.jpg

Często widzę, że w autobusie kobiety się malują, ludzie gadają przez telefon, czym doprowadzają innych pasażerów do szaleństwa (mężczyźni trochę rzadziej, zwykle dla szpanu opowiadając o super hiper wypasionych projektach), matki klikają w telefon zamiast pilnować własnych dzieci, młodzież pije piwo (choć za to jest kara), a mężczyźni czasem paradują bez T-shirtów, być może sądząc, że klatą wzbudzają podziw. Nie zawsze podziw.
Jednak jednoczesne klikanie w telefon i picie kawy widziałam w autobusie po raz pierwszy. Nie, to nie był kubek termiczny:-) I nie miał przykrywki.

Zdjęcie zrobiłam, gdy już siedziała i nasze ubrania znowu były w miarę bezpieczne.

Czytaj dalej „Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning””

Scenka rodzajowa… aktualizacja, czyli jak kupić mieszkanie/ Short story – update. How to buy an apartment

Na ostatniej Blogowej Środzie dowiedziałam się, że warto wracać do starych postów, odświeżać je i aktualizować treści. No proszę! A ja sądziłam, że wracanie do notek sprzed lat, to odgrzewanie starych kotletów, że trzeba ciągle tworzyć coś nowego! Ale skoro już wiem, że nie, to super, ponieważ akurat dzisiaj WordPress z jakiegoś powodu przypomniał „Scenkę rodzajową” ze stycznia 2009 r., więc szybka aktualizacja. Miałam wtedy za sobą trzy miesiące pracy w Warszawie, kończyłam właśnie okres próbny, trzy miesiące weekendowych przejazdów do Lublina i z powrotem, mieszkania na stancji i generalnie, 3 miesiące zawieszenia w próżni, jeśli chodzi o wymyślenie planu długoterminowego. Bo co tu dużo mówić, mieszkanie w Warszawie było jakimś  kosmosem, nierealnym marzeniem, czymś co pojawiało się w rozmowach w formie żartu. Po pierwsze, bo tyle kasy, a po drugie, bo ja zawsze sądziłam, że praca tutaj to okres przejściowy. Jednak znacie prawo Murphy’ego – „Prowizorka zawsze okazuje się najtrwalsza”? To ja mogę tylko dodać – „a okres przejściowy najdłuższy”.

Dzisiaj uświadomiłam sobie, że tamta żartobliwa scenka ma swój happy end, bo od 2 lat jednak mamy swoje mieszkanie w Warszawie, co prawda nie 100 metrowe, ale też nie kawalerkę. 🙂 Mam wygodną, bardzo dużą loggię, słońce od rana do wieczora, kupiliśmy więc rozkładane krzesła balkonowe, parasol (na zdjęciu akurat bez) i teraz bardzo lubię w wolnej chwili właśnie tam wypić moją poranną kawę.

I wiecie co? Szybko polubiłam to mieszkanie, szybko się też do niego przyzwyczaiłam, a piszę o tym dlatego, że u mnie proces od akceptacji, do powodującej spokój ducha radości, trwa naprawdę bardzo długo. Oczywiście mogę gdzieś pomieszkiwać, lubię zmiany, ale nie zakochuję się od razu. A w tym mieszkaniu zakochałam się od pierwszego wejrzenia. To ja je znalazłam, ja umówiłam nas na spotkanie z pośrednikiem i w zasadzie również ja, po obejrzeniu całości, postawiłam sprawę jasno: pośrednik ma zakończyć „otwarte dni” i już nikomu więcej tego mieszkania nie pokazywać, a mąż ma się zastanowić, co zrobić żeby je kupić, bez napadania na bank 🙂

Obaj stanęli na wysokości zadania, a ja… cóż…   idę na kawę.

20190531_113352-734x10411201512475514114162.jpg

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa… aktualizacja, czyli jak kupić mieszkanie/ Short story – update. How to buy an apartment”

Scenka rodzajowa: w autobusie/ Short story: at the bus

Wczoraj wieczorem, tuż za mną wsiadła do autobusu para z, na oko może 2-3 letnim, płaczącym wniebogłosy dzieckiem, które ojciec chwycił pod pachy i próbował szybko dotrzeć do najbliższego siedzącego miejsca. Odniosłam wrażenie, że ten płacz to bardziej histeria, strach przed autobusem albo tłumem ludzi. Potem pomyślałam, że mała płacze bo jest chora, tylko że ona płakała, a rodzice nie reagowali, nie próbowali uspokajać, zagadywać, przytulać. Jak moje dzieci były małe, to ja od tego zaczynałam. Przytulałam i odwracałam uwagę. Jeśli rozpacz działa się w autobusie, to była prościzna, za oknem poruszający się świat, mnóstwo obrazów, wrażeń, mogłam szybko je wciągnąć do jakiejś rozmowy, a one zapominały o płaczu.

Tatuś posadził małą na siedzeniu, wyciągnął telefon komórkowy, otworzył na nim kolorową aplikację i podał dziecku. A ono się cudownie uspokoiło i przestało płakać.

No co, też odwrócił uwagę.

Ale ja sobie pomyślałam, jak ten człowieczek ma poznawać własne miasto, gdy zamiast je obserwować, od małego siedzi z nosem wściubionym w komórkę? Skąd kiedyś będzie wiedział, które przystanki omijać, a na którym wysiąść? No dobra, trochę przesadzam, kiedyś się nauczy, ale raczej później, niż wcześnie.

Ważniejsze jest co innego.

Czy ci rodzice nie zdają sobie sprawę, że właśnie od tego zaczyna się fonoholizm, późniejsze problemy emocjonalne, osłabienie kontaktów z rówieśnikami, brak zainteresowań, pasji, zaburzenie funkcji biologicznych (sen, odżywianie), alienacja?

Nie mam pojęcia, ale komentowali z dumą, że mała świetnie sobie radzi z obsługą smartfona.

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa: w autobusie/ Short story: at the bus”

Scenka rodzajowa: W Ikei/ Short story: At Ikea

Warszawska Ikea na Targówku, jakieś prace remontowe, wejście ogrodzone dyktą, a na ogrodzeniu napis „Tu powstaje wybieg dla reniferów„. Mijam dziewczynę i chłopaka, zdecydowanie para, idą za rączkę. Ona do niego:

 – „Dlaczego akurat jebane renifery i to kurwa w Warszawie?”

To się trochę wpisuje w komentarz do notki „Mentalność ponad prawem”, w którym pisałam o potrzebie zachowywania przez kobiety minimum klasy. Nie wiem jak Was, ale mnie takie ostentacyjne przeklinanie wkurza. Jeśli to nie ostentacja, a norma, to ręce opadają.

Btw. o przeklinaniu, a w związku z tym o ubożeniu języka pisałam dawno dawno temu TU, jest gorzej niż było?

***

Wyjeżdżam z parkingu, w samochodzie otwarta szyba, upał na zewnątrz, upał w środku. Na przejściu matka z trójką dzieci w wieku 4-6 lat, jedno drugie trzyma za rączkę. Byłoby uroczo, gdybym nagle, podjeżdżając do tego przejścia nie usłyszała:

– Stójcie dzieci, bo przecież żadne bydło nas nie przepuści!

Zawsze przepuszczam pieszych na przejściu, więc to oczywiste, że i tym razem zahamowałam, ale nie mogłam się powstrzymać od odpowiedzi:

– No widzi Pani? Jednak jakieś bydło się zatrzymało.

Matka zaczęła mnie przepraszać, że to nie było do mnie, że to do tych poprzednich. Jasne, że nie do mnie, ale akurat ci poprzedni nie usłyszeli, a ja i dzieci tak. A niech się od maleńkości uczą, że ludzie to bydło, nie?:-)

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa: W Ikei/ Short story: At Ikea”

Scenka rodzajowa. Ciasteczko z wróżbą/ Cookie “with a fortune telling”

Dostałam wczoraj od męża „ciasteczko z wróżbą”, wie, że lubię takie pierdułki.
Z niecierpliwością otwierałam torebeczkę. Co też mi w przyszłości przyniesie los?

2018-07-17 14-530660431..jpg

I to ma być wróżba??? Zareklamowałam jako towar niezgodny z zamówieniem!:-)

***
I got from my husband a cookie “with a fortune telling”, he knows that I like such ballshits. I was impatiently opening the bag. What will happen to me in the future?

„Everyone stands out by what others can not do”

This pretend to be a divination? I made a complaint, as a product not matching the order:-)

Scenka rodzajowa. Caffe u lekarza oraz Fifa World Cup / Short story. Caffe visitting a doctor and Fifa World Cup

af03621a407b9b19f4958040eb17

Pierwszy raz zdarzyło mi się na tej platformie, że przy przeglądaniu komentarzy zniknął cały wpis! No naprawdę! Komentarze i nagłówek – na szczęście zostały:))

Tak więc wszystko co poniżej, to próba odtworzenia treści, ale będzie to już raczej wersja light.

Wczoraj opisałam swoją wizytę u lekarza. Miałam na 18.30 przyszłam 1,5 h wcześniej i myślałam, że cały ten czas spędzę w poczekalni czytając książkę. Tymczasem w otwartych drzwiach czekał już na mnie lekarz. Gdy zdziwiona i zadowolona jednocześnie rzuciłam uwagę, że pewnie ktoś odwołał wizytę i oto udaje mi się dostać od razu, lekarz odpowiedział: „Raczej wszyscy odwołali”, i wytłumaczył, że na to popołudnie, akurat zupełnie przypadkiem, zapisani byli sami mężczyźni i wszyscy oni odwołali swoją wizytę.

I dodał znacząco: „Mecz Polska vs. Senegal” :-))

W tamtym momencie naprawdę kochałam FIFA World Cup!

W post scriptum dodałam, że teraz ci wszyscy faceci żałują, bo nasi przegrali a oni sami będą czekać na wizytę kolejne 3 miesiące.

Wyszło nawet krócej niż na początku:-) Czytaj dalej „Scenka rodzajowa. Caffe u lekarza oraz Fifa World Cup / Short story. Caffe visitting a doctor and Fifa World Cup”

Scenka rodzajowa blogerki (based on language joke: it make sense only in Polish)

Miałam wolny dzień. Mąż wraca po pracy do domu i pyta:

– Co tam? Co dzisiaj robiłaś?

– A takie tam, przegrzebki – odpowiadam półgębkiem, jednocześnie formatując pisaną właśnie notkę.

– Oooo! Super, uwielbiam. Jeszcze gorące, czy trzeba podgrzać?

Co podgrzać? Nagle olśnienie.

– Przegrzebywałam gazety w poszukiwaniu tematu na notkę 🙂

Scenka rodzajowa/ Short story

Wczoraj wracając z pracy, zostałam poproszona o krótką wypowiedź dla Radia Zet.

„Jak się Pani szykuje na święta, co obowiązkowo znajdzie się na stole, bez czego nie może się Pani obejść?”

Wiecie, że o ile na dwa pierwsze pytania łatwo znalazłam odpowiedź, o tyle z trzecim miałam problem? Bez czego nie mogę się obejść? Gdybym podeszła do tematu filozoficznie, musiałabym odpowiedzieć, że dzisiaj mogę się obejść bez wielu rzeczy (i ludzi), których brak kiedyś wydawał mi się nie do zniesienia. Bo dzisiaj tych rzeczy nie ma, a ja przecież nadal żyję.

Zmieniłam się.

Mogę się też obejść bez czystych okien w święta. Oczywiście jeśli mam czas i akurat jest ładna pogoda, myję, jeśli nie, to nie! Tak po prostu. I nie mam z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Kiedyś stawałabym na rzęsach, żeby ze wszystkim zdążyć na czas.

„Jak się Pani szykuje na święta?”

Gdybym była z dziennikarką szczera, powiedziałabym, że na święta to ja mam ochotę rzucić wszystko i pojechać w świat. Choć z samymi świętami nie ma to nic wspólnego 🙂

Czytaj dalej „Scenka rodzajowa/ Short story”

Znowu scenka rodzajowa

Dzisiaj rano kupuję śniadanie w jednej z lubelskich sieciówek. Przy kasie dzielę produkty na dwie grupy, żeby skorzystać z dwóch kart. Mam dwie bo jedną płacę stale, a drugą raz w miesiącu, żeby mieć bankowe bonusy. Kasjer wita mnie grzecznym dzień dobry, ja odpowiadam i informuję go, że będzie drobne zamieszanie z kartami.

Pierwsza grupa produktów, ta z płatnością od „bonusów” poszła szybko, bo kupiłam tylko gumę do żucia. Schowałam paragon i wyciągnęłam drugą kartę.

A kasjer…..zanim zaczął skanować pozostałe zakupy…..powiedział mi znowu grzecznie dzień dobry….

Po chwili zmieszany wyjaśnił:

– Oj….to te firmowe szkolenia wychowawcze…..mam nawyk.

I ja się teraz pytam, dlaczego jednym szkolenia wychowawcze wchodzą w nawyk, a innym nie?

Scenka rodzajowa

Moja koleżanka zrobiła w swoim biurowym pokoju przemeblowanie. Kiedy już wszystko stało na mniej więcej swoim miejscu przyjechał kurier z przesyłką.

– O, widzę  że zrobiła Pani przemeblowanie! – rzucił entuzjastycznie po uprzednim „dzień dobry”.

– Jest pan jedynym mężczyzną, który to zauważył – odpowiedziała koleżanka.

– No tak……zachowałem się jak typowy gej.

To ja w związku z tym mam dwa pytania:

1. Czy mężczyzna homo jest bardziej spostrzegawczy niż hetero?

2. Co to znaczy „typowy” gej? Są jacyś inni?

Scenka rodzajowa

Nr 1

Idziemy na bardzo późny seans do Multikina. Wybraliśmy „Poltergeist”.

Mąż : Taki jestem zmęczony, że chyba zaraz zasnę.

Ja:  Eeee, no coś Ty, to niemożliwe. W kinie?

Po 40 minutach horroru odpłynęłam w senny niebyt. Trochę tłumaczy mnie fakt, że film był nudny. Mąż obejrzał do końca. 🙂

Nr 2

Idziemy przez ul. Kanonię na Starówkę. Nagle zdziwiona zwracam uwagę, że w centralnym miejscu placyku stoi ogromnych rozmiarów dzwon.

Ja: Tyle razy tędy przechodziłam i nigdy go nie widziałam. Ciekawe skąd się tu wziął i dlaczego?

Rzucam retoryczne pytania, nie racząc nawet wyciągnąć aparatu.

Mąż: Wiesz co, gdyby ten dzwon stał w centrum Rzymu, od razu zrobiłabyś całą sesję fotograficzną.

 

Miał rację! Zawróciłam. Obfotografowałam.

20150530_155638Dzwon leży tu od 1972 roku, a został odlany w 1646 r. przez Daniela Tyma, który wykonał również warszawski posąg króla Zygmunta III Wazy. Podczas drugiej wojny światowej Niemcy mieli zamiar wywieźć dzwon do Rzeszy, na szczęście z powodu trudności z transportem nie udało im się tego zrobić.

Cudze chwalicie, swego nie znacie……

Scenka rodzajowa czyli „K***, panie Stasiu!”

Moja koleżanka próbuje rozliczyć delegację pracownika terenowego. Facet jeszcze w piątek miał się pojawić w biurze z wypełnionym i podpisanym drukiem. Od tamtej pory kilka razy dzwoniła, prosiła, namawiała. Echo!

Dzisiaj na maksa wkurzona bierze słuchawkę do ręki i słyszę:

– „K*** panie Stasiu, co z tą delegacją?”

– „No to trzeba było od razu mówić, że to takie pilne!. Za 15 minut będę.”

Za 15 minut był:-)

Dlatego ta kampania społeczna, pt. „Od śmieciowej mowy do śmieciowej umowy – mów i żyj na poziomie”, którą rozpoczęła właśnie Politechnika Opolska to niekoniecznie dla wszystkich……

Scenka rodzajowa, czyli „ale fajna suka!”

Siedzieliśmy w kawiarni leniwie sącząc kolejną, zimną już, filiżankę kawy. Rozmowa początkowo ożywiona i pełna niusów, wchodziła w ewidentny stan wygaszania. Tematów i emocji.
I właśnie wtedy, przy stoliku obok coś się zaczęło dziać. Spojrzeliśmy dyskretnie, chociaż w zasadzie nie musieliśmy być dyskretni. Parze przerzucającej się nas stolikiem soczystymi argumentami, zupełnie nie przeszkadzała widownia. A widownia niczym ława przysięgłych, w ciszy własnego sumienia, właśnie wydawała werdykt.

Moim zdaniem facet sobie nagrabił i to raczej wielokrotnie.

Nagle dziewczyna zrobiła to, na co ja, raz czy dwa razy w życiu, miałam cholerną ochotę, ale się nie zdobyłam. Ostentacyjnie głośno przesuwając krzesło wstała, wyakcentowała dobitne „pierdol się!” i chlusnęła facetowi szklanką piwa w twarz. Wyszła nie trzaskając drzwiami tylko dlatego, że ich w tym pomieszczeniu akurat nie było.

Ktoś skwitował z ewidentnym podziwem w głosie: „Ale fajna suka!”.

No i teraz puenta polonistki: mamy uzus językowy.  „Suka”- kiedyś obraźliwe, z konotacjami takimi jak wulgarność, chamstwo i arogancja, dzisiaj coraz częściej wyraz uznania dla kobiety pewnej siebie, silnej i zdecydowanej. Kobiety gotowej do natychmiastowego działania, gdy ktoś ośmieli się utrącić jej anielskie skrzydła.

W oczekiwaniu na nowy post. Scenka rodzajowa

Ona (rozmarzona): Ach, chciałabym, aby w moim życiu wydarzyły się naprawdę te fantazyjne sceny z „50 twarzy Greya”.

On   (przymilnie): Taaak,  a które?

Ona (rozmarzona): No, na przykład ta, kiedy ona od razu po skończeniu studiów dostaje pracę.

🙂

PS. Na film się oczywiście wybieram, ale póki co czeka niedokończony post o spektaklu teatralnym, który ostatnio widziałam i drugi wcale nie feministyczny, o wpływie kobiety na mężczyznę.

Nie wiem, który będzie pierwszy. Ani kiedy:-)

images

Na moście w Sewilli….i nie tylko.

Studentka lubelskiej Akademii Medycznej zginęła spadając z mostu w Sewilli w trakcie robienia sobie selfie*.

Ta oczywista tragedia uświadomiła jednak, że problem, o którym pisałam już jakiś czas temu (tu: O fotkach), istnieje i ma się coraz lepiej. A wygenerowały go programy społecznościowe, ludzka głupota oraz chęć pochwalenia się przed znajomymi najbardziej odlotowym zdjęciem. Czasem odlotowym zbyt dosłownie, jak w przypadku wspomnianej studentki.

Piszę o tym ponownie, już nie tylko jako użytkownik programów społecznościowych, ale także jako niewątpliwa fanka fotografowania. Rozumiem chęć utrwalenia chwili, zatrzymywania ulotnych wrażeń, chęć tworzenia pewnej cybernetycznej fikcji, stwarzania takiej rzeczywistości, by wydawała się jeszcze bardziej zadziwiająca, jeszcze bardziej zaskakująca, żeby wstrząsnęła odbiorcą, wywołała jego głośne „Wow!”. Zaczynam wchodzić w swój pseudofilozoficzny ton:-)

Więc wracając do tematu. Ja też się lubię pochwalić fajnym ujęciem czy słit focią. Człowiek ze swej natury jest chwalipiętą i jeśli ktoś mówi inaczej, to kłamie. Skromność była dziełem średniowiecznej ascezy, a chyba wszyscy widzą, że krąg ascetów się dosyć istotnie zawęził. Dzisiaj promuje się ekshibicjonizm i egocentryzm , niestety czasem posunięty do granic absurdu.

Kiedy byliśmy ostatnio we Florencji, amatorów fotograficznych absurdów widziałam, co najmniej kilku.

Scenka rodzajowa. Na ulubionym moście fotografów, czyli tym, z którego wychodzą najpiękniejsze zdjęcia Ponto Vecchio, para nastolatków przygotowywała się do zrobienia słit foci. On miał w ręce dużą butelkę włoskiego wina, ona puszkę Peroni. Oboje mocno podchmieleni, choć raczej powinnam użyć słowa „na rauszu”, bo akurat piwo było pszeniczne, a wino winogronowe;-). W każdym razie nagle uznali, że zdjęcie z mostu jest średnio fajne. Wyleźli więc na murowany gzyms, znacznie wysunięty w nurt rzeki.

Przeszli, z trudem utrzymując równowagę, robiąc przy tym niemało hałasu (nikt ich nie powstrzymywał, nie reagował) i zrobili sobie  wymarzone zdjęcie. Zanim doszliśmy do miejsca, w którym to wszystko się działo, oni już byli znowu bezpieczni.

Ja, z syndromem człowieka, który widział samobójstwo, jeszcze długo miałam ciarki na plecach.
I jeszcze na koniec uwaga: doskonale rozumiem fakt okratowania tarasu widokowego na Pałacu Kultury, ilość wypadków samobójczych dzisiaj zwiększyłaby się o przypadkowych amatorów Instagrama, czy Facebooka.

* Onet, Metro, Nasze Miasto w dniu 06.11.2014 i prawdopodobnie szereg innych mediów.

Tydzień bogaty w wiele różnych wydarzeń.

1. Odbyłam długą rozmowę z X., która chciała się pożalić, wygadać: „Miałaś rację, wydzwania do mnie jego żona z pretensjami, że rozmawiamy na fejsie, nawrzeszczała na mnie jak wariatka, rzucała mięsem niczym szewc, wcale nie dając mi dojść do głosu. Co mam robić?”

W pierwszym odruchu zaczęłam się śmiać, bo znam podobną historię sprzed lat. Poradziłam X, żeby nie wchodziła w dyskusje z przekupą, bo ktoś przysłuchujący się z boku, może nie zauważyć między nimi różnicy;-). Rozsądne tłumaczenie sprawy w przypadku krzykacza nie zdaje egzaminu, krzykacz w prostacki sposób przenosi zwykłą pogawędkę na grunt łóżkowy, rzucając utarty banał „że tłumaczą się tylko winni”. W ciasnym, nafaszerowanym zazdrością rozumku nie mieści mu się znana prawda, że tłumaczą tylko ludzie racjonalni, a nie winni. I nie się, a sytuację. Ale do takich niuansów trzeba mieć klasę i poziom. Więc poradziłam X., żeby krzykaczkę zignorowała, a niech się dowartościuje:-).

2. Pojawił się konkurs na moskaliki, w związku z tym od kilku dni szukam nazw starej broni, znanych obiektów sakralnych i pasujących do rymu państw. Jeśli kogoś w ten sposób zaciekawiłam, niech sięgnie do hasła „moskalik” a wszystkiego się dowie. Jedną z ciekawszych postaci w tym gatunku jest oczywiście Wisława Szymborska. Trzy moskaliki już napisałam, zgłosiłam, czekam. W międzyczasie wymyślam następne:) A poniżej wrzucam info o konkursie. Nie będę trzymać tej wiedzy tylko dla siebie:) Mam tylko prośbę, jeśli ktoś z Was wygra, proszę o info:) Będę gratulować!

3. Scenka rodzajowa: Zaprzyjaźniony informatyk obsługujący naszą sieć firmową wprowadził zmiany i aktualizacje do wszystkich komputerów, naprawił zgłoszone usterki, pousuwał błędy, ponaprawiał pliki itp. itd. Kiedy skończył, wchodzi do sekretariatu i pyta: „Czy ma pani jeszcze jakieś problemy?”. Dokładnie tak sformułował pytanie, więc moja koleżanka niewiele myśląc wystrzeliła: „Tak, mam cellulit, 5 kg nadwagi i w dodatku szef nie chce mi dać urlopu”:)))

 4. Dzisiaj spotkanie, na którym będziemy rozmawiać o komforcie. Tak, tak! Mam nadzieję, że będą ciekawe historyczne smaczki. W starożytnym Egipcie komfort był już na pewno znany, ale jakie były jego początki? Czy ma związek tylko z piramidą Maslova, rozwojem duchowym człowieka czy po prostu zwykłym wygodnictwem i wybujałą wyobraźnią. Chciałabym ciekawego spojrzenia na temat, wzbogaconego prezentacją, zdjęciami, sięganiem do prehistorycznych źródeł. Obym się nie zawiodła, bo idę na to spotkanie kosztem zumby:)

5. Dostałam fajny prezent, a właściwie kilka prezentów. Piękne zdjęcie, piękne perfumy i….nie, tego trzeciego nie zdradzę:)))

6. Jutro fajne babskie spotkanie. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało, a wtedy na pewno pojawi się tematyczna notka:)))

Caffe

Sobota, rzekomo wolna od pracy.

Okna umyte, pranie zrobione, uprasowane, podkładane. Obiad ugotowany, zjedzony, wszystko pozmywane i posprzątane w kuchni. Porządek w garderobie tudzież w innych częściach mieszkania. 25 km na rowerze. W planach ewentualnie kolejne 25 jutro, może po Kabackim, ale już od dwóch godzin pada, a teraz w dodatku grzmi, więc plan jest pod dużym znakiem zapytania, pisałam o złośliwościach losu, prawda?

Na deser kolejna scenka rodzajowa, tym razem z pracy:

Trzeba było zareklamować poduszkę, która rozkleiła się w pewnym firmowym urządzeniu. Koleżanka napisała list do anglojęzycznego producenta, w którym zamiast właściwego słowa czyli „hem”, napisała „hen”. Zwykła literówka w sposób zabawny zmieniła treść, bo zamiast „rozkleił się brzeg” wyszło „rozkleiła się kura”. Myślę, że producent byłby baaaardzo zdziwiony, ale na szczęście czasem robimy sobie korektę 🙂