Pozory normalności c.d. / Semblance of normality cont.

wp-15876322474218769642662407699305.jpgNie wiem jak to jest u Was, ale u nas przegląd techniczny rowerów odbywa się zawsze przed sezonem. Jesienią nigdy nam nie po drodze do serwisu, znacznie prościej jest odwiesić rower na haku, na którym grzecznie czeka, z głęboką nadzieją, że sobie o nim kiedyś przypomnimy i z naszą równie głęboką nadzieją, że nie zostanie skradziony.

Nie został. Na szczęście miłośnicy nabywania rowerów w taki właśnie sposób, omijają szerokim łukiem te, które najlepsze lata mają już dawno za sobą. A nasze mają, nawet moja śliczna damka już skończyła 5 lat!

Tak więc wczoraj wyruszyłam w miasto. Jejku, jak cudownie było wyrwać się z domu i pojechać, hen, w obce landy dzielnice:-) Jakby mnie ktoś wypuścił z klatki!

Po powrocie z przejażdżki, już przed blokiem, spotkałam sąsiada spacerującego ze swoją śliczną sunią rasy cocker spaniel, która zawsze przyjaźnie, z merdającym ogonkiem przybiegała do mnie, żeby się przywitać. Ja ją głaskałam po głowie, zagadywałam kilka słów do niej albo do sąsiada i psina uspokojona odchodziła dalej spacerować.

Wczoraj spojrzała na moją twarz, zamiast której ujrzała wydłużony kształt maski, może skojarzyła to z psim pyskiem:-) i najpierw zawarczała, potem mnie głośno obszczekała, a na koniec ostentacyjnie pociągnęła smycz w przeciwną stronę.

W sumie to dobrze, że przed odejściem nie podniosła nogi… 😉

Zwierzęta są bardzo mądre, one i bez oglądania telewizji wiedzą, że sytuacja jest co najmniej dziwna.

Czytaj dalej „Pozory normalności c.d. / Semblance of normality cont.”

Symbioza/ Symbiosis

W sezonie letnim przemieszczam się przez miasto w zasadzie w każdy możliwy sposób. Najczęściej rowerem, ale bywam też piechurem, w weekendy chętnie przesiadam się do focusia (kto mnie zna, to wie, że uwielbiam jeździć samochodem, czuję wtedy nieopisaną radość i złudną wolność!:-), a w deszczowe dni robocze zwykle korzystam z nieocenionego i sympatycznego ZTM. No dobra, raz czy dwa trafiłam na kierowcę, który widząc, że biegnę do autobusu najpierw spokojnie czekał, po czym tuż przed nosem zamykał mi drzwi i odjeżdżał, raz czy dwa na takiego, który patrząc na czekających pasażerów w końcowej części przystanku celowo zatrzymywał się na początku.:-) A niech się towarzystwo porusza z samego rana! Zwłaszcza ta staruszka, która pewnie jechała w kolejkę do lekarza. Jednak globalnie rzecz ujmując, są pomocni i grzeczni, przynajmniej ci na mojej trasie:-)

Tak naprawdę to zmierzam do tego, że każdy z nas, naprawdę każdy, bywa albo pieszym, albo rowerzystą, albo kierowcą (czegokolwiek). Przechodzi z jednej grupy do drugiej, przesiada się z jednego wehikułu na drugi i w związku z tym teoretycznie, powinien znać zasady dotyczące wszystkich użytkowników szos i chodników (tak mi się zrymowało) i powinien rozumieć. Że na przykład ścieżka rowerowa czasem się przecina z chodnikiem, że każdy musi się rozejrzeć na boki zanim wkroczy na część wspólną. Nierowerzyści powinni rozumieć, że jednak nie wszędzie ścieżki są i czasem trzeba jechać po ulicy lub po chodniku. Poza miastem pieszy też idzie poboczem, lub po jezdni, prawda? Że ścieżka rowerowa się czasem urywa i raczej nie biegnie wprost na 7 piętro biurowca. Najpierw trzeba gdzieś zaparkować i zwykle jest to jakaś część wspólna dla rowerzystów i pieszych. Rowerzyści natomiast powinni rozumieć, że ich nadmierna prędkość w miejscu nie przeznaczonym tylko dla nich, jest niebezpieczna. Że skoro już skaczą jak zające: raz ścieżka, raz chodnik, potem kawałek po jezdni, dalej na skróty po trawie, to ok, mają do tego prawo, ale niech używają rozumu, nie zajeżdżają nikomu drogi i nie jeżdżą jak wariaci.

Tymczasem wygląda to tak, jakby ktoś z jednej grupy miał pretensje do kogoś z drugiej, że przemieszcza się przez miasto w taki, a nie inny sposób. Zamiast się cieszyć, że mógł sobie wybrać taką, a nie inną opcję tego dnia.

Pieszy ma oczywiście prawo się wkurzyć, kiedy idzie sobie spokojnie przez park, i nagle słyszy świst przejeżdżającego rowerzysty. Można uprzeć na zawał i jest to rzeczywiście naprawdę niebezpiecznie. Ale ten sam pieszy niech się trochę rozgląda na boki, a nie kroczy niczym święta krowa w Indiach. Kierowcy wkurzają się na rowerzystów i na pieszych jednocześnie, bo jedni i drudzy to dla nich zło konieczne, które łazi po ulicach akurat wtedy, gdy spieszą się lub mają zieloną strzałkę w prawo! Kurcze! A poczekaj cierpliwie, siedzisz na dupie w tym swoim wygodnym, klimatyzowanym aucie, gdy inni zapieprzają z siatkami, zakupami, plecakami! Kuśtykając, sapiąc z wysiłku i grzejąc się w słońcu! I tak masz lepiej!

Moi Drodzy, Warszawa promuje zdrowy styl życia, a rowerów, również tych miejskich jest więcej, niż w jakimkolwiek innym dużym mieście. W ten sposób stolica walczy również ze smogiem i dba o czyste powietrze. A skoro tak, skoro to dla wspólnego dobra, to bądźmy wyrozumiali na drodze, czy to (k…) takie trudne?

20180726_193916-12041088953

I tylko jedna uwaga, miejsca parkingowe dla rowerów są niemal wszędzie, dlatego lepiej swój rower przypinać właśnie tam, gdzie one są. Czasem wcale nie chodzi o kradzież, tylko o pokazanie właścicielowi, żeby trochę pomyślał o innych. Mi osobiście w ogóle nie przeszkadza, że ktoś przypiął rower do latarni ale komuś jak widać tak. Czytaj dalej „Symbioza/ Symbiosis”

Alternatywa na kółkach, czyli co, jak i którędy

Ostatnio ktoś mnie zapytał: jeśli nie samochód, to co?

Pomyślałam, że warto o tym napisać tak na forum, bo Lublin to, co prawda, nie Warszawa, ale ścieżek rowerowych mamy coraz więcej, a i komunikacja miejska podobno się poprawiła. Piszę podobno, ponieważ ja sama korzystam z niej dosyć okazjonalnie, ale moja mama twierdzi, że jest znacznie lepiej niż kiedyś. Dawniej trzeba było czekać na przystanku, aż łaskawie pojawi się autobus, a rozkładów jazdy albo nie było wcale (zrywane przez okolicznych wandali), albo nie aktualizowano ich na czas. No i ilość linii niewystarczająca dla potrzeb mieszkańców.

Dzisiaj rzeczywiście jest znacznie lepiej, chociaż kiedy ostatnio musiałam skorzystać z MPK okazało się, że trolejbus (bo w Lublinie mamy również trolejbusy) przyjechał o całe 5 minut wcześniej, a ja….paniusia na szpileczkach, z torebeczką w ręku….miałam do wyboru albo zrobić cyrk i niczym Irena Szewińska, starać się dobiec do przystanku (na wspomnianych szpilkach!!:-), albo pojechać następnym i spóźnić się do pracy. Tak więc Szanowna Dyrekcjo Zarządu Transportu Miejskiego, MPK czy czego tam jeszcze…..za wcześniej jest tak samo źle jak za późno!

Oprócz ścieżek rowerowych pojawiły się ostatnio po prawej stronie ulic, wydzielone specjalnie dla rowerzystów pasy. Takie buspasy dla dwóch kółek. Mówiąc szczerze, bałabym się nimi jeździć, a już na pewno bałabym się nimi jeździć razem z małym dzieckiem przypiętym do fotelika. Dlatego to właśnie  najczęściej młodzi rodzice próbują pokazać, że są, że mają potrzebę bycia aktywnym, że chcą tą aktywność zaszczepić własnym dzieciom.

No cóż, rowerzysta z dzieckiem na pasie ulicznym to według mnie nie najlepszy pomysł, choć może w innych krajach tego typu rozwiązania się sprawdzają. Ktoś coś wie na ten temat?

Uważam, że im mniej bezpośredniego kontaktu na linii rower – samochód, tym lepiej.

Tak samo, jak im mniej kontaktu na linii rower – pieszy, dlatego naprawdę dziwi mnie poniższy układ ruchu na ścieżce, którą często zdarza mi się jeździć. Tu droga dla pieszych i rowerzystów przecina się zupełnie niepotrzebnie aż dwa razy, a przecież wystarczyłoby tylko oba pasy ruchu poprowadzić prosto.

Jeśli do wszystkiego co powyżej dodamy fakt, że na samej ścieżce rowerowej też bywa niebezpiecznie, bo jeżdżą po niej również amatorzy jakichś wirtualnych wyścigów kolarskich, a bocznymi dróżkami chadzają czasem niezrównoważeni piesi (o czym sama zdążyłam się kiedyś przekonać), wychodzi na to, że na postawione na początku pytanie musiałabym odpowiedzieć bardzo wymijająco, lub dodając jedno, albo dwa, albo nawet trzy „ale”:-)

„Serce roście patrząc na te czasy”

Moje – jak patrzę na zatłoczone ścieżki rowerowe. Bo naprawdę fajnie, gdy wszystko co tylko ma kółka wyrusza w trasę. Rowery małe i duże. Górskie i miejskie. Na dwa koła, trzy, a nawet cztery. Z przyczepką do wożenia dzieci lub z koszyczkami na psy. Tandemy dla nierozłączek  i ryksze, do przewożenia niepełnosprawnych (dzisiaj widziałam po raz pierwszy) by i oni mogli  także poczuć wiatr we włosach i być, choćby przez chwilę, choćby w tak ograniczonym zakresie, bliżej natury.

Radość z takiego spędzania wolnego czasu mąci mi trochę szaleństwo niektórych rowerzystów. Brak wyobraźni nie jest przywilejem użytkowników polskich dróg tak w ogóle, a co dopiero w miejscach, gdzie piesi i rowerzyści korzystają w zasadzie ze wspólnej przestrzeni.

A przecież tak łatwo o symbiozę, czego dowodem jest zdjęcie poniżej. On rowerzystom nie wchodził w drogę. My jemu też nie.:-)

 

Wprawne oko na pewno zauważy mały biały punkt po lewej – to bociek.

Rychoc podał dwa przykłady błędów na polskich ścieżkach rowerowych, ja wstawiam zdjęcie warszawskiego absurdu.