Snapujesz?

Ostatni weekend upłynął w fajnej, kawowo kawiarnianej atmosferze. W drodze na Stare Miasto, (bo jak kawa to tylko tam:-), skupiałam się jak zwykle na tym co dokoła, bo a nuż może jakaś fotka….jakieś coś:-), wszak smartfona mam zawsze przy sobie.

I rzeczywiście, fajny zachód słońca, piękna Brama Grodzka. Ustawiłam się tak, że ktoś patrząc z boku mógłby pomyśleć, że robię słitfocię.

– O, pewnie na Fejsbuka – usłyszałam nagle za plecami.

– Nie, na Snapchata – odpowiedziałam, wywołując tym pełne zdziwienia i podziwu „Wooow” przechodnia, którym okazał się jakiś nastolatek.

No sorrryyy, ale że co?? Że jestem za stara na Snapchata?!:-)

To ostatnio jedna z moich ulubionych form przekazywania dziecku informacji. Dziecka zresztą też ulubiona. To więcej niż fotografia i mniej niż film, ale w trakcie trwającej kilka sekund wiadomości widzę wszystko to, na co patrzy moje dziecko, jestem w miejscu, w którym ono jest. A że ostatnio dziecko ciągle podróżuje, cieszą mnie wszelkie formy kontaktu, tym bardziej takie ” tu i teraz”, wzbogacone o ruch, dźwięk i głębię obrazu.

Poza tym, zespół Snapchata wpadł na fajny pomysł reklamowania miast z różnych zakątków świata. Tymi krótkimi filmikami przedstawia jeden dzień, z jednego miejsca. Od wschodu słońca po zmierzch i życie nocne.

Warszawa była kilka tygodni temu, dzisiaj pojawił się snap z Nairobi. Takie klimaty lubię najbardziej! Egzotyczne kraje, inna kultura, coś czego może nigdy nie zobaczę na własne oczy. Podróż w pigułce. Fajnie jest zobaczyć zwykłych ludzi, którzy w drodze do szkoły czy pracy zatrzymują się, żeby coś zjeść z przydrożnych garkuchnii, robią zakupy, jadą środkami komunikacji miejskiej, lub są sfilmowani w trakcie swoich zwykłych, codziennych spraw. I pozdrawiają nas – Snapchatowców:-)

Szkoda, że filmy i zdjęcia, które docierają do nas za pośrednictwem aplikacji, znikają zaraz po obejrzeniu. Jest wprawdzie opcja historii, którą można przeglądać wielokrotnie, ale i ona żyje krótkim, 24 godzinnym życiem.

Potem ewentualnie można jej szukać w przepastnych serwerach NASA;-)

Na moście w Sewilli i nie tylko

Studentka lubelskiej Akademii Medycznej zginęła spadając z mostu w Sewilli w trakcie robienia sobie selfie*.

Ta oczywista tragedia uświadomiła jednak, że problem, o którym pisałam już jakiś czas temu (tu: O fotkach) istnieje i ma się coraz lepiej. A wygenerowały go programy społecznościowe, ludzka głupota oraz chęć pochwalenia się przed znajomymi najbardziej odlotowym zdjęciem. Czasem odlotowym zbyt dosłownie, jak w przypadku wspomnianej studentki.

Piszę o tym ponownie, już nie tylko jako użytkownik programów społecznościowych, ale także jako niewątpliwa fanka fotografowania. Rozumiem chęć utrwalenia chwili, zatrzymywania ulotnych wrażeń, chęć tworzenia pewnej cybernetycznej fikcji, stwarzania takiej rzeczywistości, by wydawała się jeszcze bardziej zadziwiająca, jeszcze bardziej zaskakująca, żeby wstrząsnęła odbiorcą, wywołała jego głośne „Wow!”. Zaczynam wchodzić w swój pseudofilozoficzny ton:-)

Więc wracając do tematu. Ja też się lubię pochwalić fajnym ujęciem czy słitfocią. Człowiek ze swej natury jest chwalipiętą i jeśli ktoś mówi inaczej, to kłamie. Skromność była dziełem średniowiecznej ascezy, a chyba wszyscy widzą, że krąg ascetów się dosyć istotnie zawęził. Dzisiaj promuje się ekshibicjonizm i egocentryzm , niestety czasem posunięty do granic absurdu.

Kiedy byliśmy ostatnio we Florencji, amatorów fotograficznych absurdów widziałam, co najmniej kilku.

wp-15958387568417917097219690130471.jpg
Ponte Vecchio

Scenka rodzajowa. Na ulubionym moście fotografów, czyli tym, z którego wychodzą najpiękniejsze zdjęcia Ponto Vecchio, para nastolatków przygotowywała się do zrobienia słit foci. On miał w ręce dużą butelkę włoskiego wina, ona puszkę Peroni. Oboje mocno podchmieleni, choć raczej powinnam użyć słowa „na rauszu”, bo akurat piwo było pszeniczne, a wino winogronowe;-). W każdym razie nagle uznali, że zdjęcie z mostu jest średnio fajne. Wyleźli więc na murowany gzyms, znacznie wysunięty w nurt rzeki.

wp-15958389459515278335593067434497.jpg
Ulubiony most Fotografów

Przeszli, z trudem utrzymując równowagę, robiąc przy tym niemało hałasu (nikt ich nie powstrzymywał, nie reagował) i zrobili sobie  wymarzone zdjęcie. Zanim doszliśmy do miejsca, w którym to wszystko się działo, oni już byli znowu bezpieczni.

Ja, z syndromem człowieka, który widział samobójstwo, jeszcze długo miałam ciarki na plecach.
I jeszcze na koniec uwaga: doskonale rozumiem fakt okratowania tarasu widokowego na Pałacu Kultury, ilość wypadków samobójczych dzisiaj zwiększyłaby się o przypadkowych amatorów Instagrama, czy Facebooka.

* Onet, Metro, Nasze Miasto w dniu 06.11.2014 i prawdopodobnie szereg innych mediów.