Lepsze niż sex on the beach*

Nigdy nie pisałam notek kucharskich. Nie dlatego, że nie mam talentu, bo nieskromnie napiszę, że owszem mam:). Raczej dlatego, że opisywanie kuchennych czynności, a więc tego mieszania, dosypywania, krojenia….najnormalniej średnio mnie kręci. Samo kucharzenie lubię, zwłaszcza jeśli mam wolny dzień, fantazję, kogoś głodnego w pobliżu (bo bez testera cały proces nie ma sensu)….i butelkę dobrego wina w celu sączenia go w trakcie. Tak dla kuchennego animuszu. No i staram się pamiętać o tym, co kiedyś napisała na swoim blogu Ola:

Gdy gotujesz, pij wino. To dodaje potrawom polotu i fantazji.
Nie pij jednak zbyt wiele, bo przesolisz, rozgotujesz lub zapomnisz,
po co w ogóle się tam znalazłaś 🙂

 

W ubiegły piątek nastąpiła kumulacja wszystkich wymienionych w pierwszym akapicie elementów, w związku z czym powstało, może nie arcydzieło na skalę kuchni Braci Roca z Girony, ale na pewno na skalę mojego skromnego mieszkania. Zwłaszcza, że było to danie w stylu „gotuję z tego, co akurat mam w lodówce, zakupy zrobimy jutro”:))

Składniki:

  • 1 cukinia
  • 1 duża cebula
  • 1 papryka (w tym i w każdym innym przypadku w mojej kuchni zawsze czerwona, innych kolorów papryki nie uznaję:)
  • 2 duże marchewki
  • 1 brokuł
  • 2 ząbki czosnku
  • koncentrat pomidorowy
  • Przyprawy do smaku: jakie kto lubi, ja dałam chili, pieprz, sól i jedną kostkę rosołową, chociaż zwykle staram się unikać chemii

Cukinia obrana, wydrążona, pokrojona w kostki mniej więcej 2 cm x 2 cm. Nie chodzi o wielkość tylko o to, żeby w trakcie duszenia nie doszło do rozpapciania warzyw. O ile nie przepadam za makaronem al dente, uwielbiam tak ugotowane (lub uduszone) warzywa.

Papryka, cebulka pokrojone tak jak kto lubi, marchewka w talarki, czosnek wyciśnięty. Wszystkie warzywa duszą się pod przykrywką na ociupince oleju. Szybko puszczą sok, więc ta ociupina wystarczy. Potem, jeśli zdarzy się komuś, że warzywa zaczną się przypalać, wystarczy dolać trochę wody. Cała potrawa nie będzie wtedy tłusta, tylko naturalnie warzywna. Brokuł należy dodać trochę później, ponieważ potrafi  rozpaść się na miazgę. Na koniec dodajemy kilka łyżeczek koncentratu pomidorowego i ulubione przyprawy (ilość według uznania, ale zanim wsypiesz garść pieprzu cayenne czy soli, poradź się swojego gastrologa:))).

W międzyczasie zrobiłam pulpeciki z mielonego mięsa. Dodałam lekko rozmoczoną, ale potem wyciśniętą, bułkę, żółtko, pieprz i sól do smaku, oraz podsmażoną na patelni na małej ilości oleju drobno pokrojoną cebulkę.

Kiedy już miałam formować pulpety okazało się, że bułka tarta „wyszła”, musiałam więc poradzić sobie inaczej. Ponieważ i tak miałam zamiar udusić te pulpeciki w warzywach, uznałam, że mogę użyć mąki. Najpierw lekko podsmażyłam pulpeciki na patelni, potem delikatnie umieściłam je w warzywach, przykryłam, żeby całość mogła się fajnie połączyć. Mąka z pulpetów sprawiła, że sok warzywny zamienił się w delikatny sos.

To białe, które wystaje spod warzyw to własnoręcznie zrobione kopytka. Miałam trochę ugotowanych z poprzedniego dnia kartofli. A do tej potrawy pasowały wyjątkowo!!

                Gdybym wiedziała wcześniej, że będę z tego robiła notkę, podałabym na porcelanie:))))

 Cóż mogę dodać jeszcze: mąż był zachwycony. Również dlatego, że w końcu mógł się odgryźć za poprzednią notkę, mówiąc że to co ugotowałam jest lepsze niż „sex on the beach”*.