Kiedy byłam małą dziewczynką

Cyganka przepowiedziała mi karierę muzyczną. Miałam zostać sławną skrzypaczką. A ja tak strasznie nie lubiłam skrzypiec! Mama zdecydowała więc, że będzie pianino, chociaż ręce miałam tak małe, że nie obejmowałam nawet połowy oktawy:) Z czasem rozstaw palców wypracowałam na tyle, żeby grać, ale cóż, to nie to samo co długie, smukłe palce Blechacza:)

Skrzypce wydawały mi się wtedy takie staroświeckie, takie niemodne. Dlatego nie wybrałam ich nawet wtedy, gdy w 3 klasie można już było uczyć się gry na kolejnym instrumencie. Może cały czas miałam przed oczami tego z długą brodą, „na dachu”, którego uwielbiała słuchać moja mama 😉

No dobra, myliłam się! Skrzypek może być nie tylko modny, ale także cholernie seksowny. A jak jeszcze gra moją ulubioną piosenkę Jona Bon Jovi…..to jest seksowny do potęgi entej:)

Caffe 

A tu oryginał w wykonaniu równie (a nawet bardziej) seksownego Johna, na tle cudownego, niezapomnianego, jedynego w swoim rodzaju, urzekającego Rzymu.