Operacja "Walentynki"

Nadchodzą Walentynki a w związku z tym szaleństwo, które od pewnego czasu stało się przywilejem a niekiedy nawet obowiązkiem ludzi młodych, starych i tych po środeczku. Wszyscy odczuwają moralną, wewnętrzną potrzebę, by wysłać komuś buziaczek, serduszko, czy słodkie cukierkowe „Misiu”*. Nie będę krytykować amerykanizacji polskiego społeczeństwa, bo akurat taką amerykanizację „zniesę”, stwierdzam tylko nieśmiało, że nie każdy jest tak liberalny, jak ja.

Malezyjczycy na przykład nie są.

I trudno się temu dziwić, skoro Malezję w 60 % zamieszkują muzułmanie, a islam jest tam religią oficjalną, ostatnimi czasy z upodobaniem podążającą w stronę skrajnego fundamentalizmu. Tak więc koniec z tolerancją religijną i przymykaniem oka na amerykańskie wtrącanie się w sprawy społeczno – kulturowe (oczywiście w polityczne również, ale teraz nie o tym), koniec z aprobatą amerykańskiego stylu życia wśród malezyjskich nastolatków i naśladowania grzesznej popkultury.

Od kilku już lat w dniu 14 lutego przeprowadza się w tym kraju „operację Walentynki”. Dziesiątki funkcjonariuszy przeszukuje tanie hotele zatrzymując te muzułmańskie pary, które nie mają aktu małżeństwa a wspólnie wynajmują pokój. Nawet, jeśli są to osoby darzące się głębokim uczuciem, to popełniają „Khlawat”, który w myśl szariatu stanowi przestępstwo.

Szariat jest w krajach muzułmańskich jednym z dwóch obowiązujących systemów sądowych (drugim jest sądownictwo świeckie), ale „rości sobie prawo do ingerowania w każdy przejaw ludzkiego życia od metod przyrządzania żywności do sposobu ubierania się, co często powoduje konflikty kulturowe, interpretowane jako konflikty z fundamentalną dla kultury Zachodu ideą wolności jednostki”*. I chociaż pojawiają się nurty mniej skrajnych interpretacji, to ciągle jeszcze przebywanie z mężczyzną w odosobnionym miejscu stanowi występek, za który trzeba ponieść karę, nawet cielesną, a nie muszę chyba dodawać, że w krajach arabskich taką karę ponosi najczęściej kobieta.

Tak więc w trosce o dobre obyczaje, Walentynki są w Malezji świętem zakazanym i mieszkańcy muszą się do tego zastosować, albo… św. Walenty nie pomoże.

Dla tych, którzy doczytali do końca – dowcip:

– Mamo, mamo zrób mi śniadanie…
– Posłuchaj, to że sypiam z twoim ojcem nie oznacza, że możesz do mnie mówić „mamo”
– No to jak mam mówić?
– Normalnie, Andrzej.

* I miss you
* Wikipedia
* komentarz do artykułu w Rzeczpospolitej http://www.rp.pl/artykul/2,612604.html