Szalona środa /Crazy Wednesday

Kto dzisiaj jest zarobiony, zapracowany, zakręcony i zajęty sprawami służbowymi?

Łączę się z Wami w bólu:-)

Szczęściarze na urlopie niech się cieszą słońcem (jeśli są za granicą), urlopem, lenistwem, głową w chmurach i tym wszystkim, czym ci z pierwszego zdania cieszyć się nie mogą.

Do roboty!

Czytaj dalej „Szalona środa /Crazy Wednesday”

Reklamy

Witam po urlopie/ Hello after the holidays

Zawsze, ale to naprawdę zawsze, ogarnia mnie powakacyjna nostalgia, smutek, że znowu trzeba czekać. Nie chodzi nawet o czekanie na kolejny urlop, ale o czekanie na letni wakacyjny luz, klapki japonki, odkryte ramiona, stopy na piasku, chodzenie bez swetra lub czapki, o wycieczki rowerowe, teatr na wolnym powietrzu czy kino plenerowe. O spacery nad Wisłą, puste ulice, wypady nad pobliskie jeziora, o ciepło, którego nam w tym roku pogoda nie pożałowała.

20180829_100425 (1)
Is it Caffe?;-)

Zdecydowanie powinnam była się urodzić gdzieś na Costa Brava, (mogłabym w dodatku uczyć się hiszpańskiego od prawdziwych native speakerów ;-). Lub choćby na Rodos, gdzie jednak mimo niepewności co do pogrzebu Adasia, (który odbył w pierwszym tygodniu mojego urlopu), udało nam się polecieć, ale zdecydowanie trudniej było nam wrócić. Nie chcieli nas stamtąd wypuścić. Powaga!:-)

received_2064637313548352

20180830_162221

A było to tak. Wstaliśmy o 5 rano, żeby się wymeldować, zjeść szybkie śniadanie i na lotnisku stawić się o odpowiedniej porze, czyli na godzinę przed odlotem. Stawiliśmy się, my tak, samolot nie. Po godzinie oczekiwania zostaliśmy ponownie zakwaterowani w hotelu, tym razem blisko lotniska i w zdecydowanie innych standardach. W tak wypasionym apartamencie jeszcze nie nocowałam!

Garden_VIP_Suite_with_Sharing_Po_3414

To był chyba pierwszy w historii biura podróży przypadek, gdy pasażerowie cieszyli się z opóźnienia. Wszystkie 180 osób:)). Nic dziwnego, to był piątek, więc każdy cieszył się z przedłużonego o jeden dzień urlopu, w ciepłym, pięknym miejscu. Oj grzało okrutnie! Tak jak lubię:-)

20180829_171057

A Rodos? Cóż tu mówić. Niech przemówią zdjęcia:)))

20180824_121520


Always, really really always I begins to feel nostalgia, sadness that I have to wait again. It is not even about waiting for another holiday, but about waiting again for this summer letup, flip flops, bare shoulders, feet on the sand, no-sweater or no-hats, bike trips, open-air theater, open-air cinema. For walks along the Vistula, excursions to nearby lakes, for the warmth with which we were gifted this year.

I should definitely have been born somewhere on the Costa Brava (I could also learn Spanish from real native speakers ;-). Or even for Rhodes, where, despite waiting for the Adaś funeral, we managed to fly this year. And from where, they did not want to let us out. Seriousness!

And it was like this.

We woke up at 5 a.m. to check out, eat a quick breakfast and arrive to the airport, an hour before departure. We arrived, but our plane did not. After an hour of waiting, we were again accommodated in the hotel, this time close to the airport and in definitely different standards. I have never spent the night in such a fancy, high-end apartment before! It was probably the first case in the history of a travel agency when passengers were enjoying a delay. All 180 people :)). No wonder! It was a Friday, so everyone enjoyed their one-day-extended holiday in a warm beautiful place. And ithe warm was awesome! Such as I like:-)

And Rhodes? What can I say? Let’s the photos speak :)))

Niepewna radość Katalonii

Część wrześniowego urlopu spędziłam w Barcelonie. Fajnie się złożyło, bo byliśmy tam akurat 11 września, gdy w Katalonii obchodzi się Dzień Niepodległości, w tym roku ze szczególną pompą.

Pewnie już wszyscy wiedzą, że Cataluña pragnie odłączenia się od Hiszpanii. Jest to innego rodzaju pragnienie niż to, które stało się udziałem Polaków 25 lat temu. Nie chodzi o demokratyzację kraju, czy wyzwolenie spod zwierzchnictwa obcego państwa, które krzywdzi i nie dba o prawa człowieka. Tutaj ma ono wymiar ekonomiczny, wiąże się z walką o autonomię bogatego, regionalnego biznesu. Pełne radości oczekiwanie mieszkańców Barcelony, emocje związane ze zbliżającym się referendum i ten optymizm, że wszystko będzie ok, udzieliły się również nam – turystom. Tłumy wyległy na ulice, trawniki, do parków, a wieczorem, w strategicznym punkcie miasta, pod Łukiem Triumfalnym odbyło się spotkanie z władzami prowincji i fajny koncert katalońskiego zespołu Companyia Elèctrica Dharma. Nastrój jaki wtedy panował można sobie zwizualizować TU (fragment z koncertu w 2013 r. ale emocje podobne, a klimat dobrej zabawy taki sam).

Po wielu trudach wymagających konfiguracji Youtuba, udało mi w końcu wrzucić własny krótki filmik TU, ale wersja oczywiście słabsza jakościowo.

Referendum się odbyło, (ze zdecydowaną ilością głosów „za” niepodległością), jednak podobno jest niezgodne z hiszpańskim prawem, tak więc prezydentowi Katalonii grozi więzienie.

Zastanawiam się, czy w szerszej perspektywie, będzie to dla mieszkańców tego regionu rzeczywisty powód do radości, jak się to wybicie na niepodległość odbije na sytuacji Europy i czy rykoszetem nie uderzy w gospodarkę Polski?

PS. To mi zalatuje notką polityczną, a w zasadzie chciałam tylko napisać, że miałam wtedy fajny dzień:-) Oj Caffe!