Miesiąc temu/ A month ago

Dokładnie miesiąc temu, przez bardzo krótki moment, w Warszawie było tak.
Wklejam, bo może ktoś już zapomniał jak wygląda śnieg śnieg:)

wp-15828132094068228885322713435248.jpg

For a very short moment, exactly a month ago, it was in Warsaw. I paste for those who have already forgotten what the snow looks like 🙂

Rude w akcji / Redhead in action

Słońce obudziło mnie promieniami słońca, jakby zupełnie nie pamiętało, że jeszcze kilka dni temu przysłaniał je cywilizacyjny smog, na przemian z chmurami deszczu. Rowery miejskie już zaparkowały przy Placu na Rozdrożu, i trwają w radosnym (naprawdę!:-) oczekiwaniu. Na rowery czekałam, bo one mi niesamowicie ułatwiają życie w Warszawie, kiedy potrzebuję szybko dostać się z miejsca na miejsce, a komunikacja nie uwzględnia drogi na skróty. 

Wiewiórki szaleją w Ujazdowskim, urządzając sobie gonitwy, jeszcze ciągle bezlistnymi, konarami drzew. 

I tak naprawdę dopiero teraz mogę powiedzieć, że mamy w mieście wiosnę, nawet jeśli nie jest to wiosna kalendarzowa:)

A także, że sezon na poranne spacery uważam za otwarty.

Miłego dnia!!

PS.  A ja niezmiennie zapominam, że powinnam nagrywać filmy w poziomie:(
Czy ktoś z Was zna program/aplikację, do przycinania tych czarnych boczków?

Czytaj dalej „Rude w akcji / Redhead in action”

Kto głośniej / Who louder?

Wiosna!!

Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, czy wiosna nadchodzi, czy nie, to mam dwa dowody na tak. Pierwszy, to moja nasilająca się alergia. Im bardziej mnie drapie w gardle (a drapie!:), tym więcej pyłków w powietrzu, a drzewa pylą na wiosnę. Immunoterapia, którą zaczęłam 5 miesięcy temu, znacznie złagodziła objawy, ale jakieś nadal pozostały. Odczulanie to niestety proces kilkuletni, więc nie oczekuję cudów od razu, ale jednocześnie nie tracę nadziei, że pozbędę się tego draństwa na tyle, by spokojnie oddychać. I spać:-)

Drugim dowodem jest filmik, który nagrałam wczoraj w centrum Warszawy. Na Marszałkowskiej jest zwykle taki tam hałas, że nie słychać dzwoniącego telefonu, ale maluchy szalejące wśród gałęzi krzewu rosnącego przy hotelu Novotel, zagłuszyły nawet samochody 🙂

Czyż nie są słodkie?

PS. Wstawiłam nowy filmik, tym razem nakręcony nieco wcześniej. I dopiero teraz wyraźnie widać, że to NIE SĄ WRÓBLE:))) Kto wie co to za jedne?

Czytaj dalej „Kto głośniej / Who louder?”

Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal

W ubiegłym tygodniu w Warszawie, CBA zatrzymało tureckiego biznesmena, który wręczał łapówkę warszawskiemu urzędnikowi. Urzędnika oczywiście też zatrzymano.

Jak się okazuje biznesmen całymi latami pośredniczył w nielegalnym załatwianiu urzędowych spraw i skrupulatnie zbierał tzw. haki, dokumentując cały proces. Miał wersje papierowe, nagrania, nośniki danych. Świat warszawskich oficjeli zatrząsł się w posadach, bo raczej oczywiste jest, że w tych zbiorach będzie dużo ciekawych informacji i prawdopodobnie nie tylko o burmistrzu dzielnicy Włochy. Domino pójdzie w ruch!

Śmieszne jest to, że obaj mężczyźni nie przyznają się do winy i odmawiają składania wyjaśnień (choć są dowody), a mniej śmieszne, że kolejny raz, zarabiając z całą pewnością nie mało, urzędnik państwowy wybrał korupcyjne „więcej”.

Czy Was nie smuci że wiele lat temu wpuściliśmy do Polski obcy kapitał, (działalność biznesmena sięga w naszym kraju końca lat 90), i że ludzie, którzy nie są emocjonalnie związani z krajem, czy miastem, decydują o jego planach?

Naprawdę czasem żałuję, że nie obowiązuje u nas prawo średniowieczne, gdzie za kradzież groziło obcięcie ręki. Ciekawe co byłoby za korupcję?

Czytaj dalej „Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal”

Aleje Ujazdowskie

Kiedyś sobie to tylko wyobrażałam, a teraz doskonale rozumiem dlaczego Warszawiacy uciekają poza granice miasta i tam właśnie kupują działki, domy, mieszkania, stamtąd prowadzą swoje biznesy, tam organizują punkt dowodzenia.

Pracuję na ulicy Wiejskiej, więc z jednej strony graniczę z teatrzykiem sejmowym, którego nieodłącznym elementem są strajki, protesty, zgrupowania, wiece i przemowy, z drugiej zaś słyszę odgłosy z Alej Ujazdowskich. Alejami właśnie, kilka razy dziennie, czasem kilkanaście do kilkudziesięciu w tygodniu (w zależności od wydarzeń państwowych i politycznych) przejeżdża na sygnale kawalkada policyjnych samochodów, pilotując ważne osobistości od Krakowskiego Przedmieścia do Belwederu, i z powrotem. Jeśli do tego dodamy karetki, czasem straż pożarną, motory oraz zwykle odgłosy miasta, powstaje kakofoniczny mix, który na pewno przeszkadza w codziennym życiu.:-)

Naprawdę współczuję ludziom, którzy nadal tu mieszkają.

Czytaj dalej „Aleje Ujazdowskie”

Nareszcie!!/ Finally!!

Urlop rozpoczęty!!

Będzie mnie teraz trochę mniej, a już na pewno nie będzie notek. Może jedynie jakieś zdjęcia z podroży, czyli tzw. notki „w obiektywie”. Jeśli wydarzy się coś super ciekawego, opowiem Wam o tym po powrocie. Ze szczegółami ;-))))

Tymczasem Lublin – przystanek pierwszy 🙂

20141011_153223-effects-1200x675541404385971615273.jpg

Z moim ukochanym Lublinem kojarzy mi się jeden z bardzo starych wpisów, jeszcze z 2012 roku. Mieszkałam już wtedy w Warszawie, ale ciągle tęskniłam, za rodziną, domem, przyjaciółmi, za lubelskimi uliczkami, swojskością, klimatem Starego Miasta, za moim własnym mieszkaniem. Ja się naprawdę bardzo długo zadomawiam:-)

Napisałam wtedy tak:

Czasem wystarcza mi sama świadomość, że On gdzieś tam jest, że mogę do niego wrócić. Taki mój, ciepły, dobry, z otwartymi ramionami, w które mogę się wtulić i wypłakać, kiedy dopadnie mnie pogodowo-depresyjna nostalgia. Nie odtrąci mnie, nie wyśmieje, nie zdradzi. On jeden wie o mnie wszystko, wyczuwa nastrój, myśli i pragnienia.
Był przy mnie, kiedy podejmowałam błędne życiowe decyzje. Milczał, nie skarżył się, nie robił wymówek. Patrzył w oczy z lekkim smutkiem, bo wiedział już to, czego ja jeszcze zupełnie nie rozumiałam. I nie zatrzymał mnie, kiedy wyjeżdżałam, nie licząc się z jego uczuciami. Roztopiona we własnych marzeniach egoistycznie myślałam tylko o sobie, a przecież powinnam była wiedzieć, że to bez niego nie potrafię żyć.
A On?
Cóż, nie chciał mnie ograniczać. Cierpliwie czekał.
To musi być miłość.
PS. Ktoś mi ostatnio powiedział, że nie odcięłam pępowiny i wzdycham do Lublina jak jakaś głupia. No nie odcięłam, albo nie umiałam, albo się nie dała.

I wiecie co? Mimo tego post scriptum, wiele osób nie zrozumiało, że pisałam o Lublinie.
No i wtedy przez blog przetoczyła się fala hejtu. Takie to były czasy:-))

20190804_181854-1209x16128743041521737790196.jpg

Czytaj dalej „Nareszcie!!/ Finally!!”

Przemijanie/ Passing away

Na Saskiej Kępie rośnie topola biała, znajdująca się od jakiegoś czasu na liście warszawskich zabytków przyrody. Z roku na rok jest jej jednak coraz mniej i nie wiem jak Was, ale mnie to przygnębia niemal tak samo, jak śmierć człowieka. Może dlatego, że w literaturze drzewo pojawiało się zawsze w kontekście takich dodatkowych znaczeń, jak poczucie samotności, walka o przetrwanie, słabość wobec siły natury. Drzewo zawsze przegrywało z czasem. Jak człowiek. 

Zdjęcie zrobione latem 2005 (pochodzi z Wikipedii), w lipcu 2018 i marcu marca 2019.

Czytaj dalej „Przemijanie/ Passing away”

Fasola na rozdrożu:)/ Bean at the crossroads

Nie Jaś Fasola:-)

Taka prawdziwa, żywa, teraz już pięknie wspinająca się po zainstalowanej podpórce. W środku Warszawy, przy ogromnym skrzyżowaniu dróg, z przechodzącym obok codziennie tłumem przechodniów. Zresztą nie tylko fasola, również kapusta, zboże, tymianek, kartofle, jarmuż, pomidory, słoneczniki.

Pomysł hodowli czegokolwiek w takim ruchliwym i odymionym metalami ciężkimi miejscu mnie zdziwił i szczerze mówiąc na początku trochę rozśmieszył, ale pomyślałam sobie, „O co Ci chodzi Caffe?”, „No, co Cię tak zdumiewa?”. Przecież wystarczy sobie przypomnieć film „Daleko od szosy”. Pamiętacie, jak Leszek mieszkający już na stałe w Łodzi (Paweł mi uświadomił, że to byla Łódź a nie Warszawa, dziękuję Ci za to ślicznie, więc poprawiłam), pojechał z synkiem do matki na wieś? No i ten synek wołał do kaczek „hau hau”, lub do kurek „muu, muu”, czy coś w tym rodzaju. Bo to dziecko nigdy wcześniej nie widziało wiejskich zwierząt! A przecież to film sprzed 40 lat. Współczesny mały mieszczuch sądzi, że mleko jest z biedronki, kotlecik z fabryki, a fasola z żabki. Inna sprawa, że ten schab czy szyneczka, są tak nafaszerowane chemią, że rzeczywiście można je uznać za produkt fabryczny, ale to jest zupełnie inny temat. Tak czy siak, dopóki się maluchowi nie wytłumaczy, żyje w niewiedzy, czasem jego edukacja oparta jest o zdjęcie w książce. Tu miał to wszystko podane namacalnie i naocznie. Fajna rzecz.

W każdym razie, rozumiem zamysł organizatorów tej hodowli. Każdy mógł zobaczyć co jest czym, już na poziomie wzrostu łodyżki i wszystko zostało pięknie podpisane. No dobra, może na początku było pięknie opisane, bo potem w magiczny sposób karteczki albo poznikały całkiem, albo roślinom nadano nową nazwę (jak w przypadku ziemniaków:-).

Jeszcze tylko moja mała reminiscencja pod wpływem widoku prawie dojrzałego zboża. Kiedy będąc dzieckiem jeździłam do babci na wieś, to takie właśnie łany zbóż można było zobaczyć na polach. Słomkowa barwa dojrzewającego zboża poprzetykana czerwienią maków, błękitem chabrów i jeszcze liliowym kolorem polnej wyki, które się wysiały pomiędzy kłosami. I można sobie tak było iść polnymi ścieżkami i mieć wszystko w d…pie i cieszyć oczy feerią barw.

***

But not Mr. Bean 🙂

Such a real, alive, now climbing beautifully after the installed support leg. In the middle of Warsaw, at a huge crossroads, with a crowd of passers by passing every day. Besides, not only beans, also cabbage, grain, thyme, potatoes, kale, tomatoes, sunflowers.

The idea of breeding anything in such a busy place, generating a lot of metal surprised me, and to be honest it made me laugh a little at first, but I thought, „Why are you surprise, Caffe?”, „What is so strange for you?” After all, it’s enough to remember the movie „Far from the road.” Do you remember how Leszek, already living in Warsaw, went with his son to his mother still living at the countryside? Well, this son talked to the ducks „hau hau”, or to the cock „muu, muu”, or something like that. Because this child has never seen rural animals before! And this is a movie made 40 years ago. On present day small townspeople think that milk is from a ladybug (in Polish called „biedronka”, and this is also the name one of the largest discount supermarket chain in Poland), a chop from a shop (or factory), and a bean from a frog (in Polish called „żabka”, and this is also the name the second discount supermarket chain in Poland).

The other thing is that this pork chop or ham is so stuffed with chemistry that it can really be considered a factory product, but that’s a completely different topic. Anyway, until he can explain himself to a toddler, he lives in ignorance, sometimes his education is based on a picture in a book. Here he could experience everything in palpation way and visually. Ingenious.

In any case, I understand the intention of the organizers of this breeding. Everyone could see what is already at the lowest level of stalk growth, everything has been beautifully signed. Well, at the beginning it was beautifully described, because later on the cards or disappeared quite, or the plants were given a new name (as in the case of potatoes :-).

And now, in conclusion, my small reminiscence under the influence of almost ripe cereal rye. When I was a child, I used to went to my grandma’s, to the country, when you can see beautiful ryes in the fields. The straw color of the ripening cereal, interspersed populated with red poppies, blue cornflowers and still lilac color of field vetch. And it was possible just to go for walk accross those paths and have everything in the ass, and enjoy the eyes with a feast of colors.