Nadchodzi ciepło / Warm days are coming

Mam nadzieję, że już wkrótce będzie na tyle fajnie, że w końcu pojadę do pracy rowerem, a nie hulajnogą. Hulajnoga jest super, ale chodzi o to, aby było nie tylko dla ducha (hulajnoga to niezła zabawa), ale też dla ciała. Tym bardziej, że już dawno temu zostaliśmy zaproszeni na wesele, ale dopiero teraz wiemy na pewno, że wesele będzie, więc trzeba się wylaszczyć i zadbać o formę;-) 

Poza tym, uznaliśmy w firmie, że po naprawdę pracowitych, ciężkich, stresujących miesiącach pandemii, należy nam się urlop, więc zamierzam już niedługo zaszyć się na prawie dwa tygodnie, nad jednym z lubelskich jezior. Stąd też tytuł notki, trochę zaklinam pogodę, ale rozumiecie, że pogoda nad polskim jeziorem to sprawa kluczowa:-)

Poza tym, przyznam się Wam z lekkim oporem (bo wiem, że wiele osób ucierpiało), że dla mnie okres odosobnienia był jednym z fajniejszych w ostatnim czasie. Wykorzystałam ten czas na maksa i teraz jakoś rzadziej myślę o nowych przypadkach, śmierci, zagrożeniu, a częściej optymistycznie patrzę w przyszłość. Ale to chyba dobrze, prawda?:-)

Czytaj dalej „Nadchodzi ciepło / Warm days are coming”

Wczoraj na przejażdżce rowerowej / Yesterday on a bike

Zrobiliśmy 22 km, wieczorem bolały mnie kolana, ale umysł był zrelaksowany i wolny od wszystkich covidów tego świata. Było ciepło, słonecznie, złapałam trochę witaminy D3, a poza tym, takie pierwsze po okresie jesienno-zimowej stagnacji, obwąchiwanie starych kątów, sprawia mi zawsze najwięcej frajdy.

Czułam się trochę jak Tancerka, wolna i szczęśliwa, z dłońmi uniesionymi w rytmicznym szale, a trochę jak Syrenka, zakneblowana i z niepokojem, ale odważnie, patrząca w przyszłość.  Takie tam analogie;-)

Poza tym uważam, że najpiękniej normalność udaje natura, prawda?

wp-15880202039858568331217969843737.jpg

wp-15880202041652258671680382611789.jpg

wp-15880623630753264756686384892199.jpg

Czytaj dalej „Wczoraj na przejażdżce rowerowej / Yesterday on a bike”

Miesiąc temu/ A month ago

Dokładnie miesiąc temu, przez bardzo krótki moment, w Warszawie było tak.
Wklejam, bo może ktoś już zapomniał jak wygląda śnieg śnieg:)

wp-15828132094068228885322713435248.jpg

For a very short moment, exactly a month ago, it was in Warsaw. I paste for those who have already forgotten what the snow looks like 🙂

Rude w akcji / Redhead in action

Słońce obudziło mnie promieniami słońca, jakby zupełnie nie pamiętało, że jeszcze kilka dni temu przysłaniał je cywilizacyjny smog, na przemian z chmurami deszczu. Rowery miejskie już zaparkowały przy Placu na Rozdrożu, i trwają w radosnym (naprawdę!:-) oczekiwaniu. Na rowery czekałam, bo one mi niesamowicie ułatwiają życie w Warszawie, kiedy potrzebuję szybko dostać się z miejsca na miejsce, a komunikacja nie uwzględnia drogi na skróty. 

Wiewiórki szaleją w Ujazdowskim, urządzając sobie gonitwy, jeszcze ciągle bezlistnymi, konarami drzew. 

I tak naprawdę dopiero teraz mogę powiedzieć, że mamy w mieście wiosnę, nawet jeśli nie jest to wiosna kalendarzowa:)

A także, że sezon na poranne spacery uważam za otwarty.

Miłego dnia!!

PS.  A ja niezmiennie zapominam, że powinnam nagrywać filmy w poziomie:(
Czy ktoś z Was zna program/aplikację, do przycinania tych czarnych boczków?

Czytaj dalej „Rude w akcji / Redhead in action”

Kto głośniej / Who louder?

Wiosna!!

Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, czy wiosna nadchodzi, czy nie, to mam dwa dowody na tak. Pierwszy, to moja nasilająca się alergia. Im bardziej mnie drapie w gardle (a drapie!:), tym więcej pyłków w powietrzu, a drzewa pylą na wiosnę. Immunoterapia, którą zaczęłam 5 miesięcy temu, znacznie złagodziła objawy, ale jakieś nadal pozostały. Odczulanie to niestety proces kilkuletni, więc nie oczekuję cudów od razu, ale jednocześnie nie tracę nadziei, że pozbędę się tego draństwa na tyle, by spokojnie oddychać. I spać:-)

Drugim dowodem jest filmik, który nagrałam wczoraj w centrum Warszawy. Na Marszałkowskiej jest zwykle taki tam hałas, że nie słychać dzwoniącego telefonu, ale maluchy szalejące wśród gałęzi krzewu rosnącego przy hotelu Novotel, zagłuszyły nawet samochody 🙂

Czyż nie są słodkie?

PS. Wstawiłam nowy filmik, tym razem nakręcony nieco wcześniej. I dopiero teraz wyraźnie widać, że to NIE SĄ WRÓBLE:))) Kto wie co to za jedne?

Czytaj dalej „Kto głośniej / Who louder?”

Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal

W ubiegłym tygodniu w Warszawie, CBA zatrzymało tureckiego biznesmena, który wręczał łapówkę warszawskiemu urzędnikowi. Urzędnika oczywiście też zatrzymano.

Jak się okazuje biznesmen całymi latami pośredniczył w nielegalnym załatwianiu urzędowych spraw i skrupulatnie zbierał tzw. haki, dokumentując cały proces. Miał wersje papierowe, nagrania, nośniki danych. Świat warszawskich oficjeli zatrząsł się w posadach, bo raczej oczywiste jest, że w tych zbiorach będzie dużo ciekawych informacji i prawdopodobnie nie tylko o burmistrzu dzielnicy Włochy. Domino pójdzie w ruch!

Śmieszne jest to, że obaj mężczyźni nie przyznają się do winy i odmawiają składania wyjaśnień (choć są dowody), a mniej śmieszne, że kolejny raz, zarabiając z całą pewnością nie mało, urzędnik państwowy wybrał korupcyjne „więcej”.

Czy Was nie smuci że wiele lat temu wpuściliśmy do Polski obcy kapitał, (działalność biznesmena sięga w naszym kraju końca lat 90), i że ludzie, którzy nie są emocjonalnie związani z krajem, czy miastem, decydują o jego planach?

Naprawdę czasem żałuję, że nie obowiązuje u nas prawo średniowieczne, gdzie za kradzież groziło obcięcie ręki. Ciekawe co byłoby za korupcję?

Czytaj dalej „Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal”

Aleje Ujazdowskie

Kiedyś sobie to tylko wyobrażałam, a teraz doskonale rozumiem dlaczego Warszawiacy uciekają poza granice miasta i tam właśnie kupują działki, domy, mieszkania, stamtąd prowadzą swoje biznesy, tam organizują punkt dowodzenia.

Pracuję na ulicy Wiejskiej, więc z jednej strony graniczę z teatrzykiem sejmowym, którego nieodłącznym elementem są strajki, protesty, zgrupowania, wiece i przemowy, z drugiej zaś słyszę odgłosy z Alej Ujazdowskich. Alejami właśnie, kilka razy dziennie, czasem kilkanaście do kilkudziesięciu w tygodniu (w zależności od wydarzeń państwowych i politycznych) przejeżdża na sygnale kawalkada policyjnych samochodów, pilotując ważne osobistości od Krakowskiego Przedmieścia do Belwederu, i z powrotem. Jeśli do tego dodamy karetki, czasem straż pożarną, motory oraz zwykle odgłosy miasta, powstaje kakofoniczny mix, który na pewno przeszkadza w codziennym życiu.:-)

Naprawdę współczuję ludziom, którzy nadal tu mieszkają.

Czytaj dalej „Aleje Ujazdowskie”

Nareszcie!!/ Finally!!

Urlop rozpoczęty!!

Będzie mnie teraz trochę mniej, a już na pewno nie będzie notek. Może jedynie jakieś zdjęcia z podroży, czyli tzw. notki „w obiektywie”. Jeśli wydarzy się coś super ciekawego, opowiem Wam o tym po powrocie. Ze szczegółami ;-))))

Tymczasem Lublin – przystanek pierwszy 🙂

20141011_153223-effects-1200x675541404385971615273.jpg

Z moim ukochanym Lublinem kojarzy mi się jeden z bardzo starych wpisów, jeszcze z 2012 roku. Mieszkałam już wtedy w Warszawie, ale ciągle tęskniłam, za rodziną, domem, przyjaciółmi, za lubelskimi uliczkami, swojskością, klimatem Starego Miasta, za moim własnym mieszkaniem. Ja się naprawdę bardzo długo zadomawiam:-)

Napisałam wtedy tak:

Czasem wystarcza mi sama świadomość, że On gdzieś tam jest, że mogę do niego wrócić. Taki mój, ciepły, dobry, z otwartymi ramionami, w które mogę się wtulić i wypłakać, kiedy dopadnie mnie pogodowo-depresyjna nostalgia. Nie odtrąci mnie, nie wyśmieje, nie zdradzi. On jeden wie o mnie wszystko, wyczuwa nastrój, myśli i pragnienia.
Był przy mnie, kiedy podejmowałam błędne życiowe decyzje. Milczał, nie skarżył się, nie robił wymówek. Patrzył w oczy z lekkim smutkiem, bo wiedział już to, czego ja jeszcze zupełnie nie rozumiałam. I nie zatrzymał mnie, kiedy wyjeżdżałam, nie licząc się z jego uczuciami. Roztopiona we własnych marzeniach egoistycznie myślałam tylko o sobie, a przecież powinnam była wiedzieć, że to bez niego nie potrafię żyć.
A On?
Cóż, nie chciał mnie ograniczać. Cierpliwie czekał.
To musi być miłość.
PS. Ktoś mi ostatnio powiedział, że nie odcięłam pępowiny i wzdycham do Lublina jak jakaś głupia. No nie odcięłam, albo nie umiałam, albo się nie dała.

I wiecie co? Mimo tego post scriptum, wiele osób nie zrozumiało, że pisałam o Lublinie.
No i wtedy przez blog przetoczyła się fala hejtu. Takie to były czasy:-))

20190804_181854-1209x16128743041521737790196.jpg

Czytaj dalej „Nareszcie!!/ Finally!!”

Przemijanie/ Passing away

Na Saskiej Kępie rośnie topola biała, znajdująca się od jakiegoś czasu na liście warszawskich zabytków przyrody. Z roku na rok jest jej jednak coraz mniej i nie wiem jak Was, ale mnie to przygnębia niemal tak samo, jak śmierć człowieka. Może dlatego, że w literaturze drzewo pojawiało się zawsze w kontekście takich dodatkowych znaczeń, jak poczucie samotności, walka o przetrwanie, słabość wobec siły natury. Drzewo zawsze przegrywało z czasem. Jak człowiek. 

Zdjęcie zrobione latem 2005 (pochodzi z Wikipedii), w lipcu 2018 i marcu marca 2019.

Czytaj dalej „Przemijanie/ Passing away”