U weterynarza z Bajtem zwanym potocznie Buniem/ At the vet with Byte, commonly called Bunio

Wizyta poprzedniego pacjenta trochę się przedłużała, więc czekałam grzecznie na swoją kolej. To znaczy ja grzecznie, a Bunio niecierpliwie:-). A w kolejce, jak to w kolejce, ludzie z nudów stają się rozmowni, bardziej wylewni, mówią chyba znacznie więcej, niż powiedzieliby w innych okolicznościach. Przede mną czekała na swoją kolej starsza pani z kotkiem, pięknym brytyjczykiem, na którego od razu zwróciłam uwagę. Wspaniałe umaszczenie, dokładnie takie, jakie chciałabym, żeby miał mój przyszły kot, a którego prawdopodobnie nigdy nie będę mieć ze względu na wspomnianą w poprzednich notkach alergię:-(. No, ale właśnie ta właścicielka, tak od słowa do słowa trochę zaczęła opowiadać, że lubi zwierzęta, że to nie pierwszy kot, że wcześnie był także w domu pies, ale że tylko ona się nim zajmowała, wychodziła na spacery, dbała o niego. No a teraz ma kota, ale wolałaby w swoim życiu 10 kotów, niż jednego człowieka. Zanim lekarka zaprosiła ją do gabinetu, zdążyła jeszcze powiedzieć:

– Proszę pani, ten kot to jedyne stworzenie w moim domu, które nigdy nie wyrządziło mi krzywdy.

I tak sobie myślę, że to jedna ze smutniejszych rzeczy, jakie ostatnio usłyszałam.

wp-15528249671674999064244971247308.jpg

Bajt zestresowany na wadze.

Jego serce jest w lepszym stanie, pani doktor była naprawdę zdziwiona, stwierdziła, że to pierwszy pacjent chorujący na kardiomiopatię w jej karierze, któremu zmniejsza dawkę leku. To nie znaczy, że jest zdrowy, po prostu trochę mu się poprawiło i z tego trzeba się cieszyć. Jest też jednak niepokojąca kwestia, Bajt znowu schudł, za dużo w ostatnim czasie:-(

Czytaj dalej „U weterynarza z Bajtem zwanym potocznie Buniem/ At the vet with Byte, commonly called Bunio”

Trochę o życiu w Gambii

Ostatnio, a można zaryzykować stwierdzenie, że codziennie, oglądam filmiki zamieszczone na stronie pewnej kliniki weterynaryjnej z Gambii (TU), na którą trafiłam zupełnie przypadkowo i bardzo się cieszę, że trafiłam. Od tamtej pory przeczytałam wszystko, co na stronie zostało umieszczone, poznałam personel, obejrzałam filmiki, a potem zasubskrybowałam kanał youtubowy (TU).

Stronę prowadzi doktor Michael z Niemiec (dopisek z 16.07.2018 – dr Micha już zakończył współpracę z Kliniką, aktualnie stronę prowadzi dr Florian Reichert), który nagrywa swoje operacje, rejestruje codzienne, wcale niełatwe, życie zespołu, ich pracę, opisuje typowe dla gambijskiego środowiska przypadki. Stąd tak wiele filmów porusza temat TNR, cardylobii, ciągle jeszcze kopiowanych uszu czy ogonków. W Gambii cięcia są robione w sposób nieudolny, domowymi sposobami, w zasadzie okaleczając zwierzaka. Pies cierpi w czasie „zabiegu” i rekonwalescencji (bo domorosły operator robi to na żywca i nie podaje środków przeciwbólowych), a potem wygląda jakby mu te uszy poszarpał zębami inny pies.

Klinika prowadzi akcję TNR (Trap-neuter-return), po polsku Złap-Wykastruj-Wypuść, która początkowo dotyczyła tylko kotów, ale teraz prowadzi się je również dla psów, nad których populacją niektóre kraje muszą zapanować. Procedura obejmuje wyłapywanie piesków (i kotów) w danej okolicy, ich sterylizację / kastrację, identyfikację wykastrowanych zwierząt poprzez znakowanie uszu, szczepienie, odpchlenie, odkleszczanie i wypuszczanie z powrotem na znane terytorium. W miarę możliwości, zabierane są oswojone zwierzęta (młode i dorosłe), które mają szansę na socjalizację i znalezienie domów.

Poza tym doktor Michael przemyca informację o gambijskim życiu, i te filmiki są równie ciekawe, jak przypadki weterynaryjne (np. TU). Pewnie nigdy nie będę w Gambii, więc chociaż w taki sposób trochę ją poznam. Można zajrzeć nawet do domu Fatou Conta (pracuje w klinice jako pielęgniarka), która dopiero od niedawna ma zreperowany dach i światło (sic!). To drugie tylko dlatego, że na skutek akcji zorganizowanej przez doktora Martina w internecie, zebrała potrzebne pieniądze i kupiła kolektor słoneczny. To zupełnie inny świat, życie którego my sobie nawet nie wyobrażamy. Wspomniana Fatou mieszka 18 km od kliniki i może się do niej dostać tylko korzystając z grzeczności tych, którzy dojeżdżają do miasta samochodem. Nie wiem czy narzeka na swoje życie, na filmach widać uśmiechniętą, wydaje się, że szczęśliwą kobietę. BTW, w Gambii (albo w tym konkretnym miejscu) co druga kobieta ma na imię Fatou, ale jeśli obejrzycie stronę Vet Clinic Gambia tak szczegółowo jak ja, będziecie wiedzieć, która jest która:-)

Bywają sytuacje smutne, gdy trzeba na przykład uśpić pieska, usunąć kończynę, lub gdy pacjent trafia na stół z powodu niewłaściwego traktowania przez człowieka. Bywają obrzydliwe, gdy usuwane są ze zwierząc robaki. Bywają też jednak zabawne, jak ta poniżej.

Jeśli natomiast ktoś z Was ma wolne zasoby finansowe, to klinika zawsze potrzebuje pieniędzy na swoją działalność. Warto ich wesprzeć, bo tam naprawdę każdy grosz się tam liczy (nr konta TU).