Zostałam upupiona

Brałam ostatnio zastrzyki. Domięśniowo.

Nie powiem, żebym była przeszczęśliwa, ponieważ bolesne cholery strasznie, ale nie o to, nie o to…

Głównie zaś o to, że zlecono mi dwa różne specyfiki, które miałam przyjmować raz dziennie przy okazji tego samego pojawienia się w gabinecie zabiegowym.

Pierwsze zastrzyki przyjmowałam w większym mieście i dowiedziałam się, że:

  • po pierwsze – nie wolno przyjmować zastrzyków na stojąco, a ja tak zawsze wolałam, bo właśnie na stojąco łatwiej mi było przyjąć pozycję wyluzowaną i odczuwałam mniejszy ból. Teraz trzeba leżeć.
  • po drugie – nie wolno aplikować dwóch zastrzyków w ten sam pośladek!

No i o ile „po pierwsze” jestem w stanie zrozumieć, bo w trakcie przyjmowania zastrzyku pacjent może zemdleć, upaść na podłogę i na przykład rozbić głowę, o tyle „po drugie” mnie zadziwia.

Dlaczego nie można stosować dawnej zasady przemienności wystawianych pośladków? To znaczy jednego dnia wkłuwać się w jeden, drugiego w drugi, żeby każdego dnia inny odpoczywał? Dlaczego przyjmując dwa różne leki trzeba zostać dwa razy ukłutym? Dorosły to jeszcze może zniesie, ale małe dziecko? Czy nie można aplikować nowego leku zmieniając strzykawki, ale pozostawiając w ciele igłę? Częstsze wbijanie igły zwiększa chyba ryzyko powstawania zrostów (o ile dobrze pamiętam)?

Nigdy nie słyszałam o żadnych komplikacjach wywołanych aplikacją różnych zastrzyków w to samo miejsce, a najśmieszniejsze, że pielęgniarka, nie pierwszej zresztą  młodości, też o tym nie słyszała.

Ostatnią serię zastrzyków przyjęłam w mniejszym mieście, do którego nowe procedury jeszcze nie dotarły, mogłam więc wybrać: leżeć czy stać, no i zostałam ukłuta tylko raz.

Jak to cudownie, że do niektórych polskich miast Unia Europejska jeszcze nie dotarła.