Walka o przetrwanie

Ten tydzień był, a właściwie przez najbliższe 8 godzin ciągle jest, prawdziwą walką o przetrwanie.

Nie mam grypy. Wiem, bo wczoraj w końcu wybrałam się do lekarza. Będąc przekonana, że zaraziłam się od męża (i na pewno tak było, tyle że ja mam nieco lżejszy przebieg), leczyłam się tym, co on, tj. coldrexem i witaminami. Pan doktor stwierdził, że to bardzo dobrze i że na tym poprzestać. Nadal jednak mam okropny kaszel i to ten, którego nie lubię najbardziej (o ile w ogóle jakikolwiek można lubić), suchy, drażniący, napadowy, dlatego jedyny lek, który dostałam ponad to co biorę, to uwielbiany przez młodzież thiocodin. Listek, btw. wiecie, że jednorazowo się więcej w aptece nie kupi? Na pewno wiecie.

Mi ten listek wystarczy na 5 dni, oni (młodzież) potrzebują dwóch lub trzech naraz.

Ale to temat na inny post.

W związku z tym, że jest to lek opioidowy, liczyłam na lekką fazę, która sprawiłaby, że dzień stanie się znośniejszy, tymczasem rozbolała mnie głowa, zrobiło mi się niedobrze i w ogóle jest do dupy.

Jak tu iść do pracy?

Reklamy

A jednak…

Tak się nie da.

Nie daję rady.

Może już nie potrafię….

Ola zniechęcona brakiem entuzjazmu też milczy.

Ale nikt mi nie może zarzucić, że nie próbowałam:)

Tylko, że teraz muszę pożyć w świecie realnym:))

Tylko realnym.

8 lat!!!!

Dzięki Wam zrozumiałam wiele ważnych kwestii, dlatego dziękuję. Bardzo dziękuję!!

I do zobaczenia!

Wrócę!!

Kiedyś na pewno wrócę!:))

PS. E-mail znacie, zawsze chętnie odpowiem:))