Stało się

Ziemia pogrążyła się w ciemności.

Facebook i instagram uległy awarii!

Jak w obliczu takiej tragedii żyć?

No jak żyć panie Prezydencie?

Reklamy

Przemyślenia

Zbliża się dosyć ważne firmowe wydarzenie, które zwykłym trafem okoliczności wypadnie akurat w Dzień Kobiet.

Koincydencja li tylko, jednak będzie wymagać ode mnie mimo wszystko trochę więcej zabiegów. Również kosmetycznych. Zwłaszcza kosmetycznych:-)

W związku z tym zadaję sobie, typowe w takich sytuacjch, egzystencjalne pytanie.

Hybryda, czy zwykły lakier do paznokci?

Bez siniaków

Trzecia przeczytana książka w tym miesiacu i trzecia
poruszająca temat przemocy domowej wobec kobiet.

Statystyki są zatrważające, dlatego cieszę się, gdy mówi się
o tym otwarcie, a jeszcze bardziej, gdy mówią mężczyźni. To daje nadzieję, że
sk……nów podnoszących rękę na żonę/przyjaciółkę/kochankę/córkę będzie mniej.

Niemniej jednak, jeżeli prawdą jest, że w ciągu roku od 700
tysięcy, do prawie miliona Polek doświadcza takiej przemocy, a tygodniowo w jej
wyniku giną trzy kobiety*, to mi się nóż w kieszeni otwiera. Żeby zobrazować
skalę tego procederu: ponad 700 tysięcy mieszkańców posiada np. Kraków.
Wyobraźcie sobie, że nagle, jednego dnia ten wypełniony kobietami Kraków staje się polem bitwy. Widzicie to? A przecież nikt nie robi statystyk, jak długo danego dnia trwa atak agresji. Może to być jedno uderzenie lub kilkugodzinne znęcanie się.

Dlatego dobrze, że autorzy książek biorą ten temat na
tapetę. Jest ważny, ktoś złośliwy napisałby, że obecnie również bardzo nośny, ale to nic. Niech twórcy zarabiają, a ustawodawcy główkują, jak zaradzić przemocy. Zawsze jednak mam obawy, że opis drastycznych scen
wyzwoli u niektórych mężczyzn obszary mózgu do tej pory były uśpione, które może takimi by pozostały, gdyby nie
przeczytany tekst (w innych przypadkach obejrzany film). Że pod wpływem poruszającego bodźca, budzi się w człowieku agresor. W dodatku dostaje gotowy przepis: jak chcesz uderzyć, to bij w taki
sposób, żeby nie pozostawiać śladów, a inaczej, jeśli chcesz, żeby bardziej
bolało. Przepis, w jaki sposób skutecznie odizolować żonę, żeby nie miała szansy się poskarżyć, a nawet, jak grać przed otoczeniem rolę kochającego mężusia. Dokładne metody można przecież wyguglać.

I nie twierdzę, że w związku z tym trzeba przestać pisać, czy produkować filmy, wręcz przeciwnie. Trzeba mówić o bolączkach współczesności jak najwięcej, ale jednocześnie należy pamiętać, że przemoc, nawet ta obejrzana, czy wyczytana, może zrodzić przemoc. Oraz, że pisanie o przemocy, a epatowanie nią to dwie różne kwestie.

* Chętnie
napisałabym co to za autor, ale nie chcę spoilerować. Kwestia przemocy wypływa
w tej książce dopiero po kilku rozdziałach.

Gertruda

Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o Gertrudzie von Hohenberg?

O królowej Niemiec, która zmarła dokładnie 737 lat temu i uwaga……. urodziła królowi 10 dzieci!

Na moją kobiecą wyobraźnię ta liczba działa niczym malarstwo naturalisty D.R. Knighta na dziewiętnastowiecznych Paryżan.

10 porodów! ! 10 ciąż! 10 niepewności i stresu, czy dziecko będzie zdrowe!

Okej, wiem, że tak liczne rodziny zdarzają się nawet dzisiaj, ale po pierwsze bardzo rzadko, po drugie, mamy lepiej rozwinięty system opieki medycznej. Policzyłam, że okres prokreacji trwał u Gertrudy 25 lat, ostatnie dziecko urodziła jako 51-latka. W dzisiejszych czasach to późny wiek, a w tamtych, to tak, jakby rodziła emerytka. Król musiał ją bardzo kochać. Ostatnie dziecko zmarło przy porodzie, może właśnie z powodu wad rozwojowych, które bywają skutkiem późnego wieku matki. Zastanawiam się, czy ta śmierć wpłynęła na brak kolejnego potomka czy raczej organizm królowej w końcu przeszedł w stan menopauzalnego spoczynku?

Prawdopodobnie to drugie, no ileż można 🙂

Prawdopodobnie, bo jednak w XIII wieku, (ale przecież jeszcze i długo, długo po nim), kobieta większego wyboru nie miała, zdawała się na naturę i skuteczność odwiedzin męża w alkowie. A potem było dziecko albo nie.

Gertruda przeżyła śmierć dwójki z dziesięciorga swoich dzieci, a zmarła, kiedy najmłodsze miało dziesięć lat. Na szczęście nie doczekała śmierci swojego pierworodnego syna, które zabił jego bratanek. Polityka to bagno. Nie dowiedziała się, że drugi jej syn utonął, gdy jego łódź rozbiła się podczas podróży Renem. Nie była też świadkiem śmierci córki, która w ciągu 10 lat urodziła 10 dzieci. Można powiedzieć, że w tym była lepsza od matki, co rok prorok, ale tak wycieńczyła organizm, że zmarła w wieku 26 lat. Wyobrażacie sobie 26-letnią matkę dziesięciorga dzieci? Brzmi strasznie.

A mąż Gertrudy, król Rudolf I ? Trzy lata później ożenił się po raz drugi. Gertruda i Rudolf spoczęli w osobnych grobach, w zupełnie innych miastach, a nawet w zupełnie innych państwach. Czy ktoś mi może wytłumaczyć dlaczego?

Scenka rodzajowa czyli prawie kosmiczna historia

Wczoraj wybrałam się „na miasto”.

Zanim ktoś mi napisze „a co, na wsi mieszkasz?”, „Warszawa, to nie miasto?”, „a Ty to daleko masz?”, tłumaczę.

Wychodząc z domu, żeby połazić po sklepach, coś załatwić, czy spotkać sie z przyjaciółmi, Lubelak powie „jadę do miasta”. Warszawiak do Centrum, ale w Lublinie jeśli Centrum, to tylko Kongresowe. Jakaś taka zaszłość historyczna, czy coś.

Wracajac do tematu, pojechałam załatwiać sprawy firmowe, ale zupełnie nie do Centrum!

To był Kosmos!!

Zobaczcie zresztą sami:-)

Uwielbiam dni, kiedy mogę ruszyć się z biura, to kolejny plus nowej pracy.

Takich wycieczek krajoznawczych miałam ostatnio kilka, ale wczorajsza była wyjątkowa. Patrzyłam zachwycona, nie zwracając uwagi na plusiasty śnieg i przemarznięte dłonie.

Albo achitekt ma ogromną wyobraźnię, albo naoglądał się Gwiezdnych Wojen. Tak czy siak, muszę pojechać na Ilżecką, jak zrobi się ciepło i zielono.

To dopiero będzie nieziemski widok!

Z kim ten weekend?

Wczoraj zaszalalam z e-bookami. Mam kilka fajnych książek, fajnych, sprawdzonych autorów.

I dylemat, od której zacząć? 🙂

Pięciu naraz czytać będę, chociaż wiem, że niektórzy tak robią. Ja nie mam w zwyczaju, nie potrafię, gubię się wtedy i mylę fakty.

Wystarczy mi moja historia sprzed kilku lat. W tv lecial jakiś polski film. Jak włączyłam już trwał, wiec tak tylko rzucałam okiem. No dobra, może nie byłam zbyt skupiona. W każdym razie, w przerwie poszłam zrobić herbatę, a kiedy wróciłam nie mogłam zrozumieć, dlaczego główny bohater jest z inną kobietą, zachowuje się dziwnie i ma wasy. Jak wychodziłam nie miał! Okazało się, że mój mąż w tym czasie, gdy byłam w kuchni przełączył kanał na jakiś inny i tak się akurat złożyło, że grał ten sam aktor, chyba nawet kilku. Wiecie jak to jest, Karolak, Wieczorek i Wieczorkowski są wszędzie! Nie przeszkadza mi to jakoś strasznie, ale przez dobrą chwilę patrzyłam i główkowalam „k…, o co chodzi?”:-)

Wiec z całą pewnością podobnie byłoby, gdybym czytała kilka książek jednocześnie.

Tak więc pytanie powraca: z kim mam spędzić ten weekend? 🙂

Dzień pączka czyli zapusty

No i mamy dzień objadania się pączkami! Ja jestem już po pierwszym.

Drugiego nie będzie:-)

Dieta nie pozwala, zwłaszcza że mój organizm w końcu zaczął współpracować i chudnie. Postaram się mu nie utrudniać nawet takimi pysznościami.

Ale Wy jedzcie, to przecież zapusty, ostatni tydzień na karnawałowe szaleństwa, na pewno w tańcu spalicie:-)

Dziwne, ale odkąd pamiętam, zawsze zapominałam o tłustym czwartku, i potem jak zima drogowców, byłam zaskakiwana pączkową dostawą.

Dzisiaj stało się inaczej. Wysiadłam z autobusu, a tu taki widok!:-)

Jak za komuny, co?:-)

No i kupiłam!

„I tak się trudno rozstać…”

Przeczytałam dzisiaj w Onecie artykuł psychoterapeutki na temat, ogólnie rzecz ujmując, przebywania w związku. Motywów bycia z drugim człowiekiem, wspólnego mieszkania i zakładania rodziny. Pomyślałam, niby to takie oczywiste sprawy, a jednak mechanizmy nie do końca zrozumiałe. Bo jeśli dwoje ludzi połączy miłość, to jasne. Najpierw motylki w brzuchu, kolacyjki i kwiaty, potem dojrzałe, głębokie uczucie.
Co natomiast skłania ludzi do trwania w związku, gdy miłość zmieniła się w nienawiść?
No i otóż okazuje się, że nienawiść, czy wszelkie negatywne uczucia, też mogą stanowić spoiwo związku! „Na dobre i na złe” nabiera w tym momencie podwójnego znaczenia:-) Ale może po doświadczeniu wielu domowych kłótni, większych i mniejszych uszczypliwości, gdy już się przestanie liczyć na poprawę relacji, niektórzy wchodzą w taki sam układ, jaki w wersji humorystycznej mogliśmy oglądać w Samych Swoich? Lepszy swój wróg, ale własny, lepsza kobieta, która wkurza, ale wiadomo czego się po niej spodziewać. Następna może przecież, po krótkim okresie euforii, nie wywoływać żadnych emocji. Nuda!

Psychoterapeuci mówią, że właśnie dopiero obojętność sprawia, że decydujemy się odejść. Gdy całkowicie wygasną wszystkie uczucia, zarówno te pozytywne jak i negatywne.
Póki jest nienawiść, buzują hormony niczym w małżeństwie państwa Rose, trwa zacięta walka, na słowa, czyny i złe spojrzenia, ale wszystko to ciągle pod jednym, wspólnym dachem.

I nawet ostentacyjnie rozstanie nie jest wtedy rozstaniem, tylko orężem w walce o to kto pierwszy się złamie i okaże słabość, kto kogo przetrzyma, kto wygra bitwę. Nie wojnę, bo wojna toczy się do końca.

Czy rzeczywiście lepsza bitwa niż  ocean obojętności?

 

Sorrryyyy

Tych wszystkich, którzy od piątku są spamowani notkami z Bloga Caffe, szczerze przepraszam. Nie mam z tym nic wspólnego. Bezpośrednio nie mam.

Pośrednio trochę tak.

Jak wiecie miałam problem z przeniesieniem treści z platformy Onetu, więc poprosiłam o pomoc wsparcie zespołu WordPress. Okazało się, że to większy problem, dwa tygodnie czekałam na efekty, ale udało się. I w tym miejscu gorące podziękowania dla Bena i Gemmy, którzy niezwykle sprawnie i w dodatku w całości (a było tego trochę) przenieśli mnie w nowe miejsce.

Dear Gemma and Ben, thank you very much for you proffesional support. You are the best!
Without your help, my notes from blog.pl would not be archived, and 10 years of being a blogger would go into the virtual space.:-)

smiley-saying-thank-you

Niemniej jednak całe to zamieszanie sprawiło, że 550 notek zaczęło się cyklicznie pojawiać na Waszych facebookowych tablicach. Sorrryyy!! Nie potrafiłam tego zatrzymać i podejrzewam że jeszcze przez chwilę te notki będą „schodzić”, ale potem nastąpi błoga cisza. Obiecuję:)

Będą się natomiast pojawiać bieżące wpisy, ale przecież ostatnio jakiegoś oszałamiającego wysypu nie ma. Póki co.

I naprawdę rozumiem tych, którzy nie wytrzymali i usunęli Blog Caffe z ulubionych, może zrobiłabym tak samo:-)

Bez kolejek do kasy, bez gotówki

ale z kasą na koncie i aplikacją mobilną. Tak działa nowo otwarty sklep Amazonu – Amazon Go.

Można sobie brać do koszyka co się chce, pakować od razu do torby czy plecaka, a potem aplikacja to wszystko sama podliczy i ściągnie kupującemu pieniądze z konta.

Ja gadżeciara, która w dodatku uwielbia wszelkie aplikacyjne udogodnienia na swoim smartfonie, w tym wypadku jestem na nie.

Uważam, że niektórzy nie powstrzymaliby się przed zakupowym szaleństwem, bo skoro stanu konta nie widać, to w myśl powiedzenia: co z oczu to i z serca. No dobra, ja bym się mogła nie powstrzymać. Bo w Amazonie jest wszystko, WSZYSTKO. Tyle dobra!:-) No może z wyjątkiem mebli i biżuterii. I tak łatwo potem przy wyjściu zrobić jeden klik telefonem komórkowym

A potem piniendzy ni ma:-)

Ok, może i podobnie jest z kartą płatniczą, ale jednak, zanim się wprowadzi kod PIN, mamy chwilę na głos rozsądku i racjonalne zastanowienie:-)