Nadeszła! / Has just come…

Reklamy

O tempora, o mores!:)

Trzeba się cofnąć, najlepiej tak do czasów pierwszej klasy szkoły podstawowej. Bo ja już nie potrafię w sposób zadowalający posługiwać się długopisem! Piszę jak kura pazurem, strasznie wolno i brzydko. Dzisiaj robiłam szybką notatkę, z której potem miał powstać e-mail do klienta i cholercia nie wyglądało to dobrze! Na szczęście nie mam kłopotów z pamięcią. Jeszcze, chciałoby się dodać (nawiązuję do mojej starej notki: TU). Więc chyba odtworzyłam w e-mailu wszystko, co miało w nim być, a co skrótowo opisałam poniżej. To jakiś dramat!:)))

20181116_1515255589385299289642856.jpg

Ps. Na komputerze piszę szybko i bezwrokowo. O tempora, o mores!:)


I have to get back, preferably to the first grade of primary school. Because I can not use the pen in a satisfactory way! I write like a monkey, terribly slow and barely legible. Today I was making a quick note, which was then supposed to be e-mailed to the client and it did not look good! Luckily, I have no memory problems. So far… I would like to add (I refer to my old note: HERE). So I probably recreated in the email everything that was supposed to be in it, and what is briefly described below.

It’s a kind of drama! 🙂

 

Ps. On computer I can write fast and touch type. O tempora, o mores!:)

„Ślepnąc od świateł”

Czy ktoś oglądał „Ślepnąc od świateł”? Jeśli tak, napiszcie proszę, czy serial Wam się podobał, czy nie. A jeśli tak/nie, to dlaczego?

Bo przyznam szczerze, że ja mam bardzo mieszane odczucia, a obejrzałam całość. Jak teraz napisać o co mi chodzi, żeby przy okazji nie popsuć oglądania tym, którzy dopiero mają zamiar to zrobić?

Ostatnio w komentarzu stwierdziłam, że bardzo lubię, gdy akcja filmu lub książki umiejscowiona jest w Warszawie, bo mogę sobie fajnie wszystko zwizualizować.  I tu jest Warszawa, więc dobrze, ale taka, której ja nie znam i może to akurat drugie dobrze. To miasto oglądane nocą, w światłach klubów, w podejrzanych lokalach, miasto które zalewa fala narkotykowego brudu i tego czegoś, czego nie możemy, albo nie chcemy powstrzymać. Świat widziany w odcieniach szarości, pozbawiony piękna i kolorów. To bardzo symptomatyczne, że barwne obrazy pojawiają się jedynie w marzeniach głównego bohatera.

A jest nim dawny chłopak z Mazur, dzisiaj młody gangster, któremu fajnie się żyje za pieniądze zarobione na dilerce. Jeździ wypasioną beemwicą, nosi niezłe ciuchy, tworzy wokół siebie aurę niedostępności i tajemniczej wyniosłości. Ale mimo że, istotnie, patrzy na wszystkich z góry, darzy go zaufaniem i mafijny boss, i bogaci klienci. Odnoszę wrażenie, że zaufanie rozumiane jest tu, jako taki ostatni bastion uczciwości człowieka.

Z drugiej strony próbuje się nam pokazać w tym mężczyźnie wrażliwca, niedoszłego artystę, człowieka skrzywdzonego, zmęczonego życiem, który kłamie rodzicom, że odniósł zawodowy sukces. W rzeczywistości zaś próbuje przetrwać do najbliższego urlopu, żeby móc oderwać się od koszmaru, w którym się pogrążył. Dowiadujemy się, że facet nigdy w życiu nie był na urlopie. No biedaczek!

Wiecie co, ktoś tu chciał nas w coś wkręcić. Ofiary dilera są pokazane w sposób przerysowany, karykaturalny, trochę śmieszny, niekonieczne sympatyczny. My im nie współczujemy, może jedynie myślimy „jak to dobrze, że to nie ja”. A główny bohater przyznaje szczerze, że lubi to co robi, więc chyba nie potrzebuje współczucia?

Obejrzałam serial, który mnie nie powalił, ale chyba spełnił swoje zadanie, bo nie przeszłam obojętnie. I nawet napisałam notkę:)) Jednak nie będę współczuć dilerowi, nawet jeśli posiada sumienie. Natomiast z czystym sercem współczuję uzależnionym, bo oni pewnie, jak większość z nich, sądzili, że będzie dobrze, że tylko raz, że dla zabawy, poprawy samopoczucia, okazjonalnie.

I może jeszcze współczuję tamtemu chłopakowi z Mazur, bo stracił coś bezpowrotnie.


Did anyone watch „Ślepnąc od świateł”? If so, please write whether you liked the series or not. And if yes / no, why?

Because I must admit that I have very mixed feelings after I had watched the whole series. How do you write about what I mean, not to spoil the viewing of those who are just about to do it?

Recently I commented that I like very much when the action of a movie or book is located in Warsaw, because I can visualize everything. And here is Warsaw, ok, but one that I do not know, and maybe it’s also ok. This city is showed at night, in the lights of clubs, in suspicious restaurants, a city that floods a wave of drug dirt and something that we can not, or we do not want to stop. The world is seen in shades of gray, deprived of beauty and colors. It is very symptomatic that colorful images appear only in the dreams of the main character.

And used to be a boy from Masuria, today he is a young gangster who feels good that he earn money from selling drugs. He has an outstanding BMW, good clothes, creates an aura of inaccessibility and mysterious haughtiness around him. But even though, in fact, he looks down on everyone, his boss trusts him as much as rich customers do. I have the impression that trust is understood here as the last bastion of human honesty.

On the other hand, we try to show to the man a sensitive, would-be artist, a man who is hurt, tired of life, who lies to his parents that he was professionally successful. In fact, he tries to survive until the next holiday, in order to be able to break away from the nightmare in which he plunged. We find out that the guy has never been on holiday in his life. Well, poor boy!

You know what, someone here wanted to screw us in. The drug dealer’s victims are shown in an exaggerated, caricatural, somewhat ridiculous, unsavory. We do not sympathize with them, maybe we just think „how good it is not me.” And the main character admits honestly that he likes what he does, so I do not think he needs sympathy?

I watched that movie series and I wasn’t blown away, but films did a job because I did not just walk away. I even wrote a note :)) However, I will not sympathize with the dealer, even if he has a conscience. However, with a pure heart, I feel sorry for addicts, because they probably, like most of them, thought that ieverything will be good that only once, that for fun, improve well-being, occasionally.

And maybe I could feel sorry for that boy from Masuria, because he lost something irretrievably.

10 lat w Warszawie/ 10 years in Warsaw

Wczoraj minęło 10 lat od początku mojej przygody z Warszawą! Nie wiem kiedy to się stało:-) Początki bywają trudne, u mnie też były. Jednak najintensywniejszą tęsknotę za Lublinem mam już zdecydowanie za sobą, pępowina odcięta, lęki oswojone. Dzisiaj jesteśmy z Warszawą bardzo dobrymi kumpelami, a do Lublina jeżdżę tak często, jak to możliwe. I wiecie co? Wszystko można pogodzić.

Również wczoraj udało mi się spełnić moje  kolejne marzenie. Takie z tych mniejszych, które można od ręki. Byłam w zoo! Powaga!:) To nie jest tak, że ja nigdy wcześniej nie byłam w żadnym. Podobno byłam, jednak musiałam być wtedy bardzo mała, bo nic z tego wypadu nie pamiętam. Natomiast drugi, sprzed 13 lat, był po prostu nieudany! Wybraliśmy się wtedy na tydzień do Krakowa. Piękna pogoda, środek lata, cudowny upał i wakacyjny luz. Wszystko super, jednak tego jednego dnia, gdy zaplanowaliśmy zoo, niemal po przekroczeniu bramy ogrodu zaczęło padać, potem grzmieć, i w efekcie połowę czasu poświęconego na zwiedzanie, spędziliśmy w kawiarni chowając się przed deszczem:)

Za to wczoraj, cudownie! Zobaczcie sami.

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 


Yesterday passed 10 years since the beginning of my adventure with Warsaw! I do not know when it happened 🙂 Beginnings can be difficult, it was also at my case. However, the most intense nostalgia for Lublin is definitely behind me, the umbilical cord cut off, and tamed fears. Today, me and Warsaw are very good friends, and to Lublin I travel s often as possible. And you know what? Everything can be reconciled.

Also yesterday I managed to come true my next dream. One of those the smaller ones. I was at the Warsaw zoo! It’s not like I’ve never been at such place before. Apparently I had to be very young, because I do not remember this first visit at all. The latter one, for a change, was simply pointless! We were then for a week at Krakow, beautiful weather, summer, wonderful heat and holiday play. The trip was great, but on the same day, when we planned the zoo, almost after crossing the gate started raining, with thunders, finally a half of whole our time we had for sightseeing, we spent in the cafe hiding from the rain :).

But yesterday was beautiful! See for yourself.

Powinności i asertywność/ Duties and assertiveness

Wczoraj po pracy powinnam była pójść na takie jedno spotkanie, na które umawiałam się dawno dawno temu, ale ponieważ uczestników spotkania prawie nie znałam, więc średnio mi się chciało i nie poszłam. Trochę było mi szkoda czasu, a trochę chyba wylazły moje braki w sferze asertywności. Wiecie, że taka blokada przed rozmową z obcymi, to jest własnie symptom braku asertywności? Ja zawsze myślałam, że raczej zakorzenionego w nas zakazu „nie rozmawiaj z nieznajomymi”. No a teraz już wiem, że jedno nie wyklucza drugiego.

Dowiedziałam się o tym na treningu asertywności, na który zapisałam się dwa miesiące temu.

Kiedy mój mąż usłyszał, że mam zamiar chodzić na taki trening parsknął śmiechem. Że niby asertywności ci u mnie pod dostatkiem i że on już tej, którą posiadam, ma po dziurki w nosie i nowej nie zdzierży:-)

Szczerze mówiąc kiedyś też tak myślałam, do czasu aż niecałe trzy lata temu wydarzyło się coś, co zmieniło mnie całkowicie i prawdopodobnie nieodwracalnie. Kiedy wypełniałam ankietę kwalifikującą na kurs, robiłam to właściwie na odczepnego sądząc, że się nie zakwalifikuję. Wyniki pokazały, że nie jestem asertywna, a jedynie bywam. Za często chcę zadowolić wszystkich dokoła zapominając o sobie i za często zastanawiam się, czy zrobiłam dobrze. Nakręcam się i potem martwię również za często.

Nie jestem przekonana, czy ja te braki uzupełnię, bo w moim wieku już się ma pewne nawyki, ale co się uśmieję, to moje!:)) Spędzam raz w tygodniu dwie pełne godziny fajnych ćwiczeń, wśród super wesołych ludzi, z takim poczuciem humoru, który ja lubię najbardziej. I wiecie co? Gdybym miała pewność, że na każdym kursie będę się tak dobrze się bawić ucząc (albo uczyć bawiąc), to latałabym od uczelni do uczelni i byłabym najbardziej wyedukowaną kobietą w kraju 🙂

Niestety powinnam też była pójść na blogową środę, a nie poszłam, ale to już z innej przyczyny i bardzo mi szkoda, bo zapowiadało się fajnie:-(


Yesterday after work, I should have gone to a meeting which was arranged a long time ago, but because I did not know the participants of the meeting, I simply didn’t feel like it. It was a bit of a waste of time for me, and was a sign that i had some gaps in the sphere of assertiveness. Do you know that such a blockage before talking to strangers is a symptom of lack of assertiveness? I always thought that it is becouse of that ban at childhood: „do not talk to strangers”. And now I know that one does not exclude the other.

I learned about this at my assertiveness training, which I started two months ago.

When my husband heard that I was going to attend to such a training, he had laughed. He said I was assertive in abundance and that he already had tired with this assertiveness potential which I have, and this new one will be overstatement! 🙂

To be honest, I thought so too, until less than three years ago something happened that changed me completely and probably irreversibly. When I filled in the questionnaire qualifying me for the course, I did it only becouse I had sure that I would not qualif. The results showed that, however, I am not assertive person! I’m just like that only from time to time. I often want to please everyone around me forgetting about myself and after that I often wonder if I have done well. I worry too much too often.

I am not convinced that I will fill these gaps, because at my age I already have certain habits, but that time and fun, will for ever mine! :)) I spend two full hours of cool exercises once a week, among fantastic people, with such a sense of humor which I like the most. And you know what? If I was sure that I would be having so much fun learning at every course (or to learn and having fun), I would wander from university to university and be the most educated woman in the country 🙂

I should also had to go to the „Wednesday Blog Day”, and unfortunately I hadn’t gone, but for a different reason that in the first paragraph. It’s a pity, because it was foreshadowed as a cool event :-

Refleksyjnie

Listopad rozpoczął się bardzo pracowicie. Dużo pracy w pracy, w domu też dużo odłożonych spraw na „po świętach”. A w dodatku trochę rozleniwiły mnie 4 dni wolnego, które były wolnymi tylko z nazwy. Pewnie jak większość z Was, odwiedzając znajomych żywych i umarłych, zrobiłam od czwartku do niedzieli tyle kilometrów, ile zwykle robię przez cały tydzień. I chociaż uwielbiam i odwiedziny i spacery, to z przyjemnością następny weekend spędzę nie ruszając tyłka z domu. Taki mam plan:-)

A po powrocie do Warszawy okazało się, że lampki na grobach są passe, że już teraz, w tym momencie, natychmiast, trzeba zacząć ludzi wkręcać w kolejną świąteczną atmosferę. Czy oni myślą, że my się sami w tę atmosferę nie wkręcimy kiedy przyjdzie na to właściwa pora?

Uwielbiam okres przed świętami Bożego Narodzenia, ale przecież nie 5 listopada!! Jak mam się potem cieszyć choinką, widokiem bombek, światełek czy bałwanków, skoro zostanę nimi nafaszerowana dwa miesiące wcześniej?

No jak?

 


November began with very great effort. A lot of work at work, a lot of postponed affairs for „after holidays” at home. And in addition, these 4 days off made me sluggish, my vital signs are invisible. Probably like most of you, visiting friends …. living and dead, I made from Thursday to Sunday as many kilometers as I usually do during the whole week. And although I love visiting and walking, I will be happy to spend the next weekend without moving my ass from home. It is my plan:-)

And after returning to Warsaw, it turned out that the lamps and flowers on the graves are passe, that right now, at this moment, immediately, people have to start screwing into another festive atmosphere. Do they think that we will not get into this atmosphere alone when the right time will come?

I love Christmas, but not November 5! How can I then enjoy the Christmas tree, view of glass balls, lights trees or snowmen, since I will be stuffed with view of them two months earlier?

How can I?

Zwariowany klimat, odpowiedzialność itp /About crazy climate, responsibility, ect.

U nas 20 stopni ciepła, a na południu Hiszpanii opady śniegu! We Włoszech wichury i ulewy! Wczoraj oglądałam film z zalanej Wenecji, która nawiasem mówiąc i tak już cierpi z powodu podnoszącego się z roku na rok poziomu wody! W jednej z weneckich pizzerii pracownicy ubrani w kalosze, mimo niedogodności pogodowych, pomykali po lokalu serwując swoim gościom pizzę. Nie patrząc na niepogodę i „niedogodę”, kurczę, prawie jak na Titanicu, do końca.

I tak sobie myślę, że przecież ci kelnerzy mogli powiedzieć swojemu szefowi: „wrócę do pracy, jak to wysuszysz/ jak woda opadnie/ będą lepsze warunki/ to jest niezgodne z zasadami BHP/ nie na to się godziłem podpisując umowę”, itp. Przecież z całą pewnością oprócz obowiązków, znają też swoje prawa.

Dwa lata temu, temperatura w mojej ówczesnej pracy zimą spadała do 12 stopni. W lecie, chyba dla urozmaicenia, dach nagrzewał cały budynek do niewyobrażalnych temperatur tak, że ciężko było oddychać. A nasz szef albo oszczędzał na ogrzewaniu, albo udawał, że ciepła nie ma. Wody ciepłej do mycia rąk nie było w ogóle, a przysługującej nam latem mineralnej także nie. Wkurzaliśmy się i obiecywaliśmy sobie, że pewnego dnia po prostu nie przyjdziemy do pracy. Coś tam wspominając przy tym o inspekcji pracy, artykule 55 kodeksu czy groźbie ucieczki w chorobę. Wspominaliśmy między sobą oczywiście:-) Czasem rzuciliśmy tym i owym. W sensie mięsem:-)

Zanim ktoś powie, że współczuje tamtemu szefowi, to Wam powiem, że tego lata, w obecnej firmie, temperatura w biurze znacznie przewyższała te poprzednie, a mimo to nikt się nigdy nie poskarżył. Nikt nikogo nie chciał straszyć kodeksem pracy, ani lewym zwolnieniem, ani nie rzucał mięsem. Jak myślicie dlaczego?

Jasne, że w przypadku pizzerii w grę wchodziły również pieniądze, wizja utraty zysku, obawa, że produkty się zmarnują, ale chyba nie pieniądze przeważyły. Dla fajnego szefa, wyrozumiałego i szanującego ludzi pracownik zrobi wiele, znacznie więcej niż dla tyrana, który lekceważy i mobbinguje personel. Jestem przekonana, że łatwo wtedy przymknąć oko na drobniejsze utrudnienia, a nawet zaopatrzyć się w kalosze. Czy choćby i w parasol!:))


At Poland 20 degrees, at the south of Spain a lot of snow. In Italy, gale and heavy rain! Yesterday I watched a movie from the flooded Venice, which by the way is already suffering from the rising water level from year to year! In one of the Venetian pizzerias, workers dressed in wellies, despite the inconvenience of the weather, were scurrying around the premises, serving their guests with a pizza. Without looking at the bad weather and „inconvenience”, almost like on the Titanic, to the end.

And I think that these waiters could tell their boss: I’ll go back to work, when you dry that place/ when the water will down/ there will be better conditions/ it is inconsistent with health and safety rules/ I did not agree for that, when I signed the contract / etc. I think that in addition to duties, they also know their rights.

Two years ago, the temperature in my work, during the winter time, used to drop to 12 degrees. In the summer, perhaps for variety, the roof was heating the whole building to unimaginable temperatures, so it was hard to breathe. And our boss either saved on heating, or pretended that there was no heat. There was no hot water to wash hands for a whole year, and in the summer we did not have mineral water to which employer is obliged to buy to his staff, by Polish law. We were pissed off and promised that some day we would simply not come to work. Sometimes we were mumbling something about the labor inspection, article 55 of the labor code or about our escaping into illness.

Before someone says that he feel sorry for that boss, I will tell you that this summer in the current company the temperature in the office far outweighed those I mentioned before, and no one ever complained. Nobody wanted to scare anyone with a labor code or a false dismissal. How do you think why?

It is clear that the pizzeria issue was also about the case for money, a vision of losing profit, the fear that the products would go to waste, but probably not only about it. For a cool boss who understands and respects people, the employee will do much more than for a despot who disregards and mobbing his staff. I am convinced that every person is then able to forget about minor obstacles, even he would have to wear wellies. And even an umbrella! :))

Wieczór w klimacie Halloween/ A slightly Halloween evening

Nigdy nie lubiłam Halloween, ale wczoraj mnie naszło i pierwszy raz zabawiłam się w dyniowe wycinanki. Obiecałam Rudejblondynce, więc wrzucam zdjęcie i dyni, i całego udekorowanego tematycznie stołu. Gościom się podobało:-)

20181027_1544165101022298159854318.jpg

Miałam jeszcze kupić czarne plastikowe pająki, które widziałam w galerii handlowej, ale wyobraźcie sobie, że wykupili!:-))

20181027_1545298810995758438581724.jpg

A dynia wzbudziła szczególne zainteresowanie u mojego psa, widocznie miał nadzieję, że to piłka, a piłki uwielbia:)

20181026_2130298735578329936387975.jpg


I never liked Halloween, but yesterday for the first time I played with pumpkin cut-outs. I promised Rudablondynka, so here is a photo of pumpkin and a whole table decorated with Halloween themes. Guests liked it 🙂
I wanted to buy black plastic spiders, which I saw in some gallery, but can you imagine, that all of them were bought before :-))
And the pumpkin aroused my dog’s special interest, apparently he hoped it was a ball, and he loves balls 🙂