Mgła czy smog? / Fog or smog?

Ostrzeżenia IMGW

IMGW ostrzegał rano przed gęstą mgłą i rzeczywiście po wyjściu z domu było tak:

wp-15792572549346490071306365897092.jpg
Smog w Warszawie

Tylko, że to wcale nie była mgła! To smog i to w dodatku z normą przekroczoną prawie 10 x. Cała Polska jest dzisiaj pogrążona w smogu o większym lub mniejszym nasileniu. W najgorszym momencie, czyli w godzinach porannych, w Warszawie, stężenie PM 2,5 µq/m³ wynosiło 188, a norma obowiązująca od tego roku to 20. Ja go czuję, to jest naprawdę specyficzny, nieznany mi wcześniej smrodek, nie tylko spaliny, trochę chemii, w zasadzie taki mix wszystkiego.

Mnie to już nie wkurza, mnie to przeraża.

A jak tam dzisiaj u Was?

wp-15792577303316278697858985906585.jpg

Czytaj dalej „Mgła czy smog? / Fog or smog?”

Zniszczona brama Kancelarii Prezydenta/ The gate of the Chancellery of the President destroyed

Muszę się tym z Wami podzielić, zanim ktoś pomyśli, że znowu chodzi o jakieś polityczne zagrywki. Z lekkim, ale jednak, wstydem przyznaję też, że moja feministyczna dusza się raduje. Bo otóż brama Kancelarii Prezydenta nie została zniszczona przez żadną głupią blondynkę, jak zaraz powiedziałby niejeden szowinista mężczyzna. W bramę wjechał FACET, tą oto wielką, dostawczą ciężarówką na zdjęciu nr 2 🙂

wp-15786643941954226620067507935516.jpg

wp-15786643941901711155842403899100.jpg

Czytaj dalej „Zniszczona brama Kancelarii Prezydenta/ The gate of the Chancellery of the President destroyed”

Dzisiaj / Today

Mimo wspaniałych dwóch tygodni w Lublinie, jestem naprawdę zmęczona, dlatego dzisiaj, najnormalniej w świecie i wręcz bezczelnie, nic nie robię. Wiadomo, po urlopie człowiek musi odpocząć:)

A poza tym wczoraj znowu poddałam się torturom (patrz tu), a zawsze następnego dnia mam zakaz robienia czegokolwiek, co wymaga większego wysiłku. Wykorzystuję tę sytuację do nieprzyzwoitości czytając książki (odmładzam się Jeżycjadą Musierowicz), oglądając filmy (właśnie skończyłam Jokera – bardzo przygnębiający) i gram w literaki (to taka polska wersja scrabble, pisałam o tym tu). W międzyczasie nabieram sił, bo jutro zamierzam ulepić 200 pierogów. Ruskich! 🙂

Mam nadzieję, że Wy też miło spędzacie ten dzień. Jakieś fajne plany na resztę weekendu?

Czytaj dalej „Dzisiaj / Today”

Po przerwie/ After a break

Miałam długi świąteczno-noworoczny urlop, który wykorzystałam na niemal całkowite bycie offline. Wyluzowałam. Przestałam się martwić, czy sernik się uda, czy pieczeń będzie wypieczona, ani czy wszystkim będzie smakowało. Po pierwsze, wcale nie musi wszystko wszystkim smakować, a po drugie, jestem po kursie asertywności i dopuszczam już do głosu myśl, że mam prawo przypalić obiad, bez samobiczowania się wyrzutami sumienia. Chociaż nieskromnie dodam, że jednak smakowało 🙂

Święta z rodziną, Sylwester na domówce u przyjaciół. Czegóż chcieć więcej?

Może jedynie śniegu.

Ale wiecie co? Jak wczoraj czytałam w różnych gazetach rozważania, który i dlaczego z sylwestrowych koncertów był słaby, kto jakie statystyki osiągnął i który program zadowolił widza, to pomyślałam, że niektórzy chyba naprawdę nie mają większych problemów. W takiej zabawie dla mas, jak Sylwester chodzi przecież o to, żeby ludzie mogli sobie potańczyć w rytm łatwo wpadających w ucho piosenek, żeby mogli je zanucić, żeby robili artystom chórek, żeby było kolorowo, wesoło, zabawnie.

Inna kwestia, dlaczego jedne piosenki wpadają w ucho, a inne zupełnie nie? Tylko w małym stopniu warunkuję to wyrobionym gustem muzycznym. Sama kończyłam szkołę muzyczną, więc jakąś tam wiedzę o muzyce tzw. wyższych lotów mam, a mimo to czasem nie daję rady.:-)

Fenomen Zenka zadziwia mnie odkąd Kamil Grosicki rozkręcił sławetną imprezę w szatni, przy wtórze piosenki „Przez twe oczy zielone”, która akurat leciała z głośnika.  Przecież gdyby tamtego dnia, płynąc na fali radości po wygranym meczu z Irlandią, Grosicki zaśpiewał np. „We are the champions”, „Majteczki w kropeczki”, czy „Białego misia”, nie byłoby tego całego okołozenkowego szaleństwa! Ani benefisu. Ani Akcentu w Zakopanem. Przypadek? Dla Zenka na pewno szczęśliwy:-)

BTW. Tylko proszę mi „Białego misia” nie krytykować never ever, bo on jest hitem hitów moich całych, nastoletnich lat. Ta nieskomplikowana piosenka z bardzo nieskomplikowanymi chwytami gitarowymi, była jedną z pierwszych, którą nauczyłam się grać, (a byłam gitarowym samoukiem). Całkiem ładny głos, do tego gitara i Beata na rożnych wakacyjnych wypadach czarowała chłopaków niczym druga Karin Stanek 😉

Wracając do Zenka, benefis zdecydowanie nie był  interesującą rozrywką, ja tego stylu muzycznego nie lubię, ale już koncert w Zakopanym nie odbiegał jakością od pozostałych koncertów. Bo one wszystkie były słabe. Tylko, że mi to wcale nie przeszkodziło w dobrej zabawie!  Mało tego, sądzę, że tak jak w święta nie chodzi o czyste okna, tak w sylwestrowej zabawie zupełnie nie chodzi o to, by koniecznie słuchać kwartetu smyczkowego! Oczywiście jak ktoś chce, to może, ale może też wygłupiać się, tańczyć i śpiewać w zupełnie innym stylu. Eklektyzm mile widziany!

PS. To jak myślicie, czy wtedy w tej szatni to był przypadek, czy nie? 🙂 Czytaj dalej „Po przerwie/ After a break”

Murale / Murals

Ładne murale lubię. Uroda jak wiadomo, to rzecz gustu, ale jeśli malowidło pojawia się w miejscu, które nie razi, to lubię. Inna sprawa, że to, co kogo i gdzie razi, też jest rzeczą gustu, ale jakoś wszyscy wyczuwamy, że w jednym miejscu wypada maznąć na ścianie i jest to sztuka, a w innym nie – bo wtedy jest to akt wandalizmu:-).

Ja lubię te ukryte murale, na pozór schowane przed ludzkim okiem, a wtedy, gdy wpadnę na nie przypadkiem – staję w zachwycie.  Jak kilka dni temu pod wiaduktem Trasy Łazienkowskiej.

I chociaż akurat Deyna (trzecie zdjęcie) nie wyszedł idealnie, to i tak uważam, że Legioniści mają w swoich szeregach naprawdę zdolnych artystów 🙂

Co myślicie? Pałac Kultury jak żywy:-)

20191216_193618-900x12421085374172380142529.jpg

20191216_193704-860x14383972777659570951421.jpg

20191216_193845-647x10027411000218504580035.jpg

Czytaj dalej „Murale / Murals”

Pod pręgierzem wstydu/ Under the pillory of shame

Przy okazji listopadowej notki dotyczącej warszawskiego łapówkarza wymieniliśmy z Tatulem kilka komentarzy, w których pojawił się temat pręgierza i tego, że tych kilka zabytkowych, które jeszcze ciągle można w Polsce spotkać, przydałoby się ponownie wprowadzić do kodeksu karnego.:-)
I wtedy przypominało mi się, że ja już kiedyś napisałam notkę o pręgierzu, prawie 10 lat temu! (jak ten czas zap….  szybko płynie!).

Rebloguję tę notkę, bo jej treść stanowi oczywisty dowód na to, że polska rzeczywistość zmieniła się diametralnie. Nawiązuję w niej do artykułu, którego autor postawił śmiałą tezę, że gdyby dzisiaj powrócić do karania pręgierzem, na przykład osoby demolujące mienie społeczne (uwielbiam ten peerelowski frazeologizm), to ten starodawny wymiar kary byłby dla delikwenta wystarczająco traumatycznym wydarzeniem, by nie doszło do recydywy.
Teza redaktora była dosyć śmiała 10 lat temu, dzisiaj, w dobie patostreamu jest po prostu śmieszna. Dzisiaj nie tylko dochodzi do agresywnych czynów, dzisiaj się te czyny nagrywa, chwali się nimi i udostępnia szerszej publiczności.

Co o tym myślicie?


On the occasion of the November note about the Warsaw officer who took bribe, we exchanged a few comments with Tatul, about the pillory punishment and that the few historic pillories that can still be found in Poland, it should re-enter to the penal code. 🙂
And then I remembered that I had once written a note about the pillory, it was almost 10 years ago! (how this time fukc… quickly flows!).

I reblog it, because the content of this note is clear evidence that Polish reality has changed radically. I refer to the article whose author made a bold thesis that if today we return to the pillory punishment, for example people demolishing social property (I love this socialist phraseology), then this old dimension of punishment would be a traumatic event for a delinquent, enough to prevent a repeat offense .
The editor’s thesis was quite bold 10 years ago, today, in the age of patostream, it is simply funny. Today, not only aggressive acts occur, today these acts are recorded, boasted of them and made available to a wider audience.

What do you think about?

Blog Caffe

Kilka dni temu przeczytałam ciekawy artykuł o staropolskim karaniu wstydem.

Chodziło o publiczne wystawianie delikwentów na ludzkie pośmiewisko poprzez przykuwanie do pręgierza, wsadzanie do klatki, bądź mocowanie w specjalne uchwyty, popularnie nazywane kuną. Oczywiście pręgierz, uchwyt czy kuna znajdowały się w sercu miasta, tak, aby każdy przechodzień mógł sobie popatrzeć, wyśmiać, a nawet rzucić w ukaranego ogryzkiem czy innym śmieciem.

Autor artykułu postawił pytanie: gdyby dzisiaj ustawić taki pręgierz na rogu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej, tuż obok wyjścia z metra, i przykuć do niego warszawskiego dresiarza, z informacją „Jan Kowalski, wybił szyby na przystanku autobusowym”, a przechodnie mogli rzucać w niego resztkami hot-dogów, czy kebabów z pobliskiej budki, to czy taki dresiarz zdemolowałby przystanek ponownie?

Pytanie sugeruje śmiałą odpowiedź, że nie. Wstyd byłby, bowiem tak wielki, że skruszony koniecznością przeżywania tegoż wstydu obywatel, już nigdy nie próbowałby wyrządzić zła. Amen!

O naiwny Panie Redaktorze…. Przecież dzisiaj właśnie o to chodzi, żeby…

View original post 77 słów więcej

Metoda ucieczki od rzeczywistości czyli wypalenie zawodowe/ A technique of reality avoidance – a professional burnout

Czytałam ostatnio, że korporacyjni pracownicy, zmęczeni i wypaleni zawodowo, uciekają w czasie pracy do toalety i zamykają się w niej, żeby choć na chwilę odpocząć od rzeczywistości. Trochę wpisuje się to w moją niedawną wymianę komentarzy z Erratą, nt. dzisiejszej ludzkiej słabości, fizycznej, psychicznej, emocjonalnej. Jako społeczeństwo – jesteśmy słabsi.

Trudno mi uwierzyć, że kiedyś ludzie byli lepsi, że pracownik i pracodawca zawsze się lubili i zawsze z życzliwością działali dla wspólnego dobra. A jednak ludzi byli twardsi, silniejsi, ich psychika potrafiła przetrwać najtrudniejsze (również wojenne) czasy.

Jestem w stanie zrozumieć człowieka, który stosuje metodę ucieczki, dwa razy w życiu miałam tak wyczerpującą pracę, że w naprawdę kryzysowych momentach, sama ją stosowałam. Oczywiście wiedziałam, że takie postępowanie nie rozwiązuje problemu, jednak przez chwilę działało uspokajająco. Stress sprawia, że 8 godzin w pracy liczy się x 2, więc chowanie się przed szefem to nie tylko próba unikania kłopotów, to także, przyznaję że niefortunna, próba zadbania o własne zdrowie.

Moja pierwsza szefowa, Pani B. była trudna. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że ona po prostu nie lubi nowych i nie rozumie, że po okresie próbnym, pracownik ciągle jeszcze nie wie o firmie wszystkiego, on tylko ewentualnie już wie, kogo poprosić o pomoc. 🙂

Z tamtych czasów pozostał mi strach przed nowymi pracodawcami. Bo skoro raz się źle trafiło, to może się trafić ponownie, prawda?

Pamiętam, że źle sypiałam i mało jadłam. Wieczorne piątki były cudowne, a w niedzielne popołudnia miałam mdłości na samą myśl o poniedziałkowym poranku.

Mam takie zdjęcie, które już na zawsze będzie mi się kojarzyć z tym strachem. Na zdjęciu ja w otoczeniu rodziny, w tle huśtawki na lubelskim Globusie, słoneczna pogoda, roześmiane dzieci. Patrzę w obiektyw lekko uśmiechnięta, jakby rozmarzona, jednak doskonale pamiętam, że wcale nie byłam zrelaksowana. Byłam na skraju załamania, szukałam w sobie siły, żeby następnego dnia wstać z łóżka i uśmiechać się, kiedy wcale nie chciało się śmiać.

To nie było wypalenie zawodowe i jeszcze nie mówiło się o mobbingu.

Kilka tygodni później Pani B. została zwolniona z pracy.

A ja uniknęłam depresji.

Czytaj dalej „Metoda ucieczki od rzeczywistości czyli wypalenie zawodowe/ A technique of reality avoidance – a professional burnout”

Radość x 300/ Joy x 300

20191206_113352-720x5483397317726815119132-e1575628963226.jpg

Ja nie wiem, jak to się dzieje, ale nawet jak jestem zapracowana i nie wrzucam nowych wpisów, to ktoś tu mimo wszystko zagląda i w dodatku lajkuje, a nawet subskrybuje!:-)

Bardzo Wam dziękuję i pozdrawiam serdecznie wszystkich moich Followersów!

Niefollowersów też:-)

Ps. Już wiem!! To taki prezent od św. Mikołaja!!:))) Czytaj dalej „Radość x 300/ Joy x 300”

Kat i wybawca/ Torturer and rescuer

Nie przypuszczałam, że kobieta o posturze Edyty Herbuś może sprawić, że będę się czuła jakby mnie ktoś poobijał kijem bejsbolowym i że będę wyglądać, jak poniżej:-)

20191127_094516-1612x4152474469938008653467
Szyja i kark spuchnięte. Innych części ciała nie pokażę:)

Otóż ta Edyta Herbuś przyszła na zaproszenie mojego męża (a to drań*!!) z rozkładanym łóżkiem rehabilitacyjnym oraz zestawem narzędzi do tortur.

Ostatnie lata to u mnie ciągły ból karku, kości klatki piersiowej, sztywność szyjnego odcinka kręgosłupa, mimo ćwiczeń w domu, i w miarę regularnych ćwiczeń na siłowni pod okiem trenera. Przyczyna? 20 lat „lekkiej i przyjemnej” pracy biurowej.;-))

Ale wracając do tematu. Edyta przez godzinę masowała mnie naprawdę solidnie. Myślałam, że jakimś wałkiem, wyposażonym w zadające ból wypustki, ale potem okazało się, że to był „tylko” energiczny masaż kłykciami (czułam jakby mnie skalpowała, serio!;-)), a potem 3 serie baniek chińskich. Od najmniejszej do największej, we wszystkie bolesne miejsca.

Pod koniec sesji drżałam, jakbym cierpiała na szok pourazowy. Czułam zimno i nie byłam w stanie zapanować nad łzami. Szczerze mówiąc do dzisiaj jestem zaskoczona swoją reakcją, ale okazuje się, że wiele osób właśnie tak reaguje na masaż tkanek głębokich.

Drugi szok przeżyłam następnego dnia. Wstałam czując lekki ból posiniaczonej nieco (sarkastyczny eufemizm) skóry, ale to, co pod skórą, przestało boleć! W skali od 1 do 10, pozbyłam się 7 punktów, a z tą mało istotną trójką mogę żyć.

Za miesiąc powtórka.

* Jego też ostro potraktowała, też „bejzbolem”:-)

Czytaj dalej „Kat i wybawca/ Torturer and rescuer”

Przerwa na herbatę/ The tea break

photopictureresizer_191121_113616786_crop_2268x3204-907x12815809264005268985253.jpg

Nie, nie pomyliłam się, nie na kawę, tylko rzeczywiście na herbatę. Świat się wali! Pijam teraz tylko jedną kawę rano w pracy i jedną po powrocie do domu. Takiej z ekspresu nie jestem w stanie sobie odmówić, ale z czterech dziennie, zeszłam na dwie.
Ale poza tym, to albo sobie wmówiłam, bo przecież coś musi być zamiast kawy, albo mi rzeczywiście posmakowała czerwona Pu-erh i to ona jest w kubku na zdjęciu obok. Pycha.

A co do kubka, ach jak ja bym chciała, żeby odpowiadał rzeczywistości!

Dla kogo 1994 był piękny?

A może kogoś z Was jeszcze wtedy nie było na świecie??? 😉

Czytaj dalej „Przerwa na herbatę/ The tea break”

Carnivia. Prawdziwie wirtualne życie w Wenecji. / Carnivia. The real virtual life in Venice.

Może pod wpływem informacji o będącej już 6 dzień pod wodą Wenecji, przypomniała mi się trylogia Jonathana Holta, którą przeczytałam kilka lat temu, a której akcja toczy się własnie w tym mieście. W „Bluźnierstwie”, „Herezji” i „Rozgrzeszeniu” współistnieją dwa światy, rzeczywisty i wirtualny, które w sposób nieprzewidywalny i przerażający przenikają się, uświadamiając czytelnikom, że dark web istnieje i stanowi bardzo realne, choć nadal niezrozumiałe zagrożenie. 

Kiedy wpadła mi w ręce pierwsza część trylogii, byłam świeżo po wakacjach w Wenecji, moja wyobraźnia szalała. Ciągle jeszcze pamiętałam te zakamarki, które stały się tłem książkowych wydarzeń, a jeśli nie mogłam sobie czegoś przypomnieć, szukałam w Google map, wracając na chwilę do pięknych wspomnień.

Główna bohaterka wszystkich trzech części, śliczna i seksowna oficer policji, Kat Tapo prowadzi śledztwo, aby rozwiązać zagadkę łączącą morderstwo, międzynarodową intrygę i Kościół. W międzyczasie przeżywa szereg życiowych perypetii, a ja (jak większość kobiet) lubię, gdy wątki kryminalne przeplatają się z obyczajowymi i miłosnymi historiami.

Z ciekawostek, prawa do pierwszej książki zostały sprzedane do 16 krajów na długo przed ukazaniem się oryginalnego wydania, a po wydaniu uzyskała ona pierwsze miejsce na włoskich listach bestsellerów.

Drugą ciekawostką jest założona przez Jonathana Holta, strona internetowa Carnivia.com (Carnivia to wirtualny odpowiednik rzeczywistej Wenecji, który pojawia się w książkach), gdzie możecie zdradzić swoje największe, najgłębsze sekrety. Możecie więc wyznać winy, wyspowiadać się ze schowanych w zakamarkach własnej duszy uczynków, pamiętajcie tylko, że …. nie otrzymacie rozgrzeszenia:-).

Poniżej tylko kilka wyznań, ale na stronie Carnivia jest ich jeszcze więcej. Zwróćcie uwagę, że niektóre wyznania są groźbami i szczerze mówiąc nie zdziwiłabym się, gdyby w swoim czasie zainteresowała się nimi policja.

Czytaj dalej „Carnivia. Prawdziwie wirtualne życie w Wenecji. / Carnivia. The real virtual life in Venice.”

Poniedziałek rano. Osiedlowy spożywczy. Tuż po otwarciu sklepu/ Monday morning. Grocery store. A few minutes after opening the store.

Weszłam akurat w momencie, gdy przy kasie stał zdenerwowany mężczyzna i wykłócał się z ekspedientką, że to nie jego problem, że ona nie ma drobnych, żeby mu wydać resztę, bo ona od tego jest w sklepie, żeby mieć. Nawet ze stówki i nawet w poniedziałek rano. Okazało się potem, że facet zrobił zakupy za niecałe 6 zł, a miał w portfelu tylko wspomnianą setkę. Od słowa do słowa przerzucali się argumentami, przy czym trzeba przyznać, że on dosyć ostro, ona mniej. Sprawiała wrażenie, że się mocno powstrzymuje:-)

W końcu facet wyszedł rzucając pod nosem „tępa dzida!”, a ekspedientka zaczęła tłumaczyć, że zawsze stara się mieć drobne, właśnie ze względu na klientów, którzy nie płacą kartą, ale „być może wczoraj wieczorem była duża sprzedaż i tak wyszło, że wyszły”. 

Wiecie, że sprzedawcy w takich przypadkach powołują się na artykuł 535 Kodeksu cywilnego? Brzmi on: „sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę”. W zamyśle: kupujący zobowiązany jest do zapłaty ceny, a więc to on powinien być przygotowany do sfinalizowania transakcji.

Żaden przepis szczególny nie nakłada na sprzedawcę obowiązku posiadania drobnych, a raczej trudno zakładać, że ma złą wolę nie posiadając tych drobnych, bo chyba zależy mu na sprzedaży, tak samo jak kupującemu na kupnie. Poza tym musi sobie zdawać sprawę, że nagminny brak drobniaków doprowadzi w końcu do utraty części klientów. 

Nie sądzę, żeby jakikolwiek sklep mógł sobie na coś takiego pozwolić. 

Co do „tępej dzidy”…. określenia, które mnie śmieszy (powaga!), a które rozsławiła ostatnio mecenas Chyłka  w serialu o tym samym tytule, to z ciekawości poczytałam tu i ówdzie o nim, i wiecie co się okazało? Że prawdopodobnie wymyśliły go forumowiczki pewnego babskiego portalu, żeby móc w ten wysublimowany sposób, wzajemnie  się hejtować:-).

Czytaj dalej „Poniedziałek rano. Osiedlowy spożywczy. Tuż po otwarciu sklepu/ Monday morning. Grocery store. A few minutes after opening the store.”

Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem / I am very busy

W zasadzie to tylko tyle jestem w stanie dzisiaj napisać.
I to już tak od tygodnia!
Sorrryyyy:-)

Czytaj dalej „Nie wiem, nie znam się, nie orientuję się, zarobiona jestem / I am very busy”

W drodze do Lublina/ On the way to Lublin

Temat afery urzędowej w stolicy jakoś szczególnie Was nie poruszył i w sumie wcale się nie dziwię. Dlatego dzisiaj z innej beczki, chociaż nie mniej frustrującej.

Kiedy miesiąc temu jechałam do mamy sprzątać jej spiżarkę, pamiętacie opisywałam później to i owo, na trasie w okolicy Józefowa (a może Anina, zawsze mi się te odcinki mylą), wzdłuż torów kolejowych, zakorkowało się. Nagle. Zaczęliśmy się ciągnąć 20 na godzinę lekko podenerwowani, ale dzięki temu mogłam zobaczyć co się stało. Policja, karetka, parawan, za nim ciało leżące w miejscu, w którym nie ma przejścia dla pieszych, tylko tory kolejowe. Klasyka! Pomyślałam sobie, że skoro ciągle jeszcze jest widno, to człowiek musiał być albo pijany, albo naćpany, albo samobójcą. Wszedł pod pociąg, bo nie był w stanie zarejestrować faktu, że ten nadjeżdża, lub, bo po prostu chciał się zabić. Innego wyjścia nie ma, prawda?

No i otóż jest!

Ten facet (bo okazało się, że to mężczyzna) pisał smsa!! Wlazł na tory, w niedozwolonym miejscu, nie rozglądając się na boki, wlepiając oczy w ekran smartfona!!

No i jak tu współczuć?

BTW. W USA już niedługo policja dostanie gotowe narzędzie do sprawdzania, czy kierowca, tuż przed wypadkiem korzystał ze smarfona czy nie. Textalyzer  przeanalizuje używane w telefonie aplikacje, ale jednocześnie nie będzie mieć dostępu do danych osobowych użytkownika. Oczywiście służby mundurowe od wielu lat korzystają z tego typu technologii, ale Textalyzer będzie narzędziem produkowanym globalnie, a nie tworzonym na potrzeby konkretnego klienta (jakim jest np. policja).

Co Wy na to? Kolejny sposób inwigilowania, czy potrzeba chwili?

Czytaj dalej „W drodze do Lublina/ On the way to Lublin”

Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal

W ubiegłym tygodniu w Warszawie, CBA zatrzymało tureckiego biznesmena, który wręczał łapówkę warszawskiemu urzędnikowi. Urzędnika oczywiście też zatrzymano.

Jak się okazuje biznesmen całymi latami pośredniczył w nielegalnym załatwianiu urzędowych spraw i skrupulatnie zbierał tzw. haki, dokumentując cały proces. Miał wersje papierowe, nagrania, nośniki danych. Świat warszawskich oficjeli zatrząsł się w posadach, bo raczej oczywiste jest, że w tych zbiorach będzie dużo ciekawych informacji i prawdopodobnie nie tylko o burmistrzu dzielnicy Włochy. Domino pójdzie w ruch!

Śmieszne jest to, że obaj mężczyźni nie przyznają się do winy i odmawiają składania wyjaśnień (choć są dowody), a mniej śmieszne, że kolejny raz, zarabiając z całą pewnością nie mało, urzędnik państwowy wybrał korupcyjne „więcej”.

Czy Was nie smuci że wiele lat temu wpuściliśmy do Polski obcy kapitał, (działalność biznesmena sięga w naszym kraju końca lat 90), i że ludzie, którzy nie są emocjonalnie związani z krajem, czy miastem, decydują o jego planach?

Naprawdę czasem żałuję, że nie obowiązuje u nas prawo średniowieczne, gdzie za kradzież groziło obcięcie ręki. Ciekawe co byłoby za korupcję?

Czytaj dalej „Notka w kontekście ostatniej warszawskiej afery/ Note in the context of the last Warsaw corruption scandal”

Dzisiaj / Today

Mój mąż powiedział, że mimo soboty musi popracować i zaraz po śniadaniu zamknął się w gabinecie, więc ja, żeby mu nie przeszkadzać,… pojechałam na zakupy. Nie bez przyjemności 🙂 Spacer zresztą odpadał ze względu na zauważalny w Warszawie smog,  btw. u Was też „smożyło”?

Wybrałam się do takiego centrum handlowego, o którym już dawno słyszałam, że tam jest wszystko. Rzeczywiście miejsce robi wrażenie, choć wyobrażałam sobie, że to będzie kolejna galeria handlowa. Tymczasem weszłam do ogromnej hali przypominającej trochę bazarek, a trochę skupisko butików w stylu dawnego KDT. Mnóstwo sklepów i zakładów kosmetycznych prowadzonych przez Wietnamczyków, ale też sporo, przyzwoitych cenowo, o różnorodnym asortymencie sklepów polskich.

Kupiłam sobie ażurowe buty, na które polowałam od jakiegoś czasu, a nie znalazłam nigdzie w mojej okolicy. W sklepach internetowych jakieś są, tylko ja nie potrafię kupować ubrań w ciemno. Przy okazji dowiedziałam się, że kilka znanych marek obuwniczych (w tym Lasocki), do tej pory produkujących buty skórzane, w niedalekiej przyszłości przejdzie na eko-skórę. Ja wiem, że z jednej strony to dobrze, z drugiej zaś, taka skóra w zimie się za bardzo nie sprawdza, a w dodatku pieką stopy.

20191026_130157-1008x4907495230590913702385.jpg

No i tak, ogólne wrażenie z zakupów w tym miejscu dobre, ale…. po godzinie krążenia alejkami, których nie sposób zapamiętać, ani nawet policzyć, poczułam się jak Jacek Pałkiewicz, nasz polski dziennikarz i podróżnik, po powrocie z Amazonii. Otóż Pan Jacek powiedział, że przeżył tam dwie najwspanialsze chwile: kiedy wchodził do dżungli i kiedy z niej wychodził:-)

Czytaj dalej „Dzisiaj / Today”

Zwycięzcą jest…/ The winner is…

Tatul!!:)))

Tatul od razu wiedział, że jest to przyrząd do sztucznego oddychania. Jeśli o mnie chodzi, to gdyby nie załączona instrukcja obsługi, w życiu bym się nie domyśliła, także szacun!!

Tatul napisał też, że ten większy element, z dwoma ustnikami służył do tego, by jeden z nich (ten z lewej strony zdjęcia) włożyć do ust nieprzytomnego, a przez drugi (z prawej)  ratownik wdmuchiwał powietrze. To małe coś z metalową sprężynką, to zaciski do nosa osoby nieprzytomnej. Wdmuchiwane ustami powietrze ujdzie nosem i ze sztucznego oddychania nici.

Fragment z instrukcji obsługi przyrządu (pisownia oryginalna):

„służy do przeprowadzenia sztucznego oddychania (natomiast po wypadku) u ludzi znajdujących się w stanie bezdechu np. topielców, porażonych prądem itp. Może być używany tylko w atmosferze obojętnej”

Czy pamiętacie, że kiedyś instrukcje obsługi zawsze, ale to zawsze posiadały błędy? Tu prawdopodobnie miało być „natychmiast po wypadku”. Ciekawi mnie też, co oznacza tzw. atmosfera obojętna. Google to pojęcie łączy z gazem obojętnym, ale czy chodzi o to, żeby nie reanimować, jeśli w powietrzu nie ma czegoś, co reaguje z tlenem? A skąd zwykły człowiek udzielający pierwszej pomocy, ma to wiedzieć? Sorry, z chemii nie jestem zbyt mocna, więc Tatulu…. wytłumaczysz? 🙂

W nagrodę jeszcze jedno zdjęcie, również ze spiżarki. Nawet nie pytam, czy wiecie, co to:-)

20191025_134821-1008x5865397475985412580010.jpg

Czytaj dalej „Zwycięzcą jest…/ The winner is…”

Spiżarka – czyli powrót do przeszłości/ Pantry- back to the past

Już od dawna zamierzałam posprzątać spiżarkę mojej mamy, która to spiżarka od zawsze stanowiła nie tylko pomieszczenie na przetwory i marynaty, ale była także składzikiem wędkarskim taty, a w zasadzie składzikiem tego, co mogło się w domu przydać. I nie chodzi o to, że tata chomikował co się da, bo szkoda mu było wyrzucić (chociaż chomikował i rzeczywiście było mu szkoda:-), ale takie były wtedy czasy, że każdy drobiazg mógł się okazać na wagę złota. Taki PRL-owski recykling. Często bywało, że z dwóch zupełnie różnych zepsutych urządzeń tato wymyślał nowe, dobre, miał wyobraźnię i smykałkę do majsterkowania. Zresztą odnoszę wrażenie, że za komuny inwencja twórcza zwykłych ludzi była na wyższym poziomie, dzisiaj jesteśmy bardziej odtwórczy.

No ale tata nie żyje już 8 lat, więc w końcu przyszedł czas, żeby pozbyć się rzeczy niepotrzebnych. Mama wiedziała, że jak zacznie sama to robić, to nic nie wyrzuci:-) Gwoździ, śrubek, narzędzi – nie wyrzuciłam, one ciągle należą do grupy „przydasie”, więc leżą nadal w tej samej szufladzie, która pamięta jeszcze pierwszy warsztat szewski mojego taty, czyli czasy króla Ćwieczka. Solidna robota, prawdziwe drewno, ciężka jak cholera, do tego stopnia, że gdyby mi przy sprzątaniu spadła na stopę, straciłabym palec:-) Akcesoria wędkarskie wynieśliśmy do garażu, zostawiłam w spiżarce tylko to, co naprawdę jeszcze może się mamie przydać, co powinna mieć pod ręką. Garnki, słoiki, przetwory, ozdoby choinkowe. Wyrzuciłam 4 wielkie worki staroci, w tym całe pudełko kaset magnetofonowych:-)

Zostawiłam atari i nintendo, posiadają wartość historyczną i po trosze edukacyjną. No bo kiedyś może jakiś mój wnuk, (którego jeszcze nie mam) lub wnuk brata, (który też jeszcze dziadkiem nie jest), zapyta co to za wehikuł, i my mu odpowiemy, że takie były wnusiu drzewiej gry, a on spojrzy na ten złom i parsknie śmiechem, bo swoje gry będzie miał w wersji hologramowej lub może jakiejś innej, której do dzisiaj nie wymyślono.

Sprzątając znalazłam takie oto cudo. Kto zgadnie, co to jest? Przedmiot wyprodukowano w 1981 r. a pomarańczowa część wykonana jest z materiału będącego czymś pomiędzy kauczukiem a gumą.

20191015_144111-972x12962100150553954636389.jpg

Czytaj dalej „Spiżarka – czyli powrót do przeszłości/ Pantry- back to the past”