Tym razem o Bajcie/ About Bajt

Żeby się Bajt nie obraził, że ja tu tylko o kotach, to teraz będzie notka o nim.

Bo on jest co prawda stary, ale jary i prześmieszny. Jego starość objawia się podobnie jak u ludzi, to znaczy, już nie wychodzi na spacery tak chętnie, jak dawniej, coraz więcej czasu spędza we własnym domku w pozycji leżącej, dużo śpi, nie zrywa się na dźwięk krzątania po kuchni, ponieważ jego słuch już nie wyławia takich subtelności, jak otwieranie lodówki.

20191011_135808-515x3816171891819826920791.jpg

Za to jak już usłyszy, a raczej zobaczy światło… to hulaj dusza. Bo nadal jest łakomczuchem i kocha jeść wszystko to, co kochają jego właściciele, chociaż nie wiem skąd ma tę wiedzę, bo nie dostaje od nas „ludzkiego” jedzenia. Zna tylko z takich przypadków, gdy coś nam przypadkiem spadnie, lub gdy zupełnie nie przypadkiem próbują go dokarmiać nasi goście (co mnie nieodmiennie, zawsze, wku….wia wkurza). Własną karmę, (która jest jednocześnie karmą leczniczą) traktuje jak zło konieczne. Jak niektórzy szpinak.

To wszystko co powyżej skutkuje tym, że jeśli chcemy go wyprowadzić na spacer, a on widzi, że ktoś z domowników jest akurat w kuchni, robi wszystko, żeby w ogóle nie iść, albo chociaż maksymalnie to wyjście opóźnić. Chowa się za nogi osoby przyrządzającej posiłek, wciska w kąt, wchodzi za meble, lub udaje, że nie słyszy wołania. Że niby nie słyszy jeszcze bardziej, niż normalnie. Cwaniaczek.

Jak już w końcu wyjdzie na spacer, to robi wszystko w pośpiechu, w biegu podnosi nogę, robi szybkie siku, i tak ciągnie (on – mnie! rozumiecie), że gdyby był wilczurem, miałabym problem. Chodzi mu o to, żeby zdążyć do domu zanim ten domownik nie wyjdzie z kuchni! Zanim Bajt straci bezpowrotną (według psiego postrzegania czasu) okazję na ludzki smakołyk.

W drodze powrotnej, Bajt wbiega po schodach, jakby był szczeniakiem a nie psem staruszkiem, dopada windy, potem znów w pędzie wbiega do mieszkania, a odległość z przedpokoju do kuchni pokonuje niczym Scooby Doo.

Gdy w kuchni zgaśnie światło, domownik przejdzie do salonu bez kanapki, czy obiadu na talerzu, Bajt traci zainteresowanie rzeczywistością, spowalnia ruchy, znowu robi się ospały i znika w budzie. A kilka sekund później śpi… i chrapie.

I tak, aż do następnego wejścia kogoś z nas do kuchni:-)

Czytaj dalej „Tym razem o Bajcie/ About Bajt”

Reklamy

Byłam na (Nie)znajomych/ I was on „(Nie)znajomi”

Obejrzałam film, a oprócz tego dowiedziałam się nieco więcej o samej produkcji.

Nie lubię się nastawiać przed filmem, więc nie czytałam wcześniej żadnej recenzji, nawet tych pozytywnych. Jedyne na co sobie pozwoliłam, to szybki rzut okiem na obsadę przy okazji pisania notki o Najnowszym klipie – czyli piosence Dawida Podsiadło, który w teledysku do tej piosenki zareklamował właśnie ten film. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że reklamuje swoją własną produkcję! Powiem Wam, że to rewelacyjny zabieg marketingowy, facet, który fajnie śpiewa tworzy klip, który przy okazji jest reklamą innego własnego produktu. Taki cross selling, albo filmowa intertekstualność, w najlepszym wydaniu. Potwierdza się fakt, że media społecznościowe wymiatają, jeśli chodzi o prędkość przekazu! Ja i o filmie, i o teledysku Dawida dowiedziałam się z Instagrama, więc jakby nie było… pocztą pantoflową:)

Ale wracając do filmu. Nie wiem czy wiecie, jest to polska wersja włoskiego Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie, który ja akurat oglądałam kilka lat temu i który już w tej włoskiej wersji mi się spodobał. (Nie)znajomi jest równie zaskakujący, dowcipny, bardzo współczesny. Świetna obsada, świetny pomysł na fabułę i bardzo dobrze napisane dialogi. Akcja rozgrywa się w mieszkaniu, w przeważającej części przy jadalnym stole, ale nawet przez moment, nie miałam poczucia dłużyzny.

Więcej o filmie ani słowa, bo nie chcę tym z Was, którzy się wybierają popsuć zabawy, byłoby szkoda, bo to naprawdę super komedia.

Z ciekawostek, we włoskiej wersji również zagrała Kasia Smutniak, o czym wtedy nie wiedziałam, i nawet nie zwróciłam uwagi na obsadę, jej włoski jest jak mój polski:-) W naszej wersji tę postać, którą zagrała pomyślano nieco inaczej, niż to było w oryginale, ale zupełnie nie wpływa to na całościowe doznania.

Aktorzy zagrali rewelacyjnie! I nie przesadzam nic a nic.

Czytaj dalej „Byłam na (Nie)znajomych/ I was on „(Nie)znajomi””

Do znudzenia/ Till boredom

No i znowu pojechałam…, tym razem do Pruszkowa. Na Wystawę Kotów Rasowych:-)

Tak, wiem, mam świra, ale pracuję nad sobą i póki co, skutecznie kontroluję emocje. Dlatego i tym razem nie wróciłam do domu z pięknotą, którą już nawet, jak widać, miałam na rękach. Ale było naprawdę blisko.:-)

Wysłałam mężowi zdjęcie i on z jednej strony przyznał, że kocia jest przepiękna, najpiękniejsza z tych, które do tej pory wybierałam, ale z drugiej, wysłał mi takiego, mało stanowczego smsa: „nie kupuj… bo Bajt…”.

Przed drzwiami do mieszkania zdjęłam z głowy czapkę, owinęłam ją grubą chustą, którą miałam tego dnia na szyi, uformowałam zawiniątko i położyłam na przedramieniu, żeby wyglądało, jakbym niosła małego kotka:-) Wchodziłam z ostrożnym „ćs… bo mała śpi”, no i szkoda, że nie widzieliście miny mojego męża. Najpierw popukał się w głowę, potem rzucił się, żeby zajrzeć do zawiniątka, a kiedy się okazało, że to ściema, był wyraźnie rozczarowany, a rzekłabym, że nawet obrażony.

„Dziwię Ci się, że nie kupiłaś”.

Z facetami to naprawdę nigdy nie wiadomo:-) Czytaj dalej „Do znudzenia/ Till boredom”

Zanim się dasz pokroić/ Before you get the surgery.

Zdjęłam kiedyś ten tekst z bloga, ale uważam, że świadomość pacjenta jest najważniejsza, więc wstawiam go ponownie.

To będzie trochę dłuższa niż zwykle notka, ale przeczytajcie ją proszę do końca. Na początku bardzo osobiste, ale retoryczne, pytanie. Czy macie wszczepiony jakiś implant? Endoprotezę stawu biodrowego, staw kolanowy, polipropylenową taśmę do NTM czy choćby antykoncepcyjną wkładkę domaciczną? A jeśli nie Wy, bo jesteście młodzi, piękni i zdrowi lub jeszcze nie potrzebujecie, to może Wasza siostra, brat, rodzic, babcia czy dziadek?

Jeżeli odpowiedzieliście na moje pytanie twierdząco, to oznacza, że powinniście obejrzeć film, który pojawił się kilka miesięcy temu na Netflixie pt. „The bleeding edge„. Jeśli odpowiedzieliście przecząco, to też go obejrzyjcie, bo przecież nie zawsze będziecie młodzi, piękni i zdrowi. Ja dowiedziałam się o filmie przy okazji przygotowywania firmowego projektu, a więc trochę jakby zawodowo, ale kto wie, co tam w życiu się wydarzy. Uważam, że warto wiedzieć.

Po obejrzeniu „The bleeding edge” (który opisuje środowisko producentów medycznych w USA) uzmysłowiłam sobie, że w naszym kraju, gdy człowiek trafi do szpitala i mu się za darmo zaproponuje implant, ucieszy się jak dziecko i szybciutko podpisze zgodę na operację, żeby się NFZ nie rozmyślił i nie przestał finansować. Jeśli dodatkowo usłyszy, że produkt jest amerykański, to się ucieszy po raz drugi i już na pewno nie zapyta, czy przeszedł on bezpieczną ścieżkę wprowadzania na rynek, czy też może ścieżkę skróconą, a możliwą dzięki wprowadzonej w USA regulacji 510(k). Nie zapyta o ilość wykonanych prób klinicznych, ilu pacjentów poddano testom, zanim urządzenie trafiło do sprzedaży, czy zarejestrowano działania niepożądane, czy ktoś je w ogóle śledzi. I z całą pewnością nie zapyta lekarza o doświadczenie w wykonywaniu nowatorskich operacji. No bo jakoś tak nie wypada, prawda? Zresztą pacjent nie pyta, bo ufa lekarzowi. Lekarz zaś też nikogo nie pyta, bo po pierwsze również ufa, marce producenta, czy dystrybutora, po drugie, wie jak działa system polskich zamówień publicznych. Zdaje sobie sprawę, że ciągle jeszcze najczęstszą podstawą wyboru danej oferty (czyli danego produktu), jest cena. Oczywiście bierze się najpierw pod uwagę tzw. wymagane parametry techniczne, ale finalnie o wszystkim decyduje cena. Wszczepia to, czym dysponuje szpital lub zaprasza do prywatnej placówki medycznej.

Ale wracając do filmu. Opowiada on o działaniach niepożądanych z ostatnich kilku lat, w wyniku wszczepiania takich implantów, które zbyt szybko wprowadzono na rynek, np. wykorzystując wspomnianą regulację 510(k), lub implantów, które wprowadzano działając nieetycznie. Jednym z przykładów były wkładki domaciczne. Źle umieszczone w ciele kobiety (błędy lekarskie) wędrowały przez jajowody do macicy, powodując krwawienie i stany zapalne, a przy próbie wyciągania kruszyły się na drobne kawałeczki (błąd technologiczny), co w efekcie kończyło się koniecznością usunięcia narządów rodnych. Drugi przykład to endoprotezy wykonane z kobaltu, który w kilka miesięcy po operacji zaczynał się uwalniać do organizmu wywołując migrenę, objawy neurologiczne, demencję lub parkinsonizm. Objawy te czasem pojawiają się u ludzi w podeszłym wieku, więc pacjenci bardzo długo nie byli właściwie diagnozowani, bo najnormalniej w świecie nie kojarzono ich stanu z wszczepionymi implantami. Najśmieszniejsze jest to, że wystarczyło wyjąć implant i objawy mijały.

Moi Drodzy, ja nie chcę nikogo straszyć i namawiać, żeby trzymał się od implantów z daleka. Absolutnie nie! Implanty poprawiają jakość życia, bywa że są wręcz konieczne do tego, by znowu funkcjonować bez bólu, a sama uwielbiam nowinki technologiczne, które przecież powstają po to, żeby z nich korzystać. Jedyne czego chcę, to poprzez film i notkę uzmysłowić Wam, że macie prawo, a nawet obowiązek wobec siebie i własnej rodziny, do pytania o to wszystko, co napisałam powyżej. Zróbcie reaserch. Dowiedzcie się wszystkiego o produkcie i lekarzu, zwłaszcza jakie ma doświadczenie w takich operacjach. Nie myślcie w kategorii „to mój lekarz, a ja mu robię przykrość pytając”. Nie bądźcie królikiem doświadczalnym, bo to niebezpieczne. Jeśli natomiast uznacie, że lekarz działa zbyt szybko, a Wy czujecie, że coś jest nie tak, koniecznie skonsultujcie się z innym szpitalem i innym lekarzem.

Na koniec info. Po emisji filmu producent wspomnianych wkładek domacicznych wycofał je ze sprzedaży w USA. Rozumiecie, nie zaprzestał produkcji, nie sprzedaje ich po prostu w USA. Być może trafiają na inny rynek…

Czytaj dalej „Zanim się dasz pokroić/ Before you get the surgery.”

Kolor karetek koloru koralowego / The color of cars coral-colored (do not break your tongue:-)

Żartowałam, nie koralowego tylko żółtego. Otóż do konsultacji publicznych przekazano projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie oznaczenia systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego oraz wymagań w zakresie umundurowania członków zespołów ratownictwa medycznego.

Rozporządzenie mówi m.in, że:

zmiany wynikają z potrzeby poprawy funkcjonalności poszczególnych elementów umundurowania. Obecne specjalistyczne środki transportu sanitarnego będące na wyposażeniu zespołów ratownictwa medycznego mają różną kolorystykę. Celowe jest natomiast ujednolicenie wymagań w tym zakresie.

oraz

zakłada się, że od 1 stycznia 2028 r. wszystkie specjalistyczne środki transportu sanitarnego będące na wyposażeniu zespołów ratownictwa medycznego będą koloru żółtego.
Konsultacje społeczne

Wydaje mi się, że warto brać udział w takich konsultacjach, tylko ludzie nie zawsze wiedzą, że one są i że można ot tak napisać pismo do ministra. Inna sprawa oczywiście, co minister z pozyskaną w ten sposób wiedzą zrobi.

Nie czepiam się umundurowania, zwłaszcza, że chodzi o wygodę ratowników, przewiewność w lecie, ciepło w zimie, komfort użytkowania.  Nową kolorystykę też można wprowadzić bez problemu, bo ubranie to przecież najszybciej zużywalna rzecz, więc przy okazji okresowej wymiany umundurowania (co 2-3 lata), można przekazać ratownikom już zestaw w nowych barwach.

Karetki

Z karetkami jest trochę inaczej, proces wymiany rozłożony zostanie na całą dekadę. Ja się tylko zastanawiam, czy zmiana koloru jest w ogóle konieczna? Ujednolicenie tak, ale czy wprowadzony żółty będzie bardziej widoczny niż biało-czerwony, do którego jesteśmy przyzwyczajeni? Przy takim ruchu ulicznym jak w Warszawie, ja i tak najpierw słyszę karetkę, a dopiero potem ją zauważam. W okresie przejściowym na polskich ulicach zobaczymy i stare modele w kolorze biało-czerwonym i te nowe – żółte więc wtedy będziemy mogli porównać, które lepiej działają na naszą percepcję wzrokową. Tylko, że wtedy będzie już za późno na ewentualny sprzeciw.

Skutki finansowe

Projekt nie zakłada skutków finansowych dla sektora finansów publicznych i ja mam nadzieję, że to prawda. Bo gdyby się potem okazało, że trzeba będzie na przykład doliczyć koszt malowania, uznałabym, że zmiana koloru była zbędna. Tym bardziej, że w zależności od marki, części czy wielkości samochodu oraz renomy i lokalizacji lakierni cena malowania to koszt od ok. 3 tys. zł do 6-9 tys. zł. Biorąc pod uwagę, że w  Polsce jest ponad osiem tysięcy karetek, średnio byłby to koszt 40 tys. zł.

Czytaj dalej „Kolor karetek koloru koralowego / The color of cars coral-colored (do not break your tongue:-)”

Migrena vs. pracodawca/ Migraine vs. employer

„Migrena występuje u 12–28% ludzi w pewnym okresie ich życia. Zapadalność roczna wynosi 6–15% u dorosłych mężczyzn i 14–35% u dorosłych kobiet”. Ja jestem jedną z tych kobiet. Znam z autopsji migrenę zwykłą, czyli intensywny ból głowy, wielokrotnie doświadczyłam migreny z aurą, miałam w swoim życiu dwa incydenty migreny powikłanej, oba skończyły się krótkim pobytem w szpitalu. Na szczęście dzisiaj już nie miewam migren o takim natężeniu jak w okresie początków mojej drogi zawodowej, bo to był po prostu koszmar.

I kiedy czytam (tu), że osoby chorujące na migrenę doświadczają braku zrozumienia ze strony pracodawcy i współpracowników, bo następuje ograniczenie wydajności w pracy, a potem pojawia się konieczność nadrabiania zaległości i trudności z awansem, a do tego, że nieobecność w pracy osoby chorującej na migrenę przewlekłą może stanowić aż 40 dni rocznie, to sobie myślę, kurde, dopiero dzisiaj ktoś zauważył ten problem???

Ja miewałam ataki migreny za każdym razem, gdy opadały emocje związane z ważnymi wydarzeniami w moim życiu (pisałam już kiedyś o tym). Za każdym razem po dwóch, trzech tygodniach w nowej pracy, gdy kończył się trudny projekt w firmie, czy zamykaliśmy rok szkolny po zdanej sesji, dostawałam ataku w jego najgorszej wersji, z mroczkami w oczach, aurą, światłowstrętem i wymiotami. Zwykle w pracy, zwykle z samego rana, tuż po zjedzonym śniadaniu.

Oczywiście miewałam szefów, którzy mi w takim dniu współczuli i kazali iść do domu, ale miewałam też takich, że nawet nie próbowałam o tym z nimi rozmawiać, wręcz ukrywałam swój stan. Nie zrozumieliby, moja głowa mój problem, a robotę trzeba było wykonać.

Raz czy dwa razy w życiu usłyszałam, „daj spokój, migrenę to miała Emilia z Nad Niemnem, a ciebie po prostu łeb nap….la”. Że niby się nad sobą roztkliwiam.

Nigdy nie brałam z powodu migreny zwolnienia lekarskiego, ale też nigdy nie miałam migreny przewlekłej i szczerze mówiąc nie wiem, jak sobie radzą osoby z taką jej wersją. Moja trwała zwykle 5-8 godzin, ale przez ten czas miałam zawsze ochotę popełnić natychmiastowe bezceremonialne seppuku.

Czytaj dalej „Migrena vs. pracodawca/ Migraine vs. employer”

Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach/ If you want to make God laugh, tell him about your plans

A plan na ten weekend był zupełnie inny niż sprzątanie mieszkania, robienie pizzy na kamiennej płycie, czy relaksacyjna kąpiel z maseczką Planet Spa na twarzy. Nie tak miało wyglądać przełamywanie rutyny, o której pisałam w poprzedniej notce!

Przygotowałam się, zrobiłam obowiązkowe szczepienia, przeczytałam wszystko co turysta powinien przeczytać, spakowałam walizkę, która już od poniedziałku czekała na mój czwartkowy powrót z pracy. Weekend miałam spędzić tu:

photopictureresizer_190928_193013927_crop_1023x6913444120355747318343.jpg

i np. oglądać to:

Ale dwa dni przed wylotem @Garfield_Hug, z bloga Garfieldhug dała mi znać, że płoną lasy w Indonezji, (ogień objął obszar większy niż Bory Tucholskie!!), co sprawiło, że nie tylko w samej Indonezji, ale też w Malezji i niestety również nad Singapurem zawisł smog. Little Red Dot jeszcze trzy dni trzy dni temu wyglądała tak:

2,w=1280,c=08599433225723628426..jpg

Dlatego z bólem serca zdecydowałam, że jednak nie lecę.  Zresztą serce boli do tej pory:-)

Dzisiaj dostałam co prawda cynk (oraz ten filmik i zdjęcie Singapuru nocą), że nie jest już tak tragicznie jak wcześniej, jednak nadal uważam, że biorąc pod uwagę moje problemy z alergią i oskrzelami, lepiej było nie ryzykować.

Liczę, że to tylko przesunięcie w czasie, ale wiecie co, następnym razem nikomu nie zdradzę swoich planów, tak na wszelki wypadek, żeby nie zapeszyć:-)

Czytaj dalej „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach/ If you want to make God laugh, tell him about your plans”

Kryminały też uczą/ Crime stories also broaden the mind

Pewnie wielu z Was już wie, a inni dowiedzą się całkiem niedługo, że czas zap…la szybko płynie. Gdy zaczynamy się starzeć, on także przyspiesza, kwestią sporną pozostaje tylko to, kiedy ten proces się zaczyna i w którym momencie my to zauważamy. Tak czy siak, z biegiem lat każdy rok staje się mniejszą częścią naszego życia, więc nasza percepcja wariuje i zakłamuje rzeczywistość. Tę, trochę matematyczną zależność można oszukać przełamując codzienną rutynę, przeżywając nowe doświadczenia, szukając wrażeń, ekscytujących wyzwań.

Główny bohater kryminału Harlana Cobena pt. „Nie odpuszczaj”, który snuje powyższe rozważania (stąd i mnie natchnęło),  dochodzi do wniosku, że na wakacjach nie dlatego szybko mija czas, że on biegnie szybko, tylko dlatego, że my się świetnie bawimy robiąc w ciągu kilku urlopowych dni więcej fajnych rzeczy, niż w tym samym okresie, będąc np. w pracy.

Ten bohater mówi tak: Jeśli chcecie zwolnić upływ czasu – zróbcie coś innego, odwiedźcie egzotyczne miejsca, zapiszcie się na kurs!” – no i otóż dokładnie w tym momencie, w trakcie pisania tej właśnie notki, miałam zacząć wcielać słowa w czyn.

A przynajmniej, w momencie pisania tej notki, taki był plan…

Czytaj dalej „Kryminały też uczą/ Crime stories also broaden the mind”

W uzupełnieniu do notki „Odpowiedzialność artysty”- Uwaga delikatny spoiler/ In addition to the note „Responsibility of the artist” – Note delicate spoiler

Obiecałam, że odniosę się do filmu „Polityka”, jak pójdę do kina i go zobaczę. No więc byłam, widziałam i w zasadzie do tej pory nie wiem czy to była komedia, tragifarsa, czy może jakieś rozliczenie z bolesną polityczną prawdą. Bo Vega zapowiadał, że robi film o polityce i rzeczywiście zrobił. Mamy kuluary Sejmu, scenę polityczną w jej karykaturalnym, przejaskrawionym, prześmiewczym ujęciu. Śmiech przez łzy jest zawsze bardzo dobrym zabiegiem artystycznym, tylko że tu… nie było śmiechu. No chyba, że mówimy o tym mężczyźnie z sąsiedniego rzędu, który przespał cały seans głośno chrapiąc. Mieliśmy ubaw za każdym razem, gdy przekraczał barierę dźwięku:-) Może był zmęczony, ale ja nie byłam, a też w którymś momencie na kwadrans odpłynęłam.

Aktorzy w „Polityce”

Misiewicz zagrany przez Królikowskiego – zaskakująco dobrze, Kaczyński – słaby, choć momentami wzbudzający sympatię i współczucie, prawdopodobnie nie taki był zamysł reżysera. Rewelacyjna Pawłowicz w wykonaniu Iwony Bielskiej, bardzo żałuję, że miała tak małą rolę, na pewno wniosłaby do filmu więcej dobrego humoru. Kacprzyk- słaba, Zbigniew Kozłowski grający zakochanego posła, jeszcze słabszy, posłanka, z którą romansował, ładna ale zupełnie niewiarygodna. Uwielbiam Janusza Chabiora, który zrobił co mógł, żeby postać Maciarewicza wypadła dobrze. Jako gej bardzo prawdziwy.

O analogiach politycznych pisać chyba nie muszę, bo tyle się o filmie mówiło, jeszcze na etapie jego produkcji, było tyle trailerów i spekulacji, że już nic więcej dodać nie można.

Zwiastuny filmu

Tymi trailerami strzelił sobie Vega w kolano, bo ja po obejrzeniu chyba wszystkich tych komediowych zajawek, oczekiwałam czegoś więcej, jakiegoś spektakularnego wow! Zapowiadało się naprawdę dobrze, tymczasem zabawnie było jedynie w trajlerach, a pozostałe 100 minut, to nuda.

I ostatnia kwestia, w zasadzie pytanie. Czy może mi ktoś wytłumaczyć, dlaczego poseł Stefan (grany przez Daniela Olbrychskiego) pokazał w sejmie d….ę, a potem jakby nigdy nic, kontynuował poselską przemowę? Rozumiałabym to przesłanie, gdyby nie niosło ze sobą, jakby nie było, sprzecznego komunikatu:-)

20190924_072439-1235x7277668825517463971559.jpg

Maj 2019, ja w drodze do pracy,  oni już na planie filmowym „Polityki”:-)

20190924_111226-907x1342-453x6704405586580026395443.jpg

Czytaj dalej „W uzupełnieniu do notki „Odpowiedzialność artysty”- Uwaga delikatny spoiler/ In addition to the note „Responsibility of the artist” – Note delicate spoiler”

Najlepiej na piechotę/ Better on foot

Wiele razy pisałam, że lubię być mobilna, lubię testować te wszystkie, ułatwiające człowiekowi przemieszczanie się nowości, zwłaszcza w drodze do pracy, lub jeszcze lepiej, dla zdrowia. Jednak najbardziej lubię przemierzać świat na piechotę, co oczywiście nie zawsze jest możliwe, stąd też poszukiwanie innych wrażeń:-)

Z łezką w oku wspominam czasy, gdy pracowałam w takiej odległości od domu, że mogłam sobie dwa razy dziennie robić 2-kilometrowy spacerek. Ktoś mi powie, ok, w Lublinie to może i możliwe, ale przy warszawskich odległościach nie za bardzo. Ale ja przez pewien czas miałam tak nawet tutaj. Chodziłam w deszczu, wiał rozwiewał mi włosy, nie korzystałam z komunikacji nawet wtedy, gdy przymroziło:-)

I nie musiałam się martwić o to, czy autobus przyjedzie na czas, albo, czy w ogóle przyjedzie. Jak dzisiaj.

Rano wybrałam się do ZTM, żeby w końcu wyrobić sobie Kartę Warszawiaka, która uprawnia do różnych zniżek. Pojechałam do najbliższego punktu obsługi klienta, z którego do pracy mam średnio dobre połączenie, ale liczyłam, że po prostu podjadę kilka przystanków tramwajem, żeby się nie spóźnić. Na spacer już nie miałam czasu.

I co? Kicha!

20190919_1014052717882568597630869.jpg

Wystarczy, że zepsuje się jeden i wszystkie linie jeżdżące tą samą trasą stoją uziemione.

W związku z tym jednak był poranny spacerek, i to 2,5 km:-)

Czytaj dalej „Najlepiej na piechotę/ Better on foot”

Z logiki byłam the best/ I used to be the best at logic

Piątek 13-ego

Skoro przez cały tydzień miałam niczym w piątek 13-tego, to czy w piątek 13-tego mogę liczyć na sielankę i rzyganie kolorową tęczą?


Friday the 13th

Since I had like at Friday the 13th throughout the whole week, does it mean that on Friday the 13th I can count on idyll and puking with a colorful rainbow?

Odpowiedź przychodzi znienacka/ The answer comes suddenly

Szukając odpowiedzi

Czy macie czasem tak, że zupełnie przypadkiem, bez żadnego wysiłku z Waszej strony, dostajecie odpowiedź na zadawane sobie wcześniej pytanie?

Ja mam tak na tyle często, że kiedyś powstała, trochę jakby o tym, notka pt. O Caffe na tropie, dociekliwości nagrodzonej oraz pewnej lubelskiej legendzie. Rzeczywiście bywam dociekliwa, zainteresowana, szukam odpowiedzi, docieram do źródeł, poszerzam wiedzę. Jednak, najczęściej z zabiegania, i nie bójmy się tego słowa, ułomnej pamięci, temat po prostu znika w czasoprzestrzeni.

Na szczęście zdarza się również i tak, że zupełnie nieoczekiwanie wraca.

Crocopark Agadir – Boa albinos

Dzisiaj przypadkiem mi się „klikło” na jakiś youtubowy film, który w dodatku miał zupełnie nieadekwatną do treści ikonkę, i dostałam wyjaśnienie, że na zdjęciu z wakacji jest boa albinos. Nawet nie wiedziałam, że istnieje taki gatunek, a kiedy przeglądałam zdjęcia zrobione w agadirskim Crocoparku, nie mogłam sobie przypomnieć co to za wąż. Węży nie lubię, ale zaskoczył mnie jego kolor, cytrynowa żółć przeplatana z bielą, no i te wydawałoby się myślące, bursztynowe oczy. Nie lubię, ale obiektywnie muszę przyznać, że to piękna gadzina!:-)

Jak sądzicie, czy on, tak patrząc, myślał: Jakby tu się dokoła niej owinąć….?;-)

20190814_120929-1612x784-644x3138903861951367441055.jpg

photopictureresizer_190911_135801016_crop_3559x1791-1423x7168399749099801253770.jpg

Czytaj dalej „Odpowiedź przychodzi znienacka/ The answer comes suddenly”

Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning”

Wiem, nadal nie ma takiego cyklu …. , choć były już dwie takie notki, więc mógłby powstać:-)
Poskarżę się Wam, że nie wyrabiam czasowo, dlatego nadal mnie na blogu mniej i niestety prognozy na kolejne 3 tygodnie są podobne 😦 Czasu brak, więc na szybko dzielę się z Wami zauważonym dzisiaj, porannym absurdem i myślą przewodnią, że ludzie chyba dziwaczeją.

20190911_130013-1005x1149-402x4605120119645246497158.jpg

Często widzę, że w autobusie kobiety się malują, ludzie gadają przez telefon, czym doprowadzają innych pasażerów do szaleństwa (mężczyźni trochę rzadziej, zwykle dla szpanu opowiadając o super hiper wypasionych projektach), matki klikają w telefon zamiast pilnować własnych dzieci, młodzież pije piwo (choć za to jest kara), a mężczyźni czasem paradują bez T-shirtów, być może sądząc, że klatą wzbudzają podziw. Nie zawsze podziw.
Jednak jednoczesne klikanie w telefon i picie kawy widziałam w autobusie po raz pierwszy. Nie, to nie był kubek termiczny:-) I nie miał przykrywki.

Zdjęcie zrobiłam, gdy już siedziała i nasze ubrania znowu były w miarę bezpieczne.

Czytaj dalej „Z cyklu „osobliwości poranka”/ From the cycle „the oddity of the morning””

Być na bieżąco/ Keep up to date

Mój mąż od 10 lat bierze na wyjazdy zagraniczne ukochaną sportową czapeczką w biało-czerwone barwy, z napisem Polska. Na widok tejże czapeczki zawsze, ale to zawsze, najpierw następuje, nawiązujące do naszego kraju powitanie, a potem próba wciągnięcia nas w turystyczno – handlową rozmowę.

  • 10 lat temu w Egipcie: „Jak sze masz?” lub ” Dobra dobra, zupa z bobra”
  • 8 lat temu w Turcji: „Adam Małysz. Dzień dobry!”
  • 6 lat temu, Włochy: „Kupica! Hello my friend!”
  • 5 lat temu Włochy: „Taniej niż w biedronce!”
  • 3 lata temu na Malcie: „Lewandowski! How are you”
  • Miesiąc temu w Maroku: „Polska, Kazimierz Deyna!!”

Deyna, serio? Nie Kamil Stoch czy Bartosz Kurek lub choćby nadal Lewandowski??
Ten Deyna sprawił, że nas jednocześnie zamurowało i cofnęło w czasie:)

A dzisiaj, kupując znaczki pocztowe, otrzymałam właśnie Deynę, znaczki zostały wydane w okrągłe 30 lat po śmierci piłkarza (1.09.1989 r.). Czy w przypadku tego człowieka z Maroka, to też był tribute?:-) Cóż, Każdy składa taki hołd, jaki może.

Kazimierz Deyna - znaczki polskie. Blog Caffe

Czytaj dalej „Być na bieżąco/ Keep up to date”

Aleje Ujazdowskie

Kiedyś sobie to tylko wyobrażałam, a teraz doskonale rozumiem dlaczego Warszawiacy uciekają poza granice miasta i tam właśnie kupują działki, domy, mieszkania, stamtąd prowadzą swoje biznesy, tam organizują punkt dowodzenia.

Pracuję na ulicy Wiejskiej, więc z jednej strony graniczę z teatrzykiem sejmowym, którego nieodłącznym elementem są strajki, protesty, zgrupowania, wiece i przemowy, z drugiej zaś słyszę odgłosy z Alej Ujazdowskich. Alejami właśnie, kilka razy dziennie, czasem kilkanaście do kilkudziesięciu w tygodniu (w zależności od wydarzeń państwowych i politycznych) przejeżdża na sygnale kawalkada policyjnych samochodów, pilotując ważne osobistości od Krakowskiego Przedmieścia do Belwederu, i z powrotem. Jeśli do tego dodamy karetki, czasem straż pożarną, motory oraz zwykle odgłosy miasta, powstaje kakofoniczny mix, który na pewno przeszkadza w codziennym życiu.:-)

Naprawdę współczuję ludziom, którzy nadal tu mieszkają.

Czytaj dalej „Aleje Ujazdowskie”

Jak się nie zestarzeć ;-)/ How not to age

Onet Rano doniósł, że Krzysztof Ibisz zdradził tajemnicę swojego wyglądu i wyjaśnił dlaczego się nie starzeje. Otóż trzeba:

  1. Dużo pracować
  2. Mało spać

Wtedy organizm po prostu nie ma czasu i siły, żeby się starzeć:-)

PS. A ja tak kocham spać!:))))

Czytaj dalej „Jak się nie zestarzeć ;-)/ How not to age”

Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility

„Polityka”

Zapewne pójdę na nowy, niewątpliwie bardzo kontrowersyjny film Patryka Vegi pt. „Polityka”. O ile go wyemitują. Pójdę, bo jeśli mam sobie wyrobić swoją własną opinię (a nie powielać cudze), muszę go najpierw zobaczyć. A z całą pewnością krótkie, dosadne trailery to za mało, choć i one wywołują polityczno – medialną burzą. No i oczywiście są śmieszne. 🙂

Pójdę na ten film mimo, że nie podoba mi się olewcze wyluzowanie samego reżysera, które obserwuję w trakcie przeprowadzanych z nim wywiadów (jak np. ten w Polsat News). Na pytanie dziennikarza, czy boi się tego, że będzie musiał zapłacić 1 mln zł Bartłomiejowi Misiewiczowi, w związku ze złożoną przez tegoż skargą, odpowiedział:

„Mam zegarek, który jest dwa razy więcej wart, niż jego pozew, nie czuję się zaniepokojony”.

Co z odpowiedzialnością artysty ?

W trakcie bardzo dobrze poprowadzonego przez Bogdana Rymanowskiego wywiadu, pada ogólniejsze pytanie: Czy to, że twórca ma kasę na ewentualną karę pieniężną, daje mu prawo do wzorowania się na jakiejkolwiek znanej, medialnej osobie (nawet jeśli nie jest ona powszechnie lubiana), i budowania na tym pierwowzorze fikcyjnej postaci, przedstawiając ją w sposób karykaturalny, oszczerczy, jednoznacznie pejoratywny? Co z odpowiedzialnością artysty?

Najlepiej obrócić w żart

Vega próbuje obśmiać odpowiedź sprowadzając temat do kwestii bycia homo, bi, czy heteroseksualności Misiewicza, do jego diety, ciąży (??), stosunków seksualnych, dzięki którym schudł, czy ilości spalonych w ten sposób kalorii. Trochę to słabe. Jednocześnie przyznaje, że nie ma twardych dowodów na przedstawione w filmie fakty (jak np. branie kokainy, seks za pracę, seks z przełożonym), ale szybko tłumaczy, że jako artysta może się „schować za tym”, że robi film fabularny, a nie dokument historyczny.

No i ja oczywiście mam dylemat, bo (zupełnie abstrahując od Misiewicza i polityki) trochę mi to wygląda tak: ja zrobię o Tobie film, obśmieję Cię przed całą Polską, nie powołując się na jakieś konkretne dowody świadczące o tym, że przedstawiam prawdę o Tobie, jednak i tak każdy Cię w tym filmie rozpozna, bo jesteś znany, więc stracisz dobre imię, być może także stanowisko, zaufanie społeczne, słowem zostaniesz zniesławiony, ale spoko, zarobię na filmie tyle kasy, że stać mnie będzie na dobrego prawnika.

Ja się chyba z tak przedstawionym artystycznym światopoglądem nie utożsamiam. A co Wy na to? Nie skupiajcie się proszę na kwestiach politycznych, na tym czy lubicie lub nie lubicie PIS-u, po którym jedzie Vega:-). Napiszcie, jak to według Was powinno być z tą wolnością słowa i odpowiedzialnością artysty.

Czytaj dalej „Odpowiedzialność artysty/ Artist’s responsibility”

Najnowszy klip/ The newest clip

Widzieliście już teledysk do piosenki „Najnowszy klip” Dawida Podsiadło? Nie??? To koniecznie zobaczcie, bez względu na to, czy lubicie jego piosenki czy nie, czy to Wasz styl, czy nie, czy w ogóle chcecie tego słuchać:-). Ja jestem pod ogromnym wrażeniem emocjonalnego chaosu, który nieprzypadkowo udało się Dawidowi tym klipem pokazać.

Nie będę silić się na analizę literacką piosenki, nie mam też zamiaru moralizować pisząc o współczesnych uzależnieniach i relacjach. Po prostu obejrzyjcie teledysk, a powie  Wam wszystko.

Oni tam tacy uśmiechnięci, radośni, pełni pozornego szczęścia, ale ja się czuję jakoś przytłoczona.

Bo oni, to MY?

PS. Sprytnie udało się też wprowadzić reklamę filmu „Nieznajomi”, który wejdzie do kin pod koniec września.

„Ponad połowa z nas nie rozstaje się z telefonem komórkowym przez co najmniej 13 godzin w ciągu doby. Niezależnie od tego czy go używa, czy nie”.

Czytaj dalej „Najnowszy klip/ The newest clip”

O życiu, planach i esemesach

„Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o twoich planach na przyszłość”, to słynne zdanie Woodego Allena pasuje do mnie jak ulał, co zresztą potwierdza reblogowana notka z grudnia 2010 roku. Och jak byłam wtedy wkurzona, rozgoryczona, rozżalona.

A przecież tylko jedenaście miesięcy wcześniej, nieświadoma nadciągających wydarzeń, śmiałam się, że plany są po to, żeby je zmieniać. Początek roku dawał nadzieję,  napisałam, że ocieram się o szczęście, czułam wiatr w żaglach, mogłam przenosić góry, byłam silna, i co? Powiedziałam o tym głośno.

Styczeń 2010. Tamten rok, tamten miesiąc zmienił wszystko, stał się cezurą, znienawidzonym „przed i po”, stał się życiem po życiu. Brzmi strasznie, ale tak nie jest.

Przecież żyję.


„If you want to make God laugh, tell him about your plans for the future,” then Woody Allen’s famous phrase fits me perfectly, which is confirmed by the December 2010 note. Oh how I was pissed, bitter, resentful at the time.

And yet, only eleven months earlier, unaware of the upcoming events, I laughed that the only reason for plans is their change. The beginning of the year gave hope, I wrote that I feel kind of happy, I felt the wind in my sails, I could move mountains, I was strong, and what? I said it out loud to.

January 2010. That year, that month changed everything, became a turning point, hated „before and after”, became life after life. Sounds terrible, but it’s not.

I’m still alive.

Potrzeba wysyłania esemesów potwierdza, że żyjemy w tyranii chwili. Tak intensywny kontakt zagęszcza teraźniejszość, której kurczowo się trzymamy. Nasze plany na przyszłość sięgają czasem najbliższego wieczoru. A jedyną pewną rzeczą wdaje się data spłaty kolejnych rat kredytu [prof. Roch Sulima].

Wiadomo, że w języku polskim są trzy prawdy* i właściwie wszystkie trzy mogę odnaleźć w słowach pana profesora. Rzeczywiście żyjemy w tyranii chwili, czas rozciągamy do granic możliwości, komasujemy czynności i wydarzenia, okazuje się, że nie zawsze ze szkodą dla czynności i wydarzeń. Na pewno kosztem prywatności, czasu dla rodziny i czasu dla siebie. Zagęszczenie teraźniejszości wydaje się być świetnym terminem, który dokładnie odzwierciedla dzisiejszą modę na bycie wszędzie.

Jeśli zaś chodzi o plany, a dokładniej, o moje plany, to oczywiście jakieś tam robię, ale już nie trzymam się ich kurczowo. Nauczyłam się boleśnie, że im lepiej zaplanowane wydarzenie, im mocniejsze powiązania kolejnych punktów cudownej koncepcji, tym większe rozczarowanie, kiedy…

View original post 152 słowa więcej