The work break

Kto się przyzna, że ma taką pracę?

Who can admit that has such a job?  😉

via Employee Notice — Garfieldhug’s Blog

Reklamy

Walka o przetrwanie

Ten tydzień był, a właściwie przez najbliższe 8 godzin ciągle jest, prawdziwą walką o przetrwanie.

Nie mam grypy. Wiem, bo wczoraj w końcu wybrałam się do lekarza. Będąc przekonana, że zaraziłam się od męża (i na pewno tak było, tyle że ja mam nieco lżejszy przebieg), leczyłam się tym, co on, tj. coldrexem i witaminami. Pan doktor stwierdził, że to bardzo dobrze i że na tym poprzestać. Nadal jednak mam okropny kaszel i to ten, którego nie lubię najbardziej (o ile w ogóle jakikolwiek można lubić), suchy, drażniący, napadowy, dlatego jedyny lek, który dostałam ponad to co biorę, to uwielbiany przez młodzież thiocodin. Listek, btw. wiecie, że jednorazowo się więcej w aptece nie kupi? Na pewno wiecie.

Mi ten listek wystarczy na 5 dni, oni (młodzież) potrzebują dwóch lub trzech naraz.

Ale to temat na inny post.

W związku z tym, że jest to lek opioidowy, liczyłam na lekką fazę, która sprawiłaby, że dzień stanie się znośniejszy, tymczasem rozbolała mnie głowa, zrobiło mi się niedobrze i w ogóle jest do dupy.

Jak tu iść do pracy?

Zalety

Nie chwaliłam się jeszcze, że zmieniłam pracę. Już dawno się tu niczym nie chwaliłam, btw:-)

W każdym razie, zmieniłam i trzeba było się przestawić na inne oczekiwania i priorytety. A propos oczekiwań: nowością jest to, że teraz zawsze muszę uczestniczyć w spotkaniach mojego szefa. Jestem jego drugim wzrokiem i słuchem. Po każdym spotkaniu robię roboczą notatkę, protokół czy zapisuję wnioski. Szef to oczywiście potem uzupełnia, coś tam koryguje merytorycznie, ale ja nadaję temu pierwszy rys. A zwykle jest o czym pisać.

Protokołowanie jest fajne i niefajne jednocześnie. Fajne, bo jako uczestnik spotkania jestem w centrum wydarzeń. Wiem jakie są plany firmy, czy mojego szefa, w jakim kierunku będziemy się rozwijać jako podmot gospodarczy, czy choćby dlaczego nowy minister jest lepszy od starego:-)

Niefajność polega na konieczności ciągłej koncentracji. Nie można się na chwilę wyłączyć i myśleć o niebieskich migdałach. Jak potem wytłumaczę dziurę w notatce? Przecież nie powiem, że w momencie gdy pan Kowalski referował projekt kampanii reklamowej, ja rozważałam co zrobić na obiad:-)

Zdecydowaną zaletą jest to, że w ogóle wychodzę z biura, że poznaję nowych ludzi, bywam w takich miejscach Warszawy, do których bym pewnie nigdy nie trafiła.

Wartość edukacyjna – bezcenna.

Syndrom stresu pourlopowego

Nie ma co się dłużej okłamywać.

Tegoroczne wakacje minęły bezpowrotnie, a do następnych – cały pieprzony rok! Próbuję udawać, że jest fajnie, tu zrobię obiadek, tam upichcę jakieś ciasto. Tu kawka, tam spotkanie, w międzyczasie zakupy czy kino, ale należy powiedzieć sobie jasno całą prawdę.

Nastał czas powrotu: do domu, do pracy, na siłownię, bo przecież pogoda za oknem już niedługo przestanie sprzyjać, a mi nic się nie chce!

W pewnym poradniku radzili, że dla własnego komfortu psychicznego, w pierwszych dniach po urlopie należy rozsądnie dawkować obowiązki, zwiększać pracę stopniowo, zaczynać od rzeczy łatwych, które można szybko weryfikować. Jakieś sortowanie e-maili, czytanie listów, czy przeglądanie kalendarza. W przerwach między jednym, a drugim, warto sobie dla poprawy samopoczucia w myślach planować następny wypad z domu.

Jakieś strasznie odkrywcze toto nie jest, ale tak zrobiłam. Nie pomogło:-)

Radzili też, żeby zadbać o kondycję fizyczną. Wiadomo, fizyczna wpływa na psychiczną,, więc logiczne, że trzeba  ruszyć tyłek z krzesła, żeby ta fizyczna była jak najlepsza :-).

Przyznaję, że kiedy tak siedzę w biurze i przygotowuję następne super pilne tłumaczenie, drukuję „niezwykle ważne” dokumenty, czy wykonuję inne zadania „na wczoraj”, nawet jogging wydaje mi się kuszącą alternatywą:-)