Przemyślenia/ Thoughts

Będąc w pewnym zakładzie usługowym przeczytałam, że oferuje on trzy opcje serwisowe:
dobre – tanie – szybkie.

Z zastrzeżeniem, że:
1. dobre i tanie – nie będzie szybkie
2. dobre i szybkie – nie będzie tanie
3. tanie i szybkie  – nie będzie dobre

Mnie ten tekst najpierw ubawił, potem zachwycił, a na koniec wywołał filozoficzne konstatacje ;-).

Człowieku masz wybór! Jeśli nie masz czasu – płać. Jeśli nie masz kasy – czekaj i nie marudź:-) Lub tkwij w trzeciej opcji, która dopuszcza bylejakość. Ale jeśli dasz na nią przyzwolenie, nie zdziw się, że po raz kolejny będziesz coś reklamować, lub wyrzucisz, powiększając miejskie i podmiejskie składowiska śmieci.

Takie mamy czasy panie.


Being in a some service company, I read that it offers three service options: good – cheap – fast.

With the provison that:
1. good and cheap – will not be fast
2. good and fast – will not be cheap
3. cheap and fast – will not be good

I love this text, which is fun, smart, and finally provoke philosophical statements ;-).

Man, you have a choice! If you do not have time – pay. If you do not have a cash – wait and do not complain:-) Or be stuck in the third option, which allows for mediocrity and rubbish. But if you give a permission, do not be surprised that once again you will have to complaint, or throw another thing away. Contributing to the increase of dumps.

Such are our times.

49 myśli w temacie “Przemyślenia/ Thoughts

  1. Byłem kiedyś w zakładzie szklarskim, gdzie taka gustowna wywieszka przyciągnęła moją uwagę. Usługę wykonali dość szybko, ale deklarowana jakość nie była zadowalająca. Policzyli wg swojego uznania i ja się nie targowałem. Zabawianie klientów nie wiele ma wspólnego z wywoływaniem uśmiechu zadowolenia ze świadczoonych usług

    Polubione przez 1 osoba

    1. A widzisz!! Ja w końcu dotarłam na Mińską z uszkodzonymi okularami, ale nie mogłam sobie przypomnieć, skąd się dowiedziałam o serwisie!! Bo nie mieszkam w okolicy. Odszukałam u Ciebie na blogu notkę i widzę, że nawet zostawiłam tam kiedyś swój komentarz. Więc to dzięki Tobie!!:)

      Polubione przez 1 osoba

      1. W sumie te trzy rzeczy zwykle nie idą w parze z prostego powodu: jeśli ktoś robi tanio i dobrze, to w miarę upływu czasu powoduje to wzrost klientów, a to coraz bardziej uniemożliwia wykonanie „szybko”. I albo wykonawca schodzi z jakości, bo i tak ma kasę, albo podwyższa ceny, bo może robić mniej drożej a mniej, albo utrzymuje poprzednie standardy, ale szybko siłą rzeczy być nie może. Obym trafiała na tych ostatnich, którzy w dodatku uczciwie stawiają sprawę i trzymają się ustalonych przez siebie terminów. Życzę sobie, bo może ktoś woli inaczej;-)

        Polubione przez 1 osoba

  2. być może znasz tą opowiastkę, ale i tak ją zapodam:
    W pewnym mieście pewien ptyś założył bar, ale był on tak zlokalizowany, że po bokach były dwa inne. Na tym po lewej był napis: „Tu najtaniej”, na tym po prawej „Tu najsmaczniej”. Tedy ów ptyś umieścił szyld o treści: „Tu główne wejście”.
    p.jzns :)…

    Polubienie

    1. No hej!! Jak się czujesz, byłam już u Ciebie, zdjęcia piękne. Taką zimę to ja lubię. Biało!!:))
      Masz rację, o dobry fachowców coraz trudniej, a o takich, co nie zdzierają z nas kasy – jeszcze bardziej. Pozdrawiam!!

      Polubienie

  3. Pierwszy raz zetknąłem się z tym hasłem w 1991 r., kiedy zaniosłem swojego Zenita ET do naprawy. Zdaje mi się jednak, że zasada, którą wówczas literalnie poznałem, działała od zawsze i chyba większość z nas jest jej świadomymi. Czasami staram się robić w niej wyłomy, ot tak, dla podkreślenia swojego anarchizującego usposobienia – wykonuję jakąś robotę tanio (ba, niekiedy darmo!), szybko i solidnie. A co mi tam!

    Polubione przez 1 osoba

    1. W prawie można byłoby mówić o pro bono.:-)
      Hasła, które opisałam, zobaczyłam pierwszy raz w życiu, a to dziwne, skoro i Jotka i Ty się już z nimi spotkałeś.
      Szybko, tanio i solidnie to zaczyna być sprzeczność sama w sobie:)

      Polubione przez 1 osoba

      1. Tak całkiem sprzeczność to nie jest, bo można uzyskiwać połączenie wszystkich trzech elementów gdy wykonawca zdecyduje się na obniżenie poziomu własnego zysku. Ponadto zarówno szybkość, jak i jakość usługi są dość ocenne. Jednemu dwa dni czekania będą zbyt długim terminem, a dla innych dwutygodniowa realizacja zdaje się całkiem przyzwoita. Jednemu kebab z budy na targowisku zda się jakościowym rarytasem, a inni się krzywią na jakość niektórych smakołyków serwowanych w kopenhaskiej Nomie 😉

        Polubione przez 1 osoba

        1. Ależ tak, jednak w świecie idealnym ludzie wykonywaliby swoją pracę dogadując się cenowo. W świecie idealnym chodziłoby o to by mieć klientów i mieć pracę, czyli zachować balans, równowagę między tym jak, za ile i przez jaki okres coś się wykonuje. Teraz trochę to na rynku poszalało.
          Bardzo często marketing napędza tę machinę i zamiast normalnej ceny robi się kosmos.

          Polubione przez 1 osoba

          1. Zdaje się, że tego świata idealnego, to nigdy nie było, choć często dajemy się złapać w pułapkę idealizacji przeszłości. Ach kiedyś, to było… Kiedyś to szanowano zasady… Tylko kiedy to było? I gdzie? 😉

            Polubienie

            1. Każdy wiedział, że zawsze może zostać „odstrzelony” przez konkurencję, dlatego zwykle się starał. W PRLu panowało z jednej strony poczucie, że się robi dobrze, ale z drugiej strony, jakoś używanych do tej pracy materiałów była kiepska. Co się przekładało prawdopodobnie na jakość pracy ludzkiej.
              Ale jednak było inaczej, bez idealizacji. Mój tata był świetnym fachowcem, potrafił pracować za niewielkie pieniądze, nie zdzierał z ludzi kasy. Po prostu dużo pracował, żeby zarobić tyle ile sobie założył, że zarobi. Nie kosztem ludzi, raczej kosztem siebie. Czy to był jednostkowy przypadek? Nie sądzę. Myślę, że szanowano jego pracę, właśnie dlatego, że nie partaczył.

              Polubione przez 1 osoba

              1. Teraz też każdy biznes morze być „odstrzelony” przez konkurencję. I jest to zdecydowanie łatwiejsze niż w PRLu, bo wtedy konkurencja była dość żałosna. Mam poczucie, że w PRLu trafiałem równie często jak teraz na kiepskich wykonawców i na dobrych wykonawców. I w obu przypadkach nie były to sprawy jednostkowe. Mój tata, w przeciwieństwie do Twojego, był kiepskim rzemieślnikiem. No właśnie, czy był przypadkiem jednostkowym? Nie sądzę 😉

                Polubienie

                1. No może.
                  Co do partaczenia, to może i masz rację. Wtedy nie było takich kar za fuszerki. No chyba, że sprawa dotyczyła kogoś ważnego, wtedy może i człowieka bywał pociągnięty do odpowiedzialności. W przypadku szarych żuczków, jedyną możliwością było szukanie dobrego speca:)

                  Polubione przez 1 osoba

                  1. Teraz też kary za fuszerki są umiarkowane, a przede wszystkim trzeba je dłuuugo egzekwować w procesach cywilnych. Przy kosztownych zleceniach, to może i ma jakiś sens, ale prawowanie się miesiącami, jeśli nie latami, o trzystuzłotową naprawę zmywarki mija się z celem.

                    Polubienie

                    1. Pogadałam z mamą, rzeczywiście było tak, że w moim rodzinnym domu wymieniać trzeba było z czasem wszystko ponieważ to, co zostało wcześniej użyte, to jakaś bubloteka:) Masz rację, nie było lepiej.
                      Ja natomiast i wtedy i dzisiaj mam pecha do nowych rzeczy, jeśli z 10 leżących przede mną jeden ma ukryte wady, to ja z całą pewnością obejrzę sobie wszystkie, ale wybiorę dokładnie ten felerny:))
                      Więc….w moim przypadku czasy nie mają znaczenia.

                      Polubione przez 1 osoba

                    2. Ha ha, o tym nie pomyślałam:)))
                      Ale zawsze przypomina mi się taki film „Pechowiec”. Facet tak miał z zepsutym krzesłem. Wielki stół, 24 krzesła dokoła, puste, jeszcze nikt na nich nie siedzi. A on wybiera swoje ……….dokładnie to ze upiłowaną nogą:)

                      Polubione przez 1 osoba

                1. Ja wcale nie chciałam idealizować tamtego czasu, zresztą byłam za mało, żeby tak naprawę, od podszewki znać jego realia. Coś tam słyszałam od taty. Jednak wszystko odbywało się kosztem polowania na odpowiedniej jakości produkty, żeby mógł pracować. Teraz jest łatwiej, a jednak jakość pracy bywa czasem naprawdę marna. To chciałam napisać. Że mamy czas bubli.
                  Chyba gorszych niż dawniej. Zauważ, że kiedyś te chińskie piórniki i chińskie gumeczki były bardzo dobrymi produktami. Nie badziewiem, które wytrzymywało dzień czy dwa.
                  Dzisiaj chińskie produkty to…..chińskie produkty.

                  Polubione przez 1 osoba

                  1. Z pradziejowych chińskich rzeczy, to miałem tylko wieczne pióra. Piórnik miałem drewniany, chyba polski 😉 Gumeczkę do wycierania też polską, z myszką 😉 Chińskich piór to miałem ze sześć. Połowa była do bani, a druga była cacy. Teraz mam chińskich piór ze dwadzieścia. Stosunek bubli do produktów przyjemnych jest taki sam jak 40 lat temu 😉

                    Polubienie

                    1. Ja uwielbiałam dostawy w sklepie papierniczym. Ponieważ wracając ze szkoły, przechodziłam obok takiego sklepu, zawsze widziałam, że tworzy się kolejka. Nigdy nie wiadomo było po co, ale się stało:)
                      Jak pachniało w sklepie gumą do życia, to znaczy że w pudełkach były pachnące gumki:)

                      Polubione przez 1 osoba

                    2. Ja też, chociaż dzisiaj ceny niektórych pięknych artykułów papierniczych są kosmiczne! Ja kocham piękne zeszyty, takie wiesz, w nibyskórce, z kredowym papierem kartek, cudo!! Ale to cudo, kosztuje prawie stówę!! Jak kiedyś chciałam mieć fajny pamiętnik z dużą ilością kartek, to sobie kupiłam 10 zeszytów 16 kartkowych i poszłam po prośbie do najbliższego introligatora, żeby mi to razem zszył:) Był piękny! Za około 10 zł. maksymalnie. A może nawet za mniej:) Nie był w skórze, więc pamiętam, że obłożyłam go w lnianą okładkę, na której sama namalowałam……..łeb konia:)) Nie śmiej się. To był bardzo piękny łeb. Ciekawe co się stało z tym pamiętnikiem….

                      Polubione przez 1 osoba

                    3. Sam też oprawiam swoje notatniki. Kupuję papier, karton na okładkę, a potem całości dorabiam oprawę ze swoich starych, zużytych portek, najczęściej z bojówek i jeansów. Dzięki temu mam w notatniku kieszeń na różne różności 😉

                      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s